Następne trzy tygodnie minęły rodzinie Lupin w praktycznie ten sam sposób. Rano Remus wybierał się do żony, spędzał z nią czas do obiadu, później wracał do domu i pomagał teściowej z dziećmi. Od czasu do czasu zamieniał się z Andromedą, która jechała do Nimfadory zamiast niego, a on zostawał z dziećmi. Swoje pociechy co prawda zabrał jeszcze kilka razy ze sobą, aby Dromeda mogła odpocząć, jednak nie robił tego zbyt często, aby dzieci nie złapały jakiejś choroby w szpitalu. W ten sposób minął im cały czas. W końcu Nimfadora mogła opuścić szpital, z zaleceniem oszczędzania się i unikania jakiegokolwiek, nawet najmniejszego stresu.
Remus po odebraniu jej ze szpitala i powrocie do domu nie pozwolił jej wstawać z kanapy co bardzo bawiło kobietę, jednocześnie jednak wiedziała ona, że jej mąż po prostu się martwi. Kiedy pod wieczór zmęczona Tonks zasnęła na kanapie, do Remusa podeszła Andromeda ze swoją torbą.
- Remusie, zajmij się nimi. - poprosiła mając na myśli córkę i całą piątkę wnucząt. - Wrócę do siebie, żebyście mogli spokojnie spać w sypialni i aby uniknąć kłótni co do tego.
- Ale... - zaczął jednak kobieta nie dała nic powiedzieć zięciowi.
- Nie. Zostałam, żeby Ci pomóc z dziećmi. To Wasz dom i nie będę siedzieć Wam na głowie. - uparła się. - Zajmij się nimi. Ja dam sobie radę.
- Dromedo zostań. - odpowiedział natychmiast, zanim ponownie mu przerwała. - Możesz spać w naszej sypialni. Ja Dorze dołożę materac na kanapę, żeby było jej wygodniej, a niedługo i tak się przecież wyprowadzamy do nowego domu. Tylko Dora odpocznie po szpitalu.
- Nie Remusie. Macie własne życie. Ja Wam nie jestem już potrzebna. - odpowiedziała.
- Dzieci Cię potrzebują. Dora również. A ja nie chcę też stracić ani Ciebie, ani nikogo z nich. - powiedział.
- Dacie sobie radę. Wpadnę do Waszego nowego mieszkania pomóc najwyżej. Do zobaczenia i dobranoc. - odpowiedziała kobieta i zanim Remus zdążył cokolwiek powiedzieć, weszła w kominek i przeniosła się siecią Fiuu do swojego domu.
Następnego dnia Remus wyjaśnił wszystko swojej żonie i dzieciom. Mimo niezadowolenia rodziny nic nie mogli już poradzić, ponieważ każdy z nich wiedział, że jeżeli Andromeda Tonks się na coś uprze, nie da się jej wybić tego z głowy tak łatwo.
***
Gdy po kilku dniach Nimfadora już odpoczęła w pełni po szpitalu rodzina rozpoczęła przeprowadzkę. A tydzień później, wszystko już było gotowe i zamieszkali w swoim nowym domu. Nimfadora z Remusem zajęła oczywiście główną sypialnię. Teddy zajął jeden z większych pokoi na piętrze, Kathrine otrzymała pokój na przeciwko najstarszego brata, a Colin z kolei zamieszkał od tej chwili w pokoju na samym początku korytarza blisko schodów. Dla bezpieczeństwa dzieci Remus wyczarował dwie barierki na szczycie i na dole schodów, aby dzieci były tam bezpieczne. Pani Lupin wspólnie z mężem wybrała dwa pokoje obok siebie niedaleko pokoju Colina, które postanowili przeznaczyć dla bliźniąt, a z kolei resztę pokoi przeznaczyli jako sypialnie gościnne.
Resztę wakacji rodzeństwo spędzało na poznawaniu wszelkich zakamarków domu. Jedynym miejscem do jakiego nie mieli żadnego wstępu była piwnica, którą pani Lupin postanowiła otoczyć różnymi zaklęciami ochronnymi, gdzie jej mąż mógłby spokojnie spędzić najbliższą pełnię księżyca.
***
Trzydziestego pierwszego sierpnia Theodor od rana pakował się na następny dzień do szkoły. Kiedy chłopiec nie zszedł na śniadanie rodzice uznali, że później dadzą mu coś jeśli będzie głodny, aby dać mu chwilę na uspokojenie się, jednak przy obiedzie Remus poszedł po syna zmartwiony.
- Ted, czemu nie przyszedłeś na śniadanie i obiad? - zapytał najstarszego syna.
- Nie chcę jeść. - odpowiedział chłopiec.
- Ej co się dzieje? - zapytał zaniepokojony ojciec.
- Co jeżeli trafię do Slytherinu? - zapytał.
- Nic, a co by się miało stać? - odpowiedział Remus. - Dla mnie i mamy dalej będziesz naszym kochanym synkiem, a dla Cola i Kate najstarszym braciszkiem. Nic to nie zmieni. Nawet jeśli ja byłem W Gryffindorze, a mama w Hufflepufie to Ty nie musisz tam trafić. Najważniejsze, abyś był tam gdzie najbardziej będziesz pasował.
- A jak nikt mnie nie zaakceptuje i nie znajdę żadnych przyjaciół? - ciągnął swoje przemyślenia Remus widząc, że tego właśnie trzeba chłopcu okazywał mu wsparcie.
- Jestem pewien, że kogo znajdziesz. - stwierdził najstarszy Lupin.
- A jeżeli nikt mnie nie polubi jednak? - martwił się dalej.
- To i tak, zawsze będziesz miał mnie, mamę i rodzeństwo. - wspierał wciąż syna. - Chodź Teddy. Nie możesz się głodzić. Zjesz z nami obiad i zajmiesz czymś myśli. Spakuję Cię zaklęciem, mama raczej nie zauważy. - odpowiedział z delikatnym uśmiechem na niezadane pytanie.
- Niech będzie. - uznał w końcu chłopiec i wraz z ojcem udał się na posiłek.
Po jedzeniu młodsze dzieci zaciągnęły starszego z chłopców do wspólnej zabawy. Remus w tym czasie zrobił sobie i swojej żonie gorącą czekoladę i usiadł z nią w salonie.
- Powiedział Ci dlaczego nie chciał jeść? - zapytała zmartwiona kobieta męża.
- Martwi się do jakiego domu trafi i czy znajdzie przyjaciół. - wytłumaczył w wielkim skrócie.
- Przecież to gdzie trafi jest bez znaczenia. - stwierdziła kobieta.
- Wiem Doro. Mówiłem mu to. Ale nie przejmuj się. - odpowiedział żonie pan Lupin. - W razie potrzeby porozmawiam z nim jeszcze dzisiaj. Ty się skup kochanie na bliźniętach. Ja się resztą zajmę.
- To też moje dzieci Remusie. Nie potrafię się nie przejmować. - oburzyła się lekko kobieta.
- I nikt temu nie zaprzecza. Ale musisz pamiętać, że lekarz wypuścił Cię ze szpitala z zaleceniem unikania stresu. Dlatego wolałbym, żebyś skupiła się na ciąży. - powiedział. - Nie chcę cię odsuwać od dzieci. Nic z tych rzeczy. Ale musisz zadbać o Was. Pamiętaj, że następnym razem zamiast wylądować w szpitalu na miesiąc możesz trafić tam na trzy miesiące rodząc wcześniaki lub co gorsza poronić. - powiedział zmartwiony.
- No wiem niby. Ale martwię się o nasze dzieci. Całą piątkę. - powiedziała kobieta patrząc w oczy męża.
- Wszystko będzie dobrze. Chodź tu. - powiedział sadzając swoją żonę sobie na uda. - Zobaczysz, że będzie tylko lepiej. Ale musisz uważać.
- Niech Ci będzie, ale posadź mnie z powrotem na kanapę. Za ciężka jestem. - uznała kobieta.
- Nie jesteś ciężka. - zaprzeczył. - Gdybym nie widział Cię na co dzień uznałbym, że prawie nic nie jesz.
- Nie odpuścisz, prawda? - zapytała.
- Nie ma mowy. - odpowiedział tym samym kończąc temat.
Wieczorem Remus ponownie porozmawiał z najstarszym synem zapewniając go, że zawsze może porozmawiać ze swoim ojcem. Przed snem opowiedział dzieciom kolejną baśń z "Baśni Tysiąca i jednej nocy" tym razem była to "Cudowna lampa Aladyna". Zanim dzieci usnęły spakował jeszcze najstarszego syna za pomocą zaklęcia, a następnie poszedł do sypialni swojej oraz Nimfadory i zasnął z żoną wcześniej ustawiając sobie budzik na godzinę 7 rano...
***
Stacja King's Cross była lekko zatłoczona jak zawsze. Rodzina Lupin właśnie stała przy ścianie między peronami dziewiątym i dziesiątym. Ściana dla mugoli nie była niczym specjalnym, jednak dla czarodziejów takich jak Lupin'owie ścina ta była barierą między światem mugoli, a tym czarodziejów i czarodziejek takich jak państwo Lupin i ich dzieci.
- Teddy pójdziesz pierwszy z tatą i Colinem, ja z Kate za wami. - oznajmiła najstarszemu synkowi pani Lupin.
- Dobrze. - powiedział zestresowany chłopiec.
Remus przebiegł przez barierkę z Theodorem i Colinem, zaraz za nimi przebiegły Nimfadora z Kathrine. W momencie, gdy Teddy skończył żegnać się z rodzicami i rodzeństwem do rodziny Lupin podszedł Harry Potter - ojciec chrzestny Theodora.
- Myślałeś młody, że zwiejesz mi bez pożegnania? - zapytał ze śmiechem auror.
- Wujek Harry! - ucieszyła się Kathrine.
- Cześć dzieciaki. Widzę Ted, że masz 20 minut, więc nie będę Cię zagadywał długo. Chciałem Ci tylko życzyć udanego roku szkolnego. Zrób jakieś kawały nauczycielom, ale nie daj się złapać. A przede wszystkim baw się dobrze i ucz jak przystało na syna Huncwota okej? - powiedział rozbawiony.
- Pewnie. Dziękuję wujku.
- Mam coś dla Ciebie. Jesteś najstarszy, więc za kilka lat dziel się tym z Colinem, Jamesem, Kate, Albusem, Lily i resztą ferajny. Ale jako najstarszy potomek Huncwotów zaraz po mnie, dostaniesz mapę Huncwotów na własność. - powiedział lekko rozbawiony auror.
- Harry nie mogłeś wymyśleć czegoś innego? - zapytała niezbyt zadowolona Nimfadora. - Wolałabym, żeby żadne z dzieciaków nie miało tej mapy. To, że Remus, Syriusz i twój ojciec ją stworzyli to świadczy tylko o tym jak bardzo lubili łamać zasady.
- Ej, ja nie łamałem ich tak dużo. - stwierdził rozbawiony mąż kobiety.
- Jasne, mam pogadać z McGonagall?
- Po co od razu do niej? - stwierdził rozbawiony Harry. - Lepiej do Łapy.
- Dobra, bo się Dora wkurzy, cicho Harry.
- Pantoflarz. - zaśmiał się Potter.
- A mam Ci wypomnieć jak Ginny nie raz Tobą rządziła?
- Nie było tematu. - stwierdził rozbawiony.
Rozmowa i żarty rodziców i chrzestnego pomogły Teddy'emu minimalnie pozbyć się obaw i stresu.
- Dobra Ted idź już skarbie, żeby pociąg Ci nie odjechał. - powiedziała kobieta do syna przytulając go po raz ostatni.
- Wrócisz na święta do nas? - zapytała Kathrine.
- Pewnie. Do zobaczenia. - odpowiedział siostrze.
- Pomogę Ci z kufrem. Chodźmy. - powiedział Harry i zabrał kufer chrześniaka.
Harry pomógł Teddy'emu z zapakowaniem kufra i klatki z sową do pociągu, akurat do ostatniego pustego przedziału. Oczywiście po drodze nie obyło się bez tłumu gapiów.
***
Pociąg ruszył kilka minut temu. Młody metamorfomag siedział w przedziale z trójką swoich rówieśników - Lucy ~ miłą, cichą i spokojną rudowłosą dziewczynką o brązowych oczach, Luke ~ niebieskooki, rozgadany i bardzo śmiały w towarzystwie brunet oraz Louis ~ uparty i troskliwy wobec swojej bliźniaczki Sophie, która dłużej żegnała się z rodzicami. Lou nie miał niestety pojęcia, że Soph nie mogąc go znaleźć zaczęła szukać wolnego miejsca, a wraz z nią miejsca szukała sobie blond włosa Mia. W pewnym momencie Sophie, która szła na przodzie zauważyła w jednym z przedziałów swojego bliźniaka wraz z trójką innych uczniów.
- Hej Lou, szukałam Cię. Możemy się dosiąść? Wszędzie straszny tłok. - powiedziała jedenastolatka.
- Pewnie. Lucy, chłopaki to moja bliźniaczka Sophie. A ty kim jesteś? - zapytał blondynkę.
- Mia. Pomoże któryś nam z kuframi?
- Nie denerwuj się. Siadajcie. - powiedział Luke i wraz z Teddy'm włożył kufry dziewczyn na półkę.
- Ja jestem Teddy Lupin, to jest Lucy Conn, Louis Carter, wiem, że Sophie to siostra, ale Mia nie wiedziała, a ten to Luke Kemmer. A jak Ty się nazywasz? - przedstawił siebie i resztę towarzyszy Theodor.
- Mia Bahringer. W jakim domu chcielibyście być? - zapytała.
- Nie wiem. Moi rodzice byli w Hufflepufie, ale ja tam chyba nie pasuję. - odpowiedziała Lucy.
- Mój tata był w Gryffindorze, mama w Hufflepufie, a ja nie wiem gdzie chce być. - przyznał Teddy.
- Nasz tata był w Ravenclaw. - powiedziała Sophie.
- A mama w Slytherinie. - dodał jej bliźniak.
