Rano po wyspaniu się i zjedzeniu śniadania mężczyzna udał się na miasto, aby je pozwiedzać w samotności. Spacerując i podróżując od czasu do czasu miejscowym wodnym tramwajem trafił na Most Westchnień - najsłynniejszy most w Wenecji, a jednocześnie jeden z najbardziej znanych mostów na świecie.
Przez okienko na moście zobaczył przepiękny widok. Od tamtej chwili postanowił, że będzie tu przychodził codziennie, aż do dnia wyjazdu i powrotu do domu. Przez chwilę chciał zostać tu na stałe, jednak wiedział, że w Anglii ma wszystkich przyjaciół, którzy prędzej czy później tęsknili by za nim. Mimo to jednak fakt, że wszyscy wokół niego mają drugie połówki, a on jako jedyny jest singlem czasem go przytłaczał. Jednak fakt, że wszyscy jego przyjaciele albo nie żyli, albo byli żonaci, czy mężatkami sprawiał, że czuł się wśród nich wszystkich jak intruz. O ironio nawet jego zawsze samotny przyjaciel Remus znalazł żonę i wiódł szczęśliwe życie. Nie to, żeby mu zazdrościł. Cieszył się, że Remus w końcu jest szczęśliwy. Jednak sam także chciałby tego szczęścia zaznać. Tyle, że nie miał z kim. Od lat nie znalazł "tej jednej". Może przez życie Casanovy, a może przez to, że nie szukał jakoś specjalnie? Tego nigdy się nie dowie...
Kolejnego wieczoru Black, bo tak nazywał się mężczyzna, udał się ponownie na Most. Przeszło dwie godziny od zachodu słońca, gdy było już dość ciemno udał się w drogę powrotną do hotelu. Nie wiedział, że gdy on schodził z Mostu, wchodziła na niego właśnie piękna brunetka. A może nie chciał jej zauważyć?
Sytuacja powtarzała się przez następny tydzień. Tego wieczoru jednak Syriusz poszedł na most trochę później, ponieważ nie miał czasu wcześniej. Chwilę przed tym jak wybrał się na swój spacer o zachodzie słońca, przyszedł do niego list od Remusa. Przyjaciel pytał go co słychać i opowiedział w nim o problemach Kathrine ze snem oraz o tym co przydarzyło się jego małej córeczce. Black wiedział, że dla Remusa i Tonks był to jeden z cięższych czasów, szczególnie, że jego przyjaciel wraz z żoną obecnie spodziewali się kolejnego potomka co tylko potęgowało ich zmartwienia. Odpisał więc, że wszystko u niego dobrze i jest na wakacjach, opowiedział w liście o kilku zabytkach. Wiedział, że jego przyjaciel ma za dużo zmartwień, aby on jeszcze skarżył się mu na samotność, więc przemilczał sprawę. Kiedy stał tam już od dobrej godziny zjawiła się ona. Zielonooka brunetka, z kręconymi do połowy pleców włosami. Była szczupła i dość wysoka. Miała malinowe usta, zgrabny nos oraz lekko opaloną od słońca skórę.
- Co taki przystojniak robi tu sam? - zaczepiła Łapę. Była tak śliczna, że mężczyźnie ciężko było oderwać wzrok, od jej lekko oświetlonej przez księżyc, sylwetki.
- Ucieka od problemów. - odpowiedział wciąż ją obserwując. - A dodatkowo obserwuje piękna kobietę. Nie boisz się tak sama spacerować?
- Od zawsze jestem sama. - odpowiedziała patrząc w jego oczy.
- To zupełnie jak ja. Niby mam przyjaciół, ale jakbym ich nie miał. - odpowiedział wzdychając i odwracając wzrok.
- Ciesz się, że chociaż ich masz. - odpowiedziała patrząc w tym samym kierunku co mężczyzna.
- Każdy ma, ale nie każdy ich jeszcze odnalazł. - odparł. - A poza tym to jestem Syriusz. Syriusz Black, ale możesz mi mówić też Łapa.
- Emma Clarke. Mow mi Emma, Em, Emi, czy jak Ci pasuje. - przedstawiła się.
- To co robisz sama o tej porze w takim miejscu? - zagadał, aby podtrzymać rozmowę.
- Zwiedzam, a ty? - odpowiedziała.
- Trochę też. Znałaś Dumbledore'a? - zapytał głupio nagle po chwili ciszy, chcąc sprawdzić, czy kobieta jest czarownicą.
Ponieważ nie chciał popełnić błędu i wspomnieć czegoś co nie powinien oraz nie chciał zdradzić Międzynarodowego Kodeksu Tajności. Pytanie o Dumbledore'a wydało mu się najoczywistszym dla praktycznie każdego czarodzieja.
