Siedzieli razem w salonie. Mała Kathrine spała w ramionach matki, z kolei sześcioletni Colin wraz z siedmioletnim Theodorem bawili się na dywanie po cichu ze sobą rozmawiając. Remus nie czuł się najlepiej, ponieważ tego dnia była pełnia księżyca. Mimo wywaru tojadowego wciąż odczuwał tą konkretną fazę księżyca. Nie chciał jednak sprawić zawodu swoim synom. Dlatego zamiast zaszyć się w ciemnej i cichej dzięki zaklęciom sypialni, siedział z żoną i córką obserwując zabawę synów.
- Tato, a czy to dziwne, że ja i Colin widzimy lepiej niż inne dzieci w ciemności? - zapytał nagle starszy z chłopców tracąc kompletnie zainteresowanie zabawą.
- Nie do końca. A dlaczego pytasz? - odpowiedział mu ojciec starający się zignorować silny ból głowy.
- Bo jak bawiliśmy się z Victoire i jej koleżanką u wujka Bill'a w Muszelce to koleżanka Victoire powiedziała, że to nie jest normalne ani możliwe, żebyśmy widzieli po ciemku.
- Wiesz Ted, bo nie wiecie do końca wszystkiego. - powiedział mu ojciec. - Przeze mnie macie w pewnym sensie trochę wilcze cechy. Tylko niektóre, takie jak właśnie wyostrzony wzrok, czy bardziej wyczulony węch. Bo widzisz, ja jestem pot... - nie skończył, ponieważ Nimfadora domyślając się co jej mąż chce powiedzieć uderzyła go w potylicę mówiąc.
- Nie jesteś Remus. Mówiłam ci to setki razy. Likantropia to choroba, ale nie jest twoją winą. - powiedziała mężowi.
- Likantrop to wilkołak, prawda? - zapytał starszy z chłopców.
- Skąd to wiesz? - powiedział zmartwiony Remus.
- Wujek Fred nam mówił. Powiedział, że tata nie będzie chciał nam tego tłumaczyć. - powiedział młodszy chłopiec.
- Miał w tym trochę racji. - powiedział ciszej Remus. - Bo widzicie chłopcy. Ja jestem takim wilkołakiem. Dlatego znikam co miesiąc obciążając waszą mamę i dokładając jej nie raz zmartwień. - dodał normalnym tonem głosu mężczyzna wiedząc, że nadszedł czas, aby wyznać synom prawdę.
- Nie prawda! - zaprzeczyła kobieta. - Kocham cię, takim, jakim jesteś, bez względu na Twoją chorobę. Jesteś Remusie wspaniałym mężem i ojcem, a to, że chorujesz nie ma znaczenia. - powiedziała łapiąc męża za rękę i patrząc mu w oczy.
- Chciałbym w to wierzyć Doro, ale wiesz jak jest. - odpowiedział jej mąż odgarniając kosmyk jej włosów za ucho.
- Tato, a dlaczego my nie jesteśmy z Colem i Kate wilkołakami tak jak Ty? - zapytał chłopiec.
- To od lat nie jest wyjaśnione Ted. - odpowiedziała mu matka. - Widzisz, są różne teorie, a jedna z nich głosi, że po prostu jako, że ja nie jestem likantropem to Wy jesteście ludźmi, ale przez likantropię taty otrzymaliście także niektóre wilcze cechy takie jak lepszy wzrok, słuch, czy węch. Mimo to nie ma żadnych badań na to, ani dowodów.
- To możemy zrobić na nas. - powiedział Colin.
- Nie ma takiej opcji chłopcy. - wtrącił ostro Remus. - Nie zgodzę się na żadne eksperymenty na Was.
- Ale jeśli to miałoby tato pomóc to czemu nie? - powiedział Theodor.
- Powiedziałem już Ted. Nie ma opcji. - odpowiedział mu ojciec.
- Tata ma racje. Jesteście za mali na takie eksperymenty. - powiedziała kobieta. - Zresztą dajcie tacie chłopcy spokój póki co. Dzisiaj pełnia, tata jest zmęczony. Zresztą już późno, chodźcie do łóżek. - dodała matka.
- No dobrze. - powiedzieli równocześnie i wybrali się za matką, która położyła także śpiącą córkę. Remus w tym czasie udał się do sypialni, gdzie zdjął ubrania i opatulony kocem poszedł do piwnicy na którą rzucił kilka dodatkowych zaklęć, a swoją różdżkę wsunął przez szparę pod drzwiami, aby jego żona mogła ją zabrać jak zawsze w czasie pełni...
***
Od tamtej pełni minęło już dziesięć lat. Dopiero teraz Remus zauważył jak ten czas szybko biegnie. W końcu jeszcze niedawno wyjawiał najstarszym synom, że jest wilkołakiem, a teraz już ma piątkę dzieci... Gdyby ktoś powiedział mu dwadzieścia lat temu, że doczeka się cudownej żony i piątki dzieci pewnie by go wyśmiał. Teraz strasznie chciał zatrzymać czas, który pędził nieubłaganie. Najciężej mu było uwierzyć w fakt, że niedługo już jego starsza córka może zacząć się spotykać z chłopakami. W tym akurat Remus najbardziej nie zgadzał się z żoną, która twierdziła, że to nie byłoby nic złego. Dla niego oznaczałoby, że jego malutka Kate się usamodzielniła w pełni. I chociaż wymazano dziewczynce wspomnienia związane z pamiętną nocą, kiedy to mająca wówczas cztery latka dziewczynka została porwana przez Ravennę. Remus nadal bał się o nią. Zresztą tak samo jak i o pozostałe swoje dzieci.
*18 sierpnia 2008 rok*
Czteroletnia dziewczynka bawiła się wraz z dwójką starszych braci w chowanego. Dziewięcioletni Theodor oraz ośmioletni Colin rozdzielili się z siostrą, aby najstarszy z rodzeństwa mógł zacząć odliczać do 50, a następnie znaleźć młodsze rodzeństwo. Katherine schowała się blisko płotu, tuż za krzakiem z jej ulubionymi owocami malin. W pewnym momencie usłyszała trzask łamanej gałęzi, odwróciła się myśląc