~Gdy małżeństwo położyło się aby pójść spać była prawie pierwsza w nocy. Oboje wiedzieli, że za niecałe siedem godzin obudzi ich córka, ale mimo to byli pewni, że bez względu na wszystko razem dadzą radę.~
Następnego dnia Remus wstał równo ze swoją najmłodszą
córeczką. Gdy tylko się obudził, a jego córka poszła za jego prośbą się ubrać,
spojrzał na swoją żonę. Nie potrafił uwierzyć, że spotkało go, aż takie
szczęście. Miał własny dom, niedługo planował kupić większy, aby pomieścić całą
rodzinę. Do tego miał piękną i cudowną żonę, dwóch synów, córeczkę i za
niedługo będzie ponownie ojcem. Wiedział, że teraz będą mieli dość ciężko, ale
zdawał sobie także sprawę z tego, że bez względu na wszystko musi ponosić wszelkie
konsekwencje swoich czynów. Nawet jeśli będzie to wychowanie wszystkich swoich
dzieci. Tych co teraz są z nim i jego żoną oraz tego co dopiero się urodzi.
W czasie gdy mężczyzna rozmyślał o wszystkim co wydarzyło się poprzedniego wieczoru jego córka ubrała się i próbowała także rozczesać swoje długie do połowy pleców włosy. Kiedy już chciała się poddać do pokoju dziewczynki i jej braci wszedł ich ojciec.
- Tatusiu uczeszesz mi włoski? - zapytała dziewczynka ojca - Sama nie sięgam.
- Pewnie, chodź tu. Siadaj na kolanka i daj szczotkę. - odpowiedział mężczyzna córeczce.
- Opowiedziałbyś mi coś w czasie jak będziesz mnie czesał? - zapytała zaciekawiona.
Jej ojciec opowiadał wspaniałe historie, które dziewczynka bardzo lubiła.
- Najpierw poczekamy na chłopców, aż wstaną. Opowiem wam kiedy zjemy śniadanie.
I tak czesał dziewczynkę kilka minut. Gdy już ułożył jej włoski i splótł warkocz obudził synów, a następnie wszyscy udali się do kuchni, gdzie zjedli naleśniki zrobione przez panią domu. Po posiłku cała rodzina udała się na polanę w lesie. Zabrali koszyk piknikowy, koc, trochę przekąsek i napoje, a następnie udali się na odpoczynek. Kiedy znaleźli się na miejscu mężczyzna razem z dziećmi rozłożył koc przy przewalonym drzewie, na którym postawili koszyk. Następnie sam usiadł i oparł się o pień. Jego żona położyła się na jego klatce piersiowej twarzą do słońca, aby trochę się opalić, z kolei dzieci pobiegły niedaleko pobawić się w chowanego i berka. Po dwóch godzinach pani Lupin zaczęła wołać swoje dzieci, aby wspólnie z nimi i mężem napić się cytrynowej lemoniady, którą cała rodzina uwielbiała oraz zjeść po dwie czekoladowe żaby, ponieważ wiedziała, że dzieciaki niedługo będą bardzo głodne. Kiedy młodzi Lupinowie i młoda panienka Lupin przybiegli cali brudni kobieta nie była tym specjalnie zachwycona, ponieważ rzadko spędzała z nimi czas na świeżym powietrzu. Najczęściej robił to jej mąż, który rzucał na dzieci po zabawie zaklęcia czyszczące i ona nie widziała jak potrafią się ubrudzić jej dzieci. Właśnie takich chwil z dziećmi w duchu jej brakowało.
- Nie moglibyście bawić się bez brudzenia się aż tak? - w jej głosie wyczuć można było, że nie popiera ona ani trochę takiego wyglądu swoich pociech.
- Kochanie daj im spokój. Niech się bawią. A tym, że są brudni się nie przejmuj, bo jakbyś nie pamiętała, jesteśmy czarodziejami i w razie czego wystarczy jedno, czy dwa zaklęcia. - odezwał się w obronie dzieci jej mąż.
- A ciekawe Remusie na kogo później spadnie robienie prania.
- Zajmę się tym. Chodźcie dzieciaki. Jedzcie żaby i napijcie się.
Kiedy rodzina już zjadła i napiła się kobieta ponownie ułożyła się na torsie męża, który zaczął bawić się jej włosami. Obojgu było przyjemnie, jednak oboje wiedzieli, że dzieci jeszcze chcą o coś zapytać. Dlatego pierwsza odezwała się ich matka.
- Jeśli coś chcecie to wystarczy powiedzieć. Jak będziemy mogli z tatą to spełnimy waszą prośbę. Nie ma się czego bać. Zawsze warto zadawać pytania, nawet jeśli nie jest się pewnym odpowiedzi.
Pierwszy odezwał się najstarszy z rodzeństwa Teddy.
- No bo Katie pytała Colina, czy się zapyta, a on mnie poprosił, czy mógłby tata nam opowiedzieć jakąś historię. - wytłumaczył dziesięciolatek.
- A o czym chcecie? - zapytał ich ojciec z delikatnym uśmiechem.
- Nie wiem. Wszystko jest fajne, może coś z mugolskich bajek? - zapytał tym razem Colin.
Remus uśmiechnął się do dzieci i gestem nakazał im, aby usiedli.
- Opowiem wam teraz krotką historię z Baśni Braci Grim o "Małych czarodziejach". Zaczyna się tak:
"Pewien szewc nie z własnej winy stał się biedny tak bardzo, że już nic mu nie zostało oprócz kawałka skóry. Starczyłoby to akurat na jedną parę trzewików. Pewnego razu wieczorem przyszykował skórę i chciał następnego dnia rano zabrać się do pracy i uszyć te trzewiki. Był bardzo dobrym człowiekiem, a jednocześnie pobożnym.
- Co to znaczy pobożny? - zapytała pięciolatka.
- Czyli wierzył w istnienie Boga kochanie. My wierzymy w Merlina, mugole wierzą w Boga. - wyjaśniła jej matka. Mężczyzna zaczął kontynuować wiedząc, że w razie potrzeby żona wyręczy go w tłumaczeniu wszystkiego.
Położył się do łóżka, zmówił wieczorną modlitwę, w której poprosił Boga, aby miał jego i jego żonę w opiece, a następnie spokojnie zasnął. Gdy rankiem się obudził oraz zmówił pacierz i chciał zabrać się za robotę, spojrzał i zobaczył gotowe trzewiki na stole. Nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Nie był w dodatku pewien co o tym sądzić. Wziął trzewiki do rąk, aby je obejrzeć; były wykonane tak porządnie, że żaden ścieg nie był błędny; było to po prostu arcydzieło kunsztu szewskiego. Wkrótce potem znalazł się amator, a ponieważ trzewiki bardzo mu się spodobały, zapłacił dużo więcej niż zwykle, a szewc mógł za te pieniądze kupić skóry na dwie pary trzewików.
- Nie moglibyście bawić się bez brudzenia się aż tak? - w jej głosie wyczuć można było, że nie popiera ona ani trochę takiego wyglądu swoich pociech.
- Kochanie daj im spokój. Niech się bawią. A tym, że są brudni się nie przejmuj, bo jakbyś nie pamiętała, jesteśmy czarodziejami i w razie czego wystarczy jedno, czy dwa zaklęcia. - odezwał się w obronie dzieci jej mąż.
- A ciekawe Remusie na kogo później spadnie robienie prania.
- Zajmę się tym. Chodźcie dzieciaki. Jedzcie żaby i napijcie się.
Kiedy rodzina już zjadła i napiła się kobieta ponownie ułożyła się na torsie męża, który zaczął bawić się jej włosami. Obojgu było przyjemnie, jednak oboje wiedzieli, że dzieci jeszcze chcą o coś zapytać. Dlatego pierwsza odezwała się ich matka.
- Jeśli coś chcecie to wystarczy powiedzieć. Jak będziemy mogli z tatą to spełnimy waszą prośbę. Nie ma się czego bać. Zawsze warto zadawać pytania, nawet jeśli nie jest się pewnym odpowiedzi.
Pierwszy odezwał się najstarszy z rodzeństwa Teddy.
- No bo Katie pytała Colina, czy się zapyta, a on mnie poprosił, czy mógłby tata nam opowiedzieć jakąś historię. - wytłumaczył dziesięciolatek.
- A o czym chcecie? - zapytał ich ojciec z delikatnym uśmiechem.
- Nie wiem. Wszystko jest fajne, może coś z mugolskich bajek? - zapytał tym razem Colin.
Remus uśmiechnął się do dzieci i gestem nakazał im, aby usiedli.
- Opowiem wam teraz krotką historię z Baśni Braci Grim o "Małych czarodziejach". Zaczyna się tak:
"Pewien szewc nie z własnej winy stał się biedny tak bardzo, że już nic mu nie zostało oprócz kawałka skóry. Starczyłoby to akurat na jedną parę trzewików. Pewnego razu wieczorem przyszykował skórę i chciał następnego dnia rano zabrać się do pracy i uszyć te trzewiki. Był bardzo dobrym człowiekiem, a jednocześnie pobożnym.
- Co to znaczy pobożny? - zapytała pięciolatka.
- Czyli wierzył w istnienie Boga kochanie. My wierzymy w Merlina, mugole wierzą w Boga. - wyjaśniła jej matka. Mężczyzna zaczął kontynuować wiedząc, że w razie potrzeby żona wyręczy go w tłumaczeniu wszystkiego.
Położył się do łóżka, zmówił wieczorną modlitwę, w której poprosił Boga, aby miał jego i jego żonę w opiece, a następnie spokojnie zasnął. Gdy rankiem się obudził oraz zmówił pacierz i chciał zabrać się za robotę, spojrzał i zobaczył gotowe trzewiki na stole. Nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Nie był w dodatku pewien co o tym sądzić. Wziął trzewiki do rąk, aby je obejrzeć; były wykonane tak porządnie, że żaden ścieg nie był błędny; było to po prostu arcydzieło kunsztu szewskiego. Wkrótce potem znalazł się amator, a ponieważ trzewiki bardzo mu się spodobały, zapłacił dużo więcej niż zwykle, a szewc mógł za te pieniądze kupić skóry na dwie pary trzewików.
Przykrajał je wieczorem i chciał nazajutrz wziąć się z zapałem do roboty, ale było to zbyteczne, gdyż wstawszy z łóżka, znalazł trzewiki gotowe, a i kupcy zjawili się też niebawem i dostał tyle pieniędzy, że mógł nabyć skóry na cztery pary trzewików. Te cztery pary nazajutrz z rana były także wykonane wzorowo i tak działo się ciągle.
- Ktoś musiał mieć bardzo dobre serduszko, że tak robił. - uznała póki co najmłodsza z Lupinów.
- oczywiście, że tak córeczko. Możesz być pewna, że każde dobro do nas wraca. - powiedziała szczerze pani Lupin. Remus zaczął bez słowa kontynuować.
Cokolwiek przykrajał z wieczora, to było wykończone z rana, tak że znowu przybrał wygląd stateczny i wyszedł na porządnego człowieka.
- Ktoś musiał mieć bardzo dobre serduszko, że tak robił. - uznała póki co najmłodsza z Lupinów.
- oczywiście, że tak córeczko. Możesz być pewna, że każde dobro do nas wraca. - powiedziała szczerze pani Lupin. Remus zaczął bez słowa kontynuować.
Cokolwiek przykrajał z wieczora, to było wykończone z rana, tak że znowu przybrał wygląd stateczny i wyszedł na porządnego człowieka.
Pewnego wieczora przed samem Bożym Narodzeniem, przykrajawszy skórę, szewc rzekł do żony:
— Jak myślisz? A może byśmy tej nocy nie spali, ażeby się przekonać, kto też przychodzi nam z taką pomocą?
Żona przystała na ten projekt i obsadziła świecę; potem oboje schowali się w jednym z kątów pokoju za ubraniem, które tam wisiało.
O samej północy przyszło czterech maluteńkich, ładniutkich, nagich mężczyzn, zasiadło do warsztatu szewca, wzięło w ręce przykrajaną skórę i jęło swymi paluszkami tak zręcznie i prędko kleić, zeszywać, przybijać i przyklepywać, iż szewc nie mógł oczu oderwać z podziwu. Nie przestali dopóty, dopóki wszystko nie było gotowe; po czym trzewiki zrobione postawili na stole i uciekli.
Nazajutrz z rana rzecze majstrowa:
— Ci mali ludzie wzbogacili nas, trzeba im za to wdzięczność okazać. Biegają nadzy, nie okryci, więc musi im być zimno. Wiesz co? Ja uszyję dla nich koszulki, kurtki i spodeńki, a także zrobię dla każdego po parze pończoszek; zróbże ty dla każdego po parze trzewików.
Szewc odparł:
— Chętnie zgadzam się na to.
I wieczorem, gdy skończyli wszystko, ułożyli prezenty na stole zamiast przykrajanej skóry i schowali się znowu, ażeby zobaczyć, jak się też mali ludzie zachowają.
O północy zjawili się malcy i chcieli niezwłocznie przystąpić do pracy, gdy jednak zamiast skóry znaleźli piękne ubranka, zdziwili się zrazu, po czym jednak okazali nadzwyczajną radość.
Ubrali się jak najpiękniej, śpiewając:
„Może nie ładni chłopcy z nas?
Więc szewstwo już porzucić czas!"
Z tymi słowy zaczęli klaskać w ręce, tańczyć, skakać po stołkach i ławkach. W końcu dotarli w podskokach do drzwi.
Od tego czasu już się nie pokazywali, ale szewcowi szło dobrze aż do końca życia i we wszystkim mu się powiodło, cokolwiek przedsięwziął."
- Jak myślicie jakie można wyciągnąć z tego wnioski? - zapytał ich ojciec po skończonej opowieści. W rodzinie Lupinów zawsze pan domu po opowiedzeniu dzieciom jakiejkolwiek historii i bajki starał się dowiedzieć, czy jego dzieci wyciągnęły z danej opowieści odpowiednie wnioski, jeżeli wiedział, że dzieci błędnie zinterpretowały opowieść tłumaczył im, że są w błędzie i pomagał im dojść do odpowiednich wniosków. Tym razem było podobnie, jednak według oczekiwań mężczyzny jego dzieci wyciągnęły odpowiednie wnioski tak jak planował.
- Że trzeba zawsze być dobrym i miłym. - uznała mała Kathrine.
- A każde dobro będzie... Nie wiem jak to powiedzieć. - zawahał się Colin.
- Spróbuj najprostszymi słowami. Nie ma sensu synku wyszukiwać trudnych słów, jeśli się ich nie pamięta. Wszystko da się ubrać w jak najprostsze słowa, ale nie wszystko da się z nich czasem zrozumieć. - powiedział mu ojciec.
- Bo ten szewc był dobrym człowiekiem i te dobro do niego wróciło. No i chodzi mi o to, że jeśli my czynimy dobro to ono prędzej czy później do nas wróci. - powiedział po chwili zastanowienia dziewięciolatek.
- A ja myślę, że chodziło o to, że każdy z nas może czynić dobro dla innych, bo dzięki temu te dobro do nas wróci, ale każdy nasz czyn wpływa tak naprawdę na nasze życie. Tak samo jak nasze decyzje i wybory decydują o tym jacy tak na prawdę będziemy. - wypowiedział się Ted.
- Każde z was tak na prawdę ma rację. To co powiedzieliście w mniejszym lub większym stopniu jest faktem i właśnie o to wszystko tu chodzi. - powiedział Remus.
- Dobrze koniec tych bajek, bo niedługo zrobi się ciemno. Chodźmy do domu. - powiedziała Tonks.
- Mamo, a co później porobimy? - spytała dziewczynka swoją matkę.
- Nie wiem, pogramy może w gargulki, albo w eksplodującego durnia? Zobaczymy, na pewno nie będę z wami grała w szachy czarodziejów. Na to nie liczcie nawet. - powiedziała rozbawiona już kobieta.
- Tato - zaczął konspiracyjnym szeptem Colin - czemu mama co chwila zmienia humor? - zapytał rozbawiony.
- Jeszcze słowo Colin, a... - zaczęła Nimfadora, ale przerwał jej mąż.
- Zostaw go kochanie. - powiedział obejmując żonę rozbawiony. - Colin weź Teda i Katie i idźcie szybciej, poczekajcie przy drzwiach, bo zamknąłem drzwi zaklęciami.
- Jasne tato.
Kiedy chłopiec odbiegł do rodzeństwa mężczyzna przytulił swoją żonę i stanął z nią na środku leśnej ścieżki.
- Remus co ty wyprawiasz? Dzieciaki...
- Poczekają, a ja chciałbym się chwilę przytulić do żony, bo przy dzieciach nie mogę tego robić zbyt często, ponieważ pewna piękna kobieta uważa, że w ten sposób będę demoralizować nasze dzieciaki. - uznał rozbawiony mężczyzna obejmując trochę mocniej żonę w tali i przyciągając ją do pocałunku.
- To jest to twoje przytulenie? - spytała między pocałunkami męża.
- Oczywiście. - odpowiedział i po chwili ruszyli dalej.
Kiedy doszli do domu odezwał się do nich Teddy.
- Już chciałem iść po was, żebyś tata nie liza... - nie dokończył, bo Remus zatkał mu buzię rozbawiony.
- Ty lepiej siebie pilnuj. - powiedział ze śmiechem, po czym mruknął przeciw zaklęcia i wpuścił całą rodzinę do środka domu.
W czasie gdy dzieciaki poszły za poleceniem mężczyzny poszukać jakiś planszówek ten powiedział do żony:
- Dora, może powiemy im?
- Co? O czym? Komu zresztą? - zapytała kobieta wyrwana z rozmyślań.
- Dzieciom o Twojej ciąży. - powiedział spokojnie. - powinni wiedzieć.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, żeby mówić im teraz. Remus to jeszcze dzieci.
- Ale za to bardzo inteligentne i spostrzegawcze. Prędzej czy później muszą się dowiedzieć, a lepiej, żeby wcześniej niż później. Jestem pewny, że się ucieszą, nie raz Ted mówił nam przecież, że chciałby mieć dużo rodzeństwa. - mówił spokojnie do żony. - Kochanie wiesz, że ja cię nie będę zmuszał do niczego. Ale oni o takich sprawach powinni wiedzieć. Są częścią naszej rodziny tak samo jak ten maluszek. - zakończył swoją wypowiedź kładąc dłonie na jeszcze płaskim brzuchu żony.
- Niby masz rację, ale ja nie wiem... Boję się. Nie chcę, żeby Katie czy chłopcy pomyśleli, że nam na nich nie zależy...
- Nie sądzę, żeby tak kiedykolwiek myśleli. A nawet jeśli to porozmawiam z nimi i wszystko im wyjaśnię, żebyś nie musiała się martwić i denerwować. Oczywiście jeśli chcesz możemy poczekać z wyjaśnieniem im wszystkiego jeszcze jakiś czas. Nie chcę, żebyś myślała, że Cię z tym naciskam w jakiś sposób.
- Nie myślę, że na mnie z tym naciskasz. Ale boję się po prostu, że oni będą na mnie źli, albo, że...
- Doro spójrz na mnie. Kochanie wszystko będzie dobrze. Zresztą Twoja ciąża w większości jest moją winą. W końcu równie dobrze ja też mógłbym się zabezpieczać zamiast wiecznie polegać w tej kwestii na tobie. Poczekamy jeszcze z tym jeśli tego chcesz.
- Nie chcę. Powiedzmy im dzisiaj. Im dłużej będę miała czekać tym bardziej się boję.
- Dobrze, spokojnie. Idź usiądź do salonu, zrobię nam herbaty.
- Dziękuję. - powiedziała kobieta.
- Nie masz za co. - powiedział żonie i pocałował ją w skroń.
Po kilku minutach, gdy mężczyzna skończył przygotowywać herbatę i niósł ją do salonu przyszły dzieciaki z kilkoma grami.
- W co najpierw gramy? Mamy scrabble, monopoly, warcaby i chińczyka. - powiedział Ted do rodziców.
- Za chwilkę. Musimy z mamą wam o czymś powiedzieć. - powiedział Remus do dzieci.
- Coś się stało?
- Poniekąd.
- Remus nie strasz ich! - zawołała Nimfadora.
- Okej, przepraszam, nie tak to miało zabrzmieć. - odpowiedział żonie.
- O co chodzi tatusiu? - zapytała najmłodsza z Lupinów.
- Wiecie, że kiedy dwoje ludzi bardzo się kocha i są małżeństwem to często mają dużo dzieci prawda? - zaczął ich ojciec.
- Remus odbiegasz tak właściwie od tematu. Nie miałeś im tego tłumaczyć, na to przyjdzie czas. - upomniała męża ciężarna kobieta.
- Okej, jak wolisz. Ogólnie ujmę to w ten sposób, że zadam wam pytanie jedno lub dwa i dopiero jak mi na nie odpowiecie to Wam powiem. Może być? - powiedział do dzieci, chociaż ostatnie pytanie skierował do żony.
- Może być. - odparła.
- Okej to powiedzcie mi chcielibyście mieć jakieś rodzeństwo? - spytał swoje dzieci.
- Ja bym chciała mieć siostrzyczkę, bo braci mam za dużo. - uznała po chwili dziewczynka, na co jej ojciec zaśmiał się szczerze.
- Ja bym chciał, ale sam nie wiem czy brata, czy siostrę. - dopowiedział Colin.
- Ja sam nie wiem. Zawsze zazdrościłem wujkowi Fredowi i reszcie, że mają tak dużo rodzeństwa, bo niezależnie od wszystkiego mogą się ze wszystkim zwrócić, ale z drugiej nie wiem, czy dałbym radę ich chronić w przyszłości. - wyznał Teddy.
- Bez względu na wszystko ochrona was wszystkich to obowiązek mój i taty, więc nie musisz się martwić Ted. - powiedziała mu matka.
- Yhym. mruknął chłopiec na co matka przytuliła go.
- Może nie będę już Was o nic pytał. Chciałem Wam z mamą przekazać, że za mniej więcej pół roku urodzi się wam młodszy brat albo siostra. - powiedział po kilku minutach milczenia Remus.
- A gdzie jest teraz? - spytała rodziców mała Kathrine.
- Teraz rozwija się w brzuchu mamy. Kiedy będzie już gotowy za pół roku to mama urodzi i będziecie mogli zobaczyć jego lub ją.
- A dlaczego nie możemy teraz? - zapytała dziewczynka.
- Bo jeszcze nie jest do końca rozwinięty. Musimy poczekać, aż podrośnie. - oznajmiła im matka.
- Z czasem jak wasz brat albo siostra będzie się rozwijać mamie urośnie brzuch, ale to dlatego, że wasze rodzeństwo będzie potrzebować miejsca, aby się rozwinąć. Rozumiecie? - wytłumaczył.
Kiedy wszystkie dzieci potwierdziły kobieta zaproponowała, żeby zagrali wszyscy w scrabble na drużyny. Remus był z małą Kathrine, Nimfadora sama, a dwaj chłopcy razem, ponieważ jakiś czas wcześniej zgubiła się jedna z czterech podstawek.
Późną nocą, gdy mężczyzna upewnił się, że tym razem cała trójka dzieci śpi wrócił do sypialni, gdzie jego żona akurat zaczęła się czesać na noc.
- Pomóc Ci? - zapytał podchodząc do żony i obserwując ją w lustrze.
- Mógłbyś?
- Jasne. Daj szczotkę. - gdy rozczesywał włosy żony przez przypadek zahaczył w pewnym momencie o szyję małżonki. - Przepraszam, nie chciałem.
- Nie szkodzi. - odpowiedziała kobieta jednak po chwili odezwała się ponownie. - Remusie jesteś szczęśliwy?
- Oczywiście, że tak, dlaczego o to pytasz?
- Boję się, że... Zresztą nie ważne zapomnij, że pytałam. - powiedziała wstając, ponieważ mąż już ją uczesał.
- Jeżeli mnie chciałaś zapytać to znaczy, że jest to bardzo ważne. Co się dzieje Doro? Czym się martwisz?
- To głupie.
- Nic nie jest głupie. A już na pewno, jeżeli wie się, z której strony na to spojrzeć.
- Boję się po prostu, że teraz po kolejnej ciąży w końcu Cię to przerośnie i nas zostawisz, bo uznasz, że nie jesteś z nami wystarczająco szczęśliwy... Wiem, że to głupie. Przepraszam. - zwierzyła się mężowi ze swoich obaw.
- Kochanie co ty wygadujesz. Kocham Was, nigdy nie zabraknie mi przy Was szczęścia. Dla mnie to właśnie nasza rodzina jest najważniejsza. A przecież do ciąży trzeba dwojga ludzi, więc każda twoja ciąża to też moja sprawka. Nie zostawię Was. Nawet jeśli się znowu kiedyś pokłócimy nie opuszczę was nigdy. - odpowiedział mężczyzna wtulając żonę.
Po jeszcze półgodzinnej rozmowie i zapewnieniach mężczyzny para poszła spać. Kolejnego dnia obudziło ich głośne walenie w drzwi...
- Jak myślicie jakie można wyciągnąć z tego wnioski? - zapytał ich ojciec po skończonej opowieści. W rodzinie Lupinów zawsze pan domu po opowiedzeniu dzieciom jakiejkolwiek historii i bajki starał się dowiedzieć, czy jego dzieci wyciągnęły z danej opowieści odpowiednie wnioski, jeżeli wiedział, że dzieci błędnie zinterpretowały opowieść tłumaczył im, że są w błędzie i pomagał im dojść do odpowiednich wniosków. Tym razem było podobnie, jednak według oczekiwań mężczyzny jego dzieci wyciągnęły odpowiednie wnioski tak jak planował.
- Że trzeba zawsze być dobrym i miłym. - uznała mała Kathrine.
- A każde dobro będzie... Nie wiem jak to powiedzieć. - zawahał się Colin.
- Spróbuj najprostszymi słowami. Nie ma sensu synku wyszukiwać trudnych słów, jeśli się ich nie pamięta. Wszystko da się ubrać w jak najprostsze słowa, ale nie wszystko da się z nich czasem zrozumieć. - powiedział mu ojciec.
- Bo ten szewc był dobrym człowiekiem i te dobro do niego wróciło. No i chodzi mi o to, że jeśli my czynimy dobro to ono prędzej czy później do nas wróci. - powiedział po chwili zastanowienia dziewięciolatek.
- A ja myślę, że chodziło o to, że każdy z nas może czynić dobro dla innych, bo dzięki temu te dobro do nas wróci, ale każdy nasz czyn wpływa tak naprawdę na nasze życie. Tak samo jak nasze decyzje i wybory decydują o tym jacy tak na prawdę będziemy. - wypowiedział się Ted.
- Każde z was tak na prawdę ma rację. To co powiedzieliście w mniejszym lub większym stopniu jest faktem i właśnie o to wszystko tu chodzi. - powiedział Remus.
- Dobrze koniec tych bajek, bo niedługo zrobi się ciemno. Chodźmy do domu. - powiedziała Tonks.
- Mamo, a co później porobimy? - spytała dziewczynka swoją matkę.
- Nie wiem, pogramy może w gargulki, albo w eksplodującego durnia? Zobaczymy, na pewno nie będę z wami grała w szachy czarodziejów. Na to nie liczcie nawet. - powiedziała rozbawiona już kobieta.
- Tato - zaczął konspiracyjnym szeptem Colin - czemu mama co chwila zmienia humor? - zapytał rozbawiony.
