piątek, 19 czerwca 2020

Do Hogwartu

~ Kolejnego dnia obudziło ich głośne walenie do drzwi... ~
Remus zerwał się z łóżka w momencie, gdy do ich domu ktoś zaczął walić w drzwi. poszedł sprawdzić co się dzieję, w tym czasie Nimfadora udała się do pokoju dzieci, aby w razie konieczności ich ochronić. Kiedy podszedł do drzwi zapytał:
- Kto tam?
- To ja Remus, Hagrid. - zawołał półolbrzym. - McGonagall mnie wysłała, wpuść mnie.
- Hagridzie ja naprawdę Cię bardzo lubię, ale na następny raz nie wal tak do drzwi. Wystraszyłeś nas. - powiedział do przyjaciela otwierając drzwi Remus.
- Cholibka przepraszam. Tonks będzie zła prawda?
- Nie, pogadam z nią w razie czego. Co Cię sprowadza?
- Jest Teddy? Bo tak właściwie do niego przylazłem, co prawda można było wysłać sowę, ale poprosiłem Minerwę żebym osobiście mu to dał. W końcu jak to kiedyś mówiłem Harry'emu niech skonam,  nie na co dzień kończy się jedenaście lat. - powiedział gajowy Hogwartu. Remus doskonale go rozumiał, ponieważ wiedział, że dzisiaj jego najstarszy syn kończy jedenaście lat i dostanie swój pierwszy list do Hogwartu. 
- Ted śpi, poczekajmy aż wstanie może. - powiedział ojciec chłopca. 
- A niech się chłopaczyna wyśpi w końcu... - nie dokończył, ponieważ do kuchni gdzie mężczyźni siedzieli weszła Nimfadora w towarzystwie całej trójki dzieci.
- Coś się stało Doro? - zapytał Lupin.
- Dzieciaki się wystraszyły. Hagridzie ja naprawdę Cię uwielbiam, ale proszę, jeśli chcesz nam składać wizyty to wyślij nam wiadomość sową, dobrze? - powiedziała Tonks,zwracając się prośbą do gajowego. 
- Cholibka wybacz Tonks, ale McGonagall mi pozwoliła dać młodemu list osobiście i tak żem się cieszył, że nie pomyślałem, że wy śpita jeszcze. - wytłumaczył się.
- Nie szkodzi. Na przyszłość po prostu uprzedź. Zjesz z nami śniadanie? - uspokoiła go kobieta.
- Nie no co ty, jadłem już. No, ale który z was to Teddy? Bo żem zawsze was dwóch mylę. 
- Ja jestem Teddy. - powiedział starszy z chłopców.
- To najlepszego mały, mam tu coś dla ciebie. Myślę, że się ucieszysz. - powiedział półolbrzym dając chłopcu kopertę.
Kiedy chłopiec odebrał ją i spojrzał na pieczątkę nie mógł w to uwierzyć. Właśnie otrzymał swój pierwszy list ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Gdy wszystko do niego dotarło był szczęśliwy jak nigdy, w końcu każdy młody czarodziej czeka na list ze swojej wymarzonej szkoły. Szczególnie jeśli to jest szkoła, w której uczyli się jego rodzice i wiele osób z bliskiego otoczenia, między innymi rodziny Weasley'ów i Potter'ów. 
- Dziękuję Panie yyy... - zająkał się chłopiec. Jeszcze nigdy w życiu nie widział półolbrzyma i znajomego rodziców.
- A żem zapomniał, że mnie nie pamiętasz. Widzielim się niedługo po tym jak żeś się chłopie urodził,  ale ty tego nie pamiętasz. Rubeus Hagrid jestem. Strażnik kluczy, gajowy i nauczyciel opieki nad magicznymi stworzeniami w Hogwarcie. Mów mi po prostu Hagrid. - wyjaśnił zdumionemu chłopcu gajowy.
- Dziękuję panie Hagridzie.
- Jaki tam Panie, po prostu Hagrid. - powiedział półolbrzym, a następnie zwrócił się do Państwa Lupin. - Dobrze żeście ich wychowali.
- Staramy się jakoś. - odpowiedział skromnie Pan Lupin.
- Ted otwórz. Zobaczysz,  że to nie są żarty jak myślisz. -zwróciła się do syna Nimfadora.
Chłopiec najpierw obejrzał kopertę na której z jednej strony widniała czerwona pieczęć Hogwartu, natomiast z drugiej strony zgrabnym pismem napisane było:
Sz. P. Theodor Remus Lupin
Romford 17
Druga sypialnia na parterze, 
trzecie łóżko od okna
Harold Wood
Natomiast gdy rozerwał pieczęć w kopercie jak zawsze znajdowały się dwie kartki. 
Chłopiec zaczął czytać pierwszą na głos tak, aby jego rodzeństwo i rodzice usłyszeli. 
Pierwszy tekst był na zielono, drugi napisano czarnym atramentem.
Szanowny Panie Lupin,
Mamy zaszczyt poinformować Pana, że został Pan przyjęty do Szkoły Magii i  Czarodziejstwa w Hogwarcie. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia.
Rok szkolny rozpoczyna się 1 września. Oczekujemy pańskiej sowy nie później niż 31 lipca.
Z wyrazami szacunku, dyrektor



Drugą kartką było wyposażenie do Hogwartu.
HOGWART
SZKOŁA MAGII i CZARODZIEJSTWA
UMUNDUROWANIE
Studenci pierwszego roku muszą mieć:
1. Trzy komplety szat roboczych (czarnych)
2. Jedną zwykłą spiczastą tiarę dzienną (czarną)
3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju)
4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)
UWAGA: wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem.
PODRĘCZNIKI
Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:
Standardowa księga zaklęć (l stopień) Mirandy Goshawk
Dzieje magii Bathildy Bagshot
Teoria magii Adalberta Wafflinga
Wprowadzenie do transmutacji (dla początkujących) Emerika Switcha
Tysiąc magicznych ziół i grzybów Phyllidy Spore
Magiczne wzory i napoje Arseniusa Jiggera
Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć Newta Scamandera
Ciemne moce: Poradnik samoobrony Quentina Trimble’a
POZOSTAŁE WYPOSAŻENIE
l różdżka
l kociołek (cynowy, rozmiar 2) l zestaw szklanych lub kryształowych fiolek l teleskop
l miedziana waga z odważnikami
Studenci mogą także mieć jedną sowę ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę.
PRZYPOMINA SIĘ RODZICOM, ŻE STUDENTOM PIERWSZYCH LAT NIE ZEZWALA SIĘ NA POSIADANIE WŁASNYCH MIOTEŁ
- Ale ekstra, naprawdę jadę do Hogwartu! - ucieszył się jubilat.
- W wakacje pójdziemy na pokątną. A teraz chodźcie jeść. - powiedziała pani domu.
- Teddy, ale nie zapomnisz o nas prawda? - zapytała brata pięciolatka.
- Jasne, że nie. Kocham was siostrzyczko, ale chciałbym też iść już do szkoły i móc używać kiedyś czarów tak jak tata i mama.
- Jeszcze będziesz używał. - powiedział Remus do syna, a następnie zwrócił się do córki. - Nie martw się Kate. Ted nie odchodzi na zawsze. Będziesz go widywać w święta i wakacje. Zresztą kiedy mama urodzi to poproszę dyrektorkę Hogwartu, aby Ted mógł zobaczyć po raz pierwszy wasze rodzeństwo i jeśli się uda to zostanie na dzień lub dwa z nami w domu. A teraz chodźcie wszyscy na śniadanie.
- Będę za nim tęsknić. Zabawa we dwoje z Colinem to nie to samo co bawić się wszyscy razem. - uznała dziewczynka.
- Szybko minie, zobaczysz. - odpowiedziała jej matka. - A dopóki wy też nie pójdziecie do szkoły to będę tobie i Colinowi znajdywać zajęcia.
Po śniadaniu rodzeństwo poszło do ogrodu, gdzie Kathrine podzieliła się wszystkimi obawami z braćmi. Ci uspokoili siostrę i razem z nią wykorzystując jedne z ostatnich wspólnych chwil przed wyjazdem jedenastolatka do szkoły. W tym samym czasie Hagrid pożegnał się z państwem Lupin, którzy po posprzątaniu kuchni i jadalni wspólnie zajęli kanapę. Pani Lupin położyła się z głową na nogach męża,  Remus natomiast usiadł wygodnie na jednym końcu mebla. Jednym ruchem ręki mężczyzna przywołał dwie książki i koc z sypialni. Kocem okrył żonę, a następnie oboje zatopili się w lekturach.To właśnie był jeden z kilku ich ulubionych sposobów spędzania razem wolnego czasu. Kiedy mężczyzna skończył czytać trzeci rozdział książki zobaczy, że jego żona zasnęła. Odebrał jej książkę i ostrożnie wstał podsuwając jej poduszkę pod głowę. Na jego szczęście kobieta spała już tak mocno, że nie obudził jej. Przez dłuższą chwilę przypatrywał się swojej żonie po czym udał się do kuchni, aby przygotować wszystkim domownikom przekąski. Gdy były gotowe zaniósł trochę żonie na stolik do salonu, a z resztą udał się do ogrodu, aby poczęstować dzieci. Kiedy młodszy z chłopców zobaczył tatę poprosił go:

- Opowiedziałbyś nam koleją bajkę? Proszę tato tylko jedną...
- Ostatnio coś dużo tych bajek chcecie. Może mamę poprosicie jak wstanie? - zapytał rozbawiony.
- Ale ty zawsze masz jakieś ciekawe, a mama zna tylko te czarodziejskie bajki, a ty znasz dużo mugolskich. No tato, proszę cię. - ciągnął Colin.
- Niech wam będzie, ale jak opowiem teraz to wieczorem nie ma żadnych bajek. - zastrzegł dzieciom.
-  Okej. - odpowiedział najstarszy z rodzeństwa.
- Opowiem wam jedną z wielu baśni braci Grimm o Królewnie Śnieżce. Zaczyna się tak:

"Dawno temu żyła piękna królowa. Pewnego razu w środku zimy, gdy z nieba padały płatki śniegu jak pierze, królowa siedziała przy oknie o ramach z czarnego hebanu i szyła. Szyjąc tak patrzyła na śnieg aż ukłuła się igłą w palec. Na śnieg poleciały trzy krople krwi. A ponieważ czerwień pięknie wyglądała na białym śniegu, pomyślała sobie: "Chciałabym mieć dziecko białe jak ten śnieg, czerwone jak krew i czarne jak drewno tych ram." Wkrótce urodziła córeczkę białą jak śnieg, o ustach czerwonych jak krew i włosach jak hebanowe drewno. Dlatego nazwano ją śnieżką. Niestety królowa umarła od razu po porodzie.
Po roku król wziął sobie drugą żonę. Była to pani piękna, ale dumna i próżna. Nie potrafiłaby znieść piękniejszej od siebie. A miała ona cudowne lustro. Gdy stawała przed nim by się obejrzeć, mówiła:

"Lustereczko, powiedz przecie
Kto jest najpiękniejszy w świecie."

A Lusterko odpowiadało:

"Tyś królowo najpiękniejsza na świecie"

I była zadowolona, bo wiedziała, że lustro zawsze mówi prawdę.

Tymczasem Śnieżka rosła i stawała się coraz piękniejsza, a gdy miała już siedem lat, była piękna jak jasny dzień, piękniejsza niż sama królowa. Kiedy więc ta zapytała lustro:

"Lustereczko, powiedz przecie
Kto jest najpiękniejszy w świecie."

dostała odpowiedź:

"Nikt piękniejszy w tej komnacie nie mieszka,
lecz tysiąc razy piękniejsza od ciebie jest Śnieżka"

Mocno strapiło to królową, aż zrobiła się żółta i zielona z zawiści. Od tej pory gdy spotykała śnieżkę, wnętrzności się w niej nicowały, tak wielka była jej nienawiść do tej dzieweczki. Pycha i zawiść rosły jak chwast w jej sercu coraz to wyżej i nie zaznała odtąd spokoju ni za dnia ni w nocy. Zawołała więc myśliwego i rzekła: "Wyprowadź to dziecko w las, bo nie chcę go widzieć. Zabijesz ją tam, a na dowód przyniesiesz mi jej serce."

- To okropne. Śnieżka jej nic nie zrobiła. Dlaczego ona tak zrobiła? - powiedziała pięciolatka do ojca.
- Bo królowa była kochanie bardzo samolubna, ale...

Myśliwy był posłuszny tym słowom i wyprowadził ją do lasu, a gdy wyciągnął już nóż, by przebić śnieżki niewinne serce, dziewczynka zapłakała i rzekła: "Ach, drogi myśliwy, nie zabijaj mnie. Pójdę w dziki las i nigdy nie wrócę do domu." A ponieważ była tak piękna, myśliwy zlitował się nad nią i rzekł: "Biegnij, biedne dziecko! – Dzikie zwierzęta i tak cię wkrótce pożrą," pomyślał, lecz mimo to zrobiło mu się tak, jakby mu kamień z serca spadł, bo nie musiał jej zabijać. Gdy z zarośli wyskoczył młody warchlak, przebił go swym nożem, wyciął jego serce i jako dowód zaniósł królowej.

Biedne dziecko było w lesie zupełnie samo, bało się tak bardzo, że oglądało się za wszystkimi liśćmi na drzewach i nie wiedziało, co dalej począć. Zaczęło biec przez ostre kamienie i ciernie, a dzikie zwierzęta przebiegały mu drogę nic mu nie czyniąc. Dziewczynka biegła tak długo, jak tylko nogi chciały ją nieść, aż wieczór zaczął nadciągać. Wtedy zobaczyła domek i weszła do niego, aby odpocząć. W domku wszystko było małe, ale takie delikatne i czyste, że aż ciężko powiedzieć. Stał tam biało nakryty stoliczek i siedem małych talerzy, każdy zaś talerzyk miał za sąsiada łyżeczkę, obok leżało siedem nożyków, widelczyków, i siedem kubeczków. Pod ścianą stało siedem łóżeczek, jedno obok drugiego, a wszystkie przykryte śnieżno białym prześcieradłem. Śnieżka, ponieważ była głodna i bardzo chciało jej się pić, zjadła z każdego talerzyka troszeczkę warzyw i chleba, z każdego kubeczka wypiła kropelkę wina, bo nie chciała jednemu zjeść wszystko. Potem chciała położyć się do łóżka, bo była bardzo zmęczona, ale żadne nie pasowało, jedno było za długie, inne za krótkie, siódme wreszcie było w sam raz, położyła się więc do niego, poleciła się Bożej opiece i zasnęła.

- Była bardzo dobra, bo nie zjadła wszystkiego, ale to smutne, że musiała uciekać sama. Ja bym się bała. - powiedziała dziewczynka.

Ani mężczyzna, ani żadne z dzieci nie zauważyło, że od kilku minut przygląda się im matka dzieci, którą obudził dłuższy brak męża. Po ostatniej kłótni małżonkowie nie potrafili dług spać, gdy nie byli razem jednak oboje tak samo uparci nie chcieli się do tego przyznać.

Mężczyzna z uśmiechem kontynuował opowieść.

Gdy zrobiło się całkiem ciemno, przyszli panowie tego domku. Było to siedmiu karzełków, którzy kopali złoto w górach. Zapalili siedem światełek, a gdy w domku zrobiło się jasno, zobaczyli, że ktoś w nim był, bo nie wszystko było w takim porządku, w jakim zostawili dom. Pierwszy zaś powiedział: "Kto siedział na moim krzesełku?," drugi dodał: "Kto jadł z mojego talerzyka?," trzeci: "Kto wziął moją bułeczkę?," czwarty "Kto zjadł moje warzywo?," piąty: "Kto używał mojego widelczyka?," szósty "Kto kroił moim nożykiem?," siódmy: "Kto pił z mojego kubeczka?" Potem pierwszy się rozejrzał, zobaczył na swoim łóżku małe wgłębienie i rzekł: "Kto był w moim łóżeczku?" Zaraz przybiegli inni i zawołali: "I w moim ktoś leżał," lecz siódmy, gdy spojrzał na swoje łóżko, zobaczył śpiącą śnieżkę. Zawołał wtedy resztę. Przybiegli i krzyczeli z zachwytu. Przynieśli swoje światełka i poświecili na śnieżkę. "O mój Boże, o mój Boże!," wołali, "ależ piękne jest to dziecię!" i bardzo się cieszyli, że jej nie zbudzili, lecz pozwolili spać jej dalej. Siódmy karzełek spał u swoich kompanów, po godzinie u każdego, aż minęła noc.
Gdy Śnieżka wstała rankiem, zobaczyła siedmiu karzełków, wystraszyła się bardzo. Byli jednak bardzo mili i zapytali: "Jak się nazywasz?" - "Nazywam się Śnieżka," odpowiedziała. "Jak trafiłaś do naszego domku?" - pytały dalej karzełki. Wtedy opowiedziała im, jak macocha chciała ją zabić, jak myśliwy darował jej życie, jak biegła cały dzień, aż wreszcie znalazła ten domek. Wtedy karzełki zapytały: "Jeśli zechcesz troszczyć się o nasz dom, gotować, słać łóżeczka, prać, szyć, dziergać i wszystko trzymać w czystości i porządku, możesz z nami zostać, a nie zbraknie ci niczego." - "Chcę," odpowiedziała Śnieżka. "Chcę z całego serca." i została z nimi. Dbała w domu o porządek. Karzełki rano wychodziły do pracy w górach by szukać złota, a gdy wieczorem wracały, jedzenie musiało już być gotowe. Dziewczynka cały dzień była sama. Dobre karzełki ostrzegały ją i mówiły: "Strzeż się macochy! Wkrótce się dowie, że tu jesteś. Nie wpuszczaj nikogo!"

Królowa myślała, że pozbyła się śnieżki i była pewna, że znowu jest tą pierwszą i najpiękniejszą, aż pewnego dnia stanęła przed lustrem i rzekła:

"Lustereczko, powiedz przecie
Kto jest najpiękniejszy w świecie."

A Lustro odpowiedziało:

"Tu najpiękniejszą jest królowa,
lecz od niej piękniejsza jest panna owa.
co za górami z karzełkami mieszka
i zowie się Śnieżka"

- Ta macocha była okropna. - powiedziała dziewczynka. - Tatusiu ja nie chcę mieć takiej macochy. - oznajmiła ojcu ze szklanymi oczkami.
- Nie martw się skarbie. Nigdy nie będziesz miała macochy, bo nigdy nie pozwolę, aby Tobie, mamie, czy chłopcom, albo waszemu rodzeństwu, które ma się urodzić coś się stało. - zapewnił Remus córkę.

Wystraszyła się, bo wiedziała, że lustro nigdy nie kłamie. Zrozumiała, że myśliwy ją oszukał, a Śnieżka wciąż była przy życiu. Odtąd myślała, myślała i myślała ciągle od nowa, jak ją zabić, bo dopóki żyła, zawiść nie dałaby jej spokoju. A gdy w końcu coś wymyśliła, zafarbowała sobie twarz, ubrała się jak stara przekupka i była nie do poznania. Pod tą postacią wyruszyła za siedem gór do siedmiu karzełków, zapukała do drzwi i zawołała: "Piękny towar, towar na sprzedaż!" Śnieżka wyjrzała przez okno i zawołała: "Dzień dobry, dobra kobieto, co tam macie na sprzedaż?" - "Dobry towar, piękny towar," odpowiedziała, "Sznurowane gorseciki we wszelkich kolorach" i wyciągnęła jeden, który był utkany z kolorowego jedwabiu. "Tą dobrą kobietę na pewno mogę wpuścić," pomyślała Śnieżka, odryglowała drzwi i kupiła sobie ładny gorsecik. "Dziecko, ależ ładnie wyglądasz!," powiedziała starucha, "Chodź, to cię porządnie zasznuruję." Śnieżka dobrodusznie stanęła przed nią i pozwoliła sobie zasznurować gorsecik, a starucha wiązała szybko i tak mocno, że Śnieżka nie mogła złapać oddechu i martwa padła na ziemię. "A byłaś taka ładna, najpiękniejsza..." powiedziała stara i czym prędzej wyszła.
Niedługo potem, pod wieczór, do domu wróciło siedmiu karzełków. Przerazili się, gdy zobaczyli, jak ich kochana Śnieżka leży na ziemi całkiem bez ruchu, jak martwa. Podnieśli ją więc do góry, a ponieważ dostrzegli, że była mocno związana, rozcięli gorsecik. Dziewczynka zaczęła oddychać i powoli wracało do niej życie. Gdy karzełki usłyszały, co się stało, rzekły: "Ta stara przekupka to nikt inny jak bezbożna królowa: strzeż się i nie wpuszczaj nikogo, gdy nas nie ma z tobą."

Zła Baba podeszła do lustra, gdy tylko wróciła do zamku i zapytała:

"Lustereczko, powiedz przecie
Kto jest najpiękniejszy w świecie."

A Lustro odpowiedziało jak zawsze:

"Tu najpiękniejszą jest królowa,
lecz od niej piękniejsza jest panna owa.
co za górami z karzełkami mieszka
i zowie się Śnieżka"

Gdy to usłyszała, cała krew ścisnęła się w jej sercu i przelękła się, bo już wiedziała, że Śnieżka wróciła do życia.

- Dobrze, że krasnoludki jej pomogły, ale ta macocha jest straszna. - powiedział tym razem Teddy.

Tym razem mężczyzna ponownie kontynuował.

"Będę musiała coś wymyśleć, by w końcu umarła" powiedziała i za pomocą czarcich sztuk, na których się znała, zrobiła zatruty grzebień. Przebrała się potem i przybrała postać innej starej baby. Poszła tak za siedem gór do siedmiu karzełków, zapukała do drzwi i zawołała: "Doby towar sprzedaję, dobry towar!" Śnieżka wyjrzała i rzekła "Idź dalej, bo nie wolno mi nikogo wpuszczać" - "Ale obejrzeć chyba możesz," powiedziała starucha i wyjęła zatruty grzebień i podniosła go do góry. Dziecku spodobał się tak bardzo, że dało się ogłupić i otworzyło drzwi. Gdy już dogadały się co do kupna, rzekła stara: "A teraz porządnie cię uczeszę!" Biedna Śnieżka nic sobie przy tym nie pomyślała i pozwoliła starej działać, lecz ledwo stara wetknęła jej grzebień we włosy, trucizna zaczęła działać i dziewczynka padła bez zmysłów na ziemię. "Oto uosobienie piękna," rzekła zła baba, "Teraz już po niej!," i odeszła. Na szczęście zbliżał się wieczór i siedem karzełków wracało już do domu. Kiedy zobaczyli, jak Śnieżka leży martwa na ziemi, od razu pomyśleli, że musiała to być macocha. Obszukali więc śnieżkę i znaleźli trujący grzebień, a gdy tylko go wyciągnęli Śnieżka wróciła do życia i opowiedziała im, co się stało. Ostrzegli ją więc jeszcze raz, aby się miała na baczności i nikomu nie otwierała drzwi.

Gdy królowa wróciła do domu, stanęła przed lustrem i rzekła:

"Lustereczko, powiedz przecie
Kto jest najpiękniejszy w świecie."

A Lustro odpowiedziało jak zawsze:

"Tu najpiękniejszą jest królowa,
lecz od niej piękniejsza jest panna owa.
co za górami z karzełkami mieszka
i zowie się Śnieżka"

Gdy usłyszała te słowa od lustra, zatrzęsła się i zadrżała ze złości. "Śnieżka musi umrzeć!" zawołała, "Nawet gdybym miała za to zapłacić życiem!" Poszła potem do tajemnej komnaty, gdzie nikt prócz niej nie wchodził, i zrobiła trujące jabłko. Z wierzchu było piękne, czerwono zielone, a każdy, kto na nie spojrzał, miał na nie ochotę, lecz gdy ktoś zjadł kawałek, musiał umrzeć. Gdy jabłko było już gotowe, zafarbowała sobie twarz, przebrała się za chłopkę i poszła za siedem gór do siedmiu karzełków. Zapukała, Śnieżka wychyliła głowę przez okno i rzekła: "Nie wolno mi nikogo wpuszczać, siedmiu karzełków mi zabroniło." - "święta racja" odpowiedziała chłopka, "Chcę się pozbyć moich jabłek. Weź to jedno w podarku." - "Nie," odrzekła Śnieżka, "nie wolno mi niczego przyjmować" - "Boisz się trucizny?," powiedziała stara, "Popatrz, przekroję jabłko na dwie części. Czerwoną połowę zjesz ty, a zieloną ja." Jabłko było tak spreparowane, że tylko czerwona połowa była zatruta. Śnieżka miała wielką ochotę na to jabłko, a kiedy zobaczyła, że chłopka je swą połowę, nie mogła się powstrzymać, wyciągnęła rękę i wzięła trującą połowę. Ledwo kęs znalazł się w jej ustach, padła martwa na ziemię. Królowa patrzyła na nią groźnym wzrokiem i śmiała się wniebogłosy. Wreszcie rzekła: "biała jak śnieg, czerwona jak krew, czarna jak heban! Tym razem karły cię nie zbudzą!" A kiedy w domu zapytała lustro:

"Lustereczko, powiedz przecie
Kto jest najpiękniejszy w świecie."

Lusterko odpowiedziało:

"Tyś królowo najpiękniejsza na świecie"

- To było bardzo złe. Czemu na musiała umrzeć? Tatusiu to okropne. - dziewczynka zaczęła już tym razem płakać.
- Kochanie nie przejmuj się. Każda bajka, którą tata opowiada kończy się szczęśliwie. - pocieszyła córkę kobieta ujawniając przy tym swoją obecność.
- Czemu tam stałaś? Mogłaś usiąść. - zwrócił się do niej mąż.
- Daj spokój Remusie. Nic mi nie jest. Zresztą nie stałam długo. Raptem kilka minut. - zapewniła kobieta.

I wtedy jej zawistne serce zaznało spokoju, na ile zawistne serce spokoju zaznać może.

Gdy karzełki wieczorem wróciły do domu zastały śnieżkę leżącą bez tchu na ziemi. Była martwa. Podniosły ją, szukały, czy nie ma czegoś trującego, rozwiązały rzemyki, przeczesały włosy, myły ją w wodzie i winie, lecz nic nie pomogło. Ich drogie dziecko było i pozostało martwe. Położyły ją na grobowych marach, usiadły całą siódemką i opłakiwały ją. Płakały trzy dni, potem chciały ją pogrzebać, lecz wyglądała świeżo jak żywy człowiek i wciąż miała piękne rumiane policzki. Powiedziały więc: "Nie możemy jej oddać czarnej ziemi," i zrobiły trumnę z przeźroczystego szkła, tak że można ją było widzieć ze wszystkich stron, położyły ją do niej i złotymi literami wypisały jej imię, oraz to że była królewną. Potem zaniosły trumnę na górę, a jeden z nich zawsze był przy niej i jej strzegł. Przychodziły także zwierzęta, aby opłakiwać śnieżkę, najpierw sowa, potem kruk, na końcu gołąbek.

Śnieżka bardzo długo leżała w trumnie, lecz śmierć nie odcisnęła na niej piętna. Wyglądała, jakby spała, wciąż biała jak śnieg, z ustami czerwonymi jak krew, włosami czarnymi jak heban. Zdarzyło się jednak, że pewien królewicz zapuścił się w las i trafił do domu karzełków by w nim przenocować. Na górze zobaczył trumnę, a w niej piękną śnieżkę. Przeczytał, co wypisane było złotymi literami. Rzekł wtedy do karzełków: "Oddajcie mi tę trumnę, a dam wam wszystko, czego tylko zechcecie." Ale karzełki odpowiedziały: "Nie oddamy jej za całe złoto tego świata." Wtedy królewicz rzekł: "Więc podarujcie mi ją, bo nie mogę już żyć bez widoku śnieżki. Będę ją czcił i poważał jak kogoś mi najdroższego." Gdy to powiedział, skruszył serca dobrych karzełków i dały mu trumnę. Królewicz kazał ją nieść służącym na plecach. I wtedy stało się, że potknęli się o jakiś kamyk. Trumną zatrzęsło, a z ust śnieżki wypadł zatruty kawałek jabłka. Niedługo potem otworzyła oczy, podniosła wieko trumny i wyprostowała się. Była żywa! "O Boże, gdzież jestem?" zawołała. Królewicz odrzekł pełen radości: "Jesteś u mnie," i opowiedział jej, co się stało, a potem dodał: "Mam ku tobie więcej upodobania niż dla całego świata. Pójdź ze mną na zamek ojca mego i zostań moją żoną." Śnieżka była mu łaskawa i poszła z nim, a ich wesele było cudowne i pełne przepychu.

- Też bym chciała księcia. Żeby mnie kochał jak ty tatusiu mamę, a mamusia ciebie i żeby był tak dobry jak ten książę z bajki. - zaczęła marzyć pięciolatka.
- Ja tam wolałbym, żebyś została ze mną jak najdłużej się da, a co do tego księcia to na pewno spotkasz. Jesteś bardzo śliczna jak mama i mądra przy tym, więc nie jeden taki książę będzie się o Ciebie kiedyś starał. - powiedział mężczyzna córce co przy okazji trochę rozbawiło jego żonę. Żeby kobieta nie miała szansy zacząć się śmiać rozbawiony zachowaniem żony zaczął kończyć historię.

Na uroczystość zaproszono także śnieżki bezbożną macochę. Kiedy już ubrała się w swe piękne suknie, stanęła przed lustrem i rzekła:

"Lustereczko, powiedz przecie
Kto jest najpiękniejszy w świecie."

A Lustro odpowiedziało:

"Tu najpiękniejszą jest królowa,
lecz od niej piękniejsza jest pani owa.
co w zamku z królewiczem mieszka
i zowie się Śnieżka."

Zaklęła zła baba i przelękła się tak bardzo, że nie mogła się ruszyć. Na początku wcale nie chciała iść na to wesele, lecz nie dawało jej to spokoju i musiała wyruszyć, by zobaczyć młodą królową. Gdy już przybyła, rozpoznała śnieżkę, lecz ze strachu i przerażenia nie mogła się ruszyć. Nad rozżarzonymi węglami stały już dla niej żelazne pantofle. Przyniesiono je w obcęgach i postawiono przed nią. W rozgrzanych do czerwoności pantoflach musiała tańczyć, aż padła martwa na ziemię. Tak właśnie zła macocha poznała jak wróciła do niej karma, a królewna razem z mężem żyli długo i szczęśliwie."

- Jak karma wróciła? Przecież karma nie chodzi, bo ją jedzą zwierzątka. - zdziwiła się dziewczynka.

- Tak się mówi kochanie. Jeśli ktoś powie, że karma wraca to znaczy, że jeśli zrobisz coś złego to te zło wróci do ciebie takie samo, albo gorsze. Tak samo zresztą dobro. - wytłumaczyła spokojnie matka dzieci.

- A teraz chodźmy do domu, pobawicie się w salonie, mama odpocznie, a ja zrobię obiad. - dopowiedział pan domu.

- A może zróbmy obiad wszyscy razem? - zaproponowała jego żona. - Nie jestem Remus zmęczona, a oni mogliby pomóc nam i przy okazji zaczęliby się jako tako uczyć. - rozwinęła swoją myśl.

- Niech wam będzie. Chodźmy. - powiedział i cała rodzina wróciła do domu.

Każdy dostał swój przydział co do gotowania obiadu, oczywiście wszystko szło pod nadzorem pani Lupin, bo jakżeby inaczej...



                                              ☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼


Przepraszam za słabą aktywność i rzadko dodawane rozdziały, ale kompletnie nie mam na nic czasu. Jeśli znajdziecie błedy dajcie znać w komentarzu, ponieważ nie sprawdziłam tego rozdziału. Zależało mi po prostu, żeby go opublikować,  ale nie miałam siły sprawdzić, bo gdy go kończę minęła 3:30 nad ranem, a o tej porze mój mózg zdecydowanie odmawia głębszej współpracy. Dajcie znać jak się podoba i czy coś zmieniać. Miłego dnia/nocy/wieczoru <3