- Moi rodzice oboje byli w Slytherinie, ja też tam pewnie trafię. - stwierdziła Mia.
Cała szóstka rozmawiała wspólnie do końca podróży pociągiem. Kiedy wysiedli na stacji w Hogsmeade, zostali zabrani tradycyjnie do łódek i znaleźli się w wejściu do szkoły wyszedł do nich profesor Neville Longbottom. Opiekun Hufflepufu, nauczyciel zielarstwa oraz jeden z dalszych przyjaciół chrzestnego Teddy'ego - Harry'ego Potter'a.
Weszli do Wielkiej Sali, która jak co roku od wielu lat zachwycała zaczarowanym sufitem, który pokazywał aktualną pogodę. Ten wieczór akurat był zjawiskowo piękny. Gwiazdy jasno świeciły, a księżyc znajdował się w pierwszej kwadrze. Do jego pełni, a jednocześnie przemiany ojca Teddy'ego w wilkołaka zostało jeszcze 10 dni. Chłopiec nie martwił się tym zbytnio, ponieważ w tamtej chwili obserwował po prostu całą salę i wszystko starając się zapamiętać jej wygląd. Wraz z profesorem Longbottom'em i innymi pierwszakami weszli do sali i podeszli do stołu prezydialnego przy którym jak zawsze stał stołek, a na nim stara, poniszczona tiara przydziału, której zadaniem było segregowanie uczniów do odpowiednich domów. Nie obyło się oczywiście bez słynnej pieśni Tiary. Brzmiała ona tak:
Na uczniów łepetynach powinność czynię starą.
Ich myśli porządkuję, bo przydziału jestem tiarą.
Dzielenie, rozsyłanie, to moje specjalności.
Więc załóż mnie, a może dowiesz się.
Który dom od dziś będzie Ciebie gościł?
Czy prawda Cię wystraszy?
Moje słowo krew Ci zmrozi?
Czy Slytherin,
gdzie ambicja panuje na równi z braterstwem?
Czy Gryffindor,
gdzie odwaga i szlachetność prowadzą?
Czy Hufflepuf,
gdzie sprawiedliwi i lojalni wobec wszystkich cichutko siedzą?
A może Ravenclaw,
gdzie inteligencja i kreatywność rządzą?
Ciesz się dziecko, fach swój znam.
Nawet gdy najpierw smutek Ci dam.*
- Kiedy wyczytam wasze imię i nazwisko, podejdziecie do krzesełka, usiądziecie, ja nałożę Wam tiarę i otrzymacie przydział do domu. - powiedział profeor. - Adams Vanessa!
- GRYFFINDOR! - krzyknęła tiara, a dosyć niska szatynka udała się do stołu Gryfonów, gdzie przywitano ją gromkimi oklaskami tak jak każdego pierwszoroczniaka.
- Bahringer Mia!
- SLYTHERIN! - zawołała donośnie tiara.
Przydzielono kolejne dwie osoby, kiedy w końcu trafiło na bliźnięta Carter. Louis trafił do Slytherinu, z kolei Sophie została Krukonką. Następna była według listy Lucy Cone, która trafiła do Gryffindoru, później nadszedł czas na Luke'a Kemmer'a, który umieszczony został w Hufflepuf. W końcu nadszedł czas Teddy'ego.
- Lupin Theodor! - wywołał chłopca i gdy ten usiadł nałożył mu tiarę.
- Ciekawy przypadek. - mówiła cicho tiara, co słyszał tylko Ted. - Metamorfomag po matce, więc powinnam dać Cię do Hufflepuf, gdzie zawsze metamorfomadzy są przydzielani, jednak wiem, że Ty tam nie pasujesz... Mnóstwo odwagi, a jaka inteligencja i kreatywność! Chociaż lojalność też tu mamy. Trudny przypadek, ale już wiem, gdzie Cię przydzielić. Twój ojciec będzie dumny. To będzie najlepszy wybór... GRYFFINDOR! - zdecydowała tiara.
Po Tedzie nadszedł czas przydziału kolejnych czterech osób, listę zamknął przydział Christie Shafiq, która została przydzielona do Slytherinu. Po cudownej uczcie Teddy udał się z innymi pierwszorocznymi Gryfonami do wieży Gryffindora, gdzie odnalazł swój pokój i jako pierwszy zajął łazienkę, aby wziąć prysznic i położyć się spać. Przed snem napisał dość długi list do swojej rodziny z zamiarem wysłania go następnego dnia po lekcjach...
*Wierszyk wymyśliłam "na szybko" z pomocą wujka google także wybaczcie, że nie jest idealny.
Przepraszam, że taki krótki, ale nie wyrobiłam po prostu... Po nowym roku postaram sie dodać przynajmniej o 2000 słów dłuższy...