- Jeszcze słowo Colin, a... - zaczęła Nimfadora, ale przerwał jej mąż.
- Zostaw go kochanie. - powiedział obejmując żonę rozbawiony. - Colin weź Teda i Katie i idźcie szybciej, poczekajcie przy drzwiach, bo zamknąłem drzwi zaklęciami.
- Jasne tato.
Kiedy chłopiec odbiegł do rodzeństwa mężczyzna przytulił swoją żonę i stanął z nią na środku leśnej ścieżki.
- Remus co ty wyprawiasz? Dzieciaki...
- Poczekają, a ja chciałbym się chwilę przytulić do żony, bo przy dzieciach nie mogę tego robić zbyt często, ponieważ pewna piękna kobieta uważa, że w ten sposób będę demoralizować nasze dzieciaki. - uznał rozbawiony mężczyzna obejmując trochę mocniej żonę w tali i przyciągając ją do pocałunku.
- To jest to twoje przytulenie? - spytała między pocałunkami męża.
- Oczywiście. - odpowiedział i po chwili ruszyli dalej.
Kiedy doszli do domu odezwał się do nich Teddy.
- Już chciałem iść po was, żebyś tata nie liza... - nie dokończył, bo Remus zatkał mu buzię rozbawiony.
- Ty lepiej siebie pilnuj. - powiedział ze śmiechem, po czym mruknął przeciw zaklęcia i wpuścił całą rodzinę do środka domu.
W czasie gdy dzieciaki poszły za poleceniem mężczyzny poszukać jakiś planszówek ten powiedział do żony:
- Dora, może powiemy im?
- Co? O czym? Komu zresztą? - zapytała kobieta wyrwana z rozmyślań.
- Dzieciom o Twojej ciąży. - powiedział spokojnie. - powinni wiedzieć.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, żeby mówić im teraz. Remus to jeszcze dzieci.
- Ale za to bardzo inteligentne i spostrzegawcze. Prędzej czy później muszą się dowiedzieć, a lepiej, żeby wcześniej niż później. Jestem pewny, że się ucieszą, nie raz Ted mówił nam przecież, że chciałby mieć dużo rodzeństwa. - mówił spokojnie do żony. - Kochanie wiesz, że ja cię nie będę zmuszał do niczego. Ale oni o takich sprawach powinni wiedzieć. Są częścią naszej rodziny tak samo jak ten maluszek. - zakończył swoją wypowiedź kładąc dłonie na jeszcze płaskim brzuchu żony.
- Niby masz rację, ale ja nie wiem... Boję się. Nie chcę, żeby Katie czy chłopcy pomyśleli, że nam na nich nie zależy...
- Nie sądzę, żeby tak kiedykolwiek myśleli. A nawet jeśli to porozmawiam z nimi i wszystko im wyjaśnię, żebyś nie musiała się martwić i denerwować. Oczywiście jeśli chcesz możemy poczekać z wyjaśnieniem im wszystkiego jeszcze jakiś czas. Nie chcę, żebyś myślała, że Cię z tym naciskam w jakiś sposób.
- Nie myślę, że na mnie z tym naciskasz. Ale boję się po prostu, że oni będą na mnie źli, albo, że...
- Doro spójrz na mnie. Kochanie wszystko będzie dobrze. Zresztą Twoja ciąża w większości jest moją winą. W końcu równie dobrze ja też mógłbym się zabezpieczać zamiast wiecznie polegać w tej kwestii na tobie. Poczekamy jeszcze z tym jeśli tego chcesz.
- Nie chcę. Powiedzmy im dzisiaj. Im dłużej będę miała czekać tym bardziej się boję.
- Dobrze, spokojnie. Idź usiądź do salonu, zrobię nam herbaty.
- Dziękuję. - powiedziała kobieta.
- Nie masz za co. - powiedział żonie i pocałował ją w skroń.
Po kilku minutach, gdy mężczyzna skończył przygotowywać herbatę i niósł ją do salonu przyszły dzieciaki z kilkoma grami.
- W co najpierw gramy? Mamy scrabble, monopoly, warcaby i chińczyka. - powiedział Ted do rodziców.
- Za chwilkę. Musimy z mamą wam o czymś powiedzieć. - powiedział Remus do dzieci.
- Coś się stało?
- Poniekąd.
- Remus nie strasz ich! - zawołała Nimfadora.
- Okej, przepraszam, nie tak to miało zabrzmieć. - odpowiedział żonie.
- O co chodzi tatusiu? - zapytała najmłodsza z Lupinów.
- Wiecie, że kiedy dwoje ludzi bardzo się kocha i są małżeństwem to często mają dużo dzieci prawda? - zaczął ich ojciec.
- Remus odbiegasz tak właściwie od tematu. Nie miałeś im tego tłumaczyć, na to przyjdzie czas. - upomniała męża ciężarna kobieta.
- Okej, jak wolisz. Ogólnie ujmę to w ten sposób, że zadam wam pytanie jedno lub dwa i dopiero jak mi na nie odpowiecie to Wam powiem. Może być? - powiedział do dzieci, chociaż ostatnie pytanie skierował do żony.
- Może być. - odparła.
- Okej to powiedzcie mi chcielibyście mieć jakieś rodzeństwo? - spytał swoje dzieci.
- Ja bym chciała mieć siostrzyczkę, bo braci mam za dużo. - uznała po chwili dziewczynka, na co jej ojciec zaśmiał się szczerze.
- Ja bym chciał, ale sam nie wiem czy brata, czy siostrę. - dopowiedział Colin.
- Ja sam nie wiem. Zawsze zazdrościłem wujkowi Fredowi i reszcie, że mają tak dużo rodzeństwa, bo niezależnie od wszystkiego mogą się ze wszystkim zwrócić, ale z drugiej nie wiem, czy dałbym radę ich chronić w przyszłości. - wyznał Teddy.
- Bez względu na wszystko ochrona was wszystkich to obowiązek mój i taty, więc nie musisz się martwić Ted. - powiedziała mu matka.
- Yhym. mruknął chłopiec na co matka przytuliła go.
- Może nie będę już Was o nic pytał. Chciałem Wam z mamą przekazać, że za mniej więcej pół roku urodzi się wam młodszy brat albo siostra. - powiedział po kilku minutach milczenia Remus.
- A gdzie jest teraz? - spytała rodziców mała Kathrine.
- Teraz rozwija się w brzuchu mamy. Kiedy będzie już gotowy za pół roku to mama urodzi i będziecie mogli zobaczyć jego lub ją.
- A dlaczego nie możemy teraz? - zapytała dziewczynka.
- Bo jeszcze nie jest do końca rozwinięty. Musimy poczekać, aż podrośnie. - oznajmiła im matka.
- Z czasem jak wasz brat albo siostra będzie się rozwijać mamie urośnie brzuch, ale to dlatego, że wasze rodzeństwo będzie potrzebować miejsca, aby się rozwinąć. Rozumiecie? - wytłumaczył.
Kiedy wszystkie dzieci potwierdziły kobieta zaproponowała, żeby zagrali wszyscy w scrabble na drużyny. Remus był z małą Kathrine, Nimfadora sama, a dwaj chłopcy razem, ponieważ jakiś czas wcześniej zgubiła się jedna z czterech podstawek.
Późną nocą, gdy mężczyzna upewnił się, że tym razem cała trójka dzieci śpi wrócił do sypialni, gdzie jego żona akurat zaczęła się czesać na noc.
- Pomóc Ci? - zapytał podchodząc do żony i obserwując ją w lustrze.
- Mógłbyś?
- Jasne. Daj szczotkę. - gdy rozczesywał włosy żony przez przypadek zahaczył w pewnym momencie o szyję małżonki. - Przepraszam, nie chciałem.
- Nie szkodzi. - odpowiedziała kobieta jednak po chwili odezwała się ponownie. - Remusie jesteś szczęśliwy?
- Oczywiście, że tak, dlaczego o to pytasz?
- Boję się, że... Zresztą nie ważne zapomnij, że pytałam. - powiedziała wstając, ponieważ mąż już ją uczesał.
- Jeżeli mnie chciałaś zapytać to znaczy, że jest to bardzo ważne. Co się dzieje Doro? Czym się martwisz?
- To głupie.
- Nic nie jest głupie. A już na pewno, jeżeli wie się, z której strony na to spojrzeć.
- Boję się po prostu, że teraz po kolejnej ciąży w końcu Cię to przerośnie i nas zostawisz, bo uznasz, że nie jesteś z nami wystarczająco szczęśliwy... Wiem, że to głupie. Przepraszam. - zwierzyła się mężowi ze swoich obaw.
- Kochanie co ty wygadujesz. Kocham Was, nigdy nie zabraknie mi przy Was szczęścia. Dla mnie to właśnie nasza rodzina jest najważniejsza. A przecież do ciąży trzeba dwojga ludzi, więc każda twoja ciąża to też moja sprawka. Nie zostawię Was. Nawet jeśli się znowu kiedyś pokłócimy nie opuszczę was nigdy. - odpowiedział mężczyzna wtulając żonę.
Po jeszcze półgodzinnej rozmowie i zapewnieniach mężczyzny para poszła spać. Kolejnego dnia obudziło ich głośne walenie w drzwi...