- Też jesteś czarodziejem? - zapytała zdumiona. - Chociaż, czekaj, faktycznie jak pomyślę to Blackowie są znani wśród czarodziejów.
- Ale Ciebie nie kojarzę jakoś. - odpowiedział.
- Jestem półkrwi. Mój ojciec jest mugolakiem, mama jest półkrwi. - oznajmiła przyglądając się mu uważnie.
- Nie ma dla mnie znaczenia jakiej jesteście krwi. - odrzekł.
- Widzę. - zaśmiała się cicho zauważając jak mężczyzna patrzy jej się w dekolt.
- Ej, nie moja wina, że jestem tylko facetem, a ty... - urwał zdając sobie sprawę jak dwuznacznie mogą zabrzmieć słowa, które miał powiedzieć.
- Jestem ubrana Syriuszu. Sam patrzysz się co chwila mi na dekolt. - oznajmiła lekko rozbawiona.
- Dobra no może. - odparł zrezygnowany. - Ale nie masz dowodów.
- Może mam. - oznajmiła ze śmiechem i zaczęła odchodzić.
- Gdzie idziesz? - zapytał. - Odprowadzę cię. Lepiej, żebyś nie chodziła nigdzie sama o tej porze.
- Jak wolisz. Nie raz wracałam sama. I jak widać nic mi nie jest. - stwierdziła.
- I tak bym poszedł. To gdzie idziesz? - podjął ponowną próbę dowiedzenia się, gdzie dziewczyna się udaje.
- Jak już musisz wiedzieć to do hotelu. - odpowiedziała.
Rozmawiali przez całą drogę na przeróżne tematy. W międzyczasie dowiedzieli się, ze dzielą akurat pokoje hotelowe obok siebie. Następnie pożegnali się i udali do swoich apartamentów. Przez następne kilka dni poznawali się wybierając się na wspólne spacery po Wenecji, zawsze kończąc je na słynnym Moście Westchnień, które dla nich nabrało od tego czasu nowe znaczenie - nazwali to w myślach Mostem Początku, ponieważ wiedzieli, że od niego wszystko się zaczęło.
Po pewnym czasie nawiązali również romans, który składał się w dużej mierze ze wspólnych nocy i wzajemnego towarzystwa. Black jednak zorientował się, że to co czuje teraz jest czymś innym niż myślał. To nie był tylko pociąg do bliskości z kobietą, jednak nie wiedział jak nazwać to uczucie. Odpowiedź nasunęła mu się sama, gdy po jednej ze wspólnych namiętnych nocy obserwował kobietę. Uświadomiło mu to po prostu, że mimo wszystko, żywi do niej głębsze uczucie. Następnego dnia przeprowadzili poważniejszą rozmowę na prośbę Blacka. To zapoczątkowało ich związek, który wtedy stał się nim bardziej oficjalnie. Kobieta zgodziła się, aby póki co nikomu nie mówić wprost, że są razem, jednak ustalili, że nie będą się z tym za bardzo ukrywać. Do końca wspólnego pobytu we Włoszech poznawali się lepiej, coraz bardziej się w sobie zakochując.
***
Kobieta siedziała w fotelu, sama w domu. Była wdową od prawie dwunastu lat. Jej jedyna córka i zięć mieli własną rodzinę, więc nie chciała zawracać im głowy. Kilka miesięcy wcześniej jedynaczka z mężem poinformowała ją, że za jakiś czas ich rodzina ponownie się powiększy, a całkiem niedawno dowiedzieli się, że będą mieli bliźnięta. Owa kobieta całkiem niedawno jednaj dowiedziała się przykrej diagnozy. Okazało się, że jest chora. Niestety nie ma rady i nie da się jej wyleczyć, dlatego siedząc w fotelu postanowiła już teraz zadbać o rodzinę, o którą tak się martwiła. Wzięła pergamin, pióro i postanowiła spisać testament. Wiedziała, że obecnie jej córka nie powinna się denerwować, więc cały czas udawała, że wszystko jest w porządku. Nie chciała martwić nikogo swoim stanem zdrowia oraz sobą, więc nikt oprócz niej samej nie miał pojęcia o jej stanie zdrowia. Wolała utrzymać ten stan rzeczy jak najdłużej.
Nie spodziewała się, że jej sekret niedługo zostanie odkryty przez zięcia. Andromeda jednak nie miała jak się na to przygotować, więc być może dla tego Remusowi tak szybko udało się odkryć jej tajemnicę. Pozostać jej mogła już tylko nadzieja, że nawet jeśli mężczyzna by się dowiedział to nie powie nic jej córce. On jednak nie chciał ukrywać niczego przed Nimfadorą, ale sytuacja zmusiła go, aby na jakiś czas zamilczał. Dla dobra żony i dzieci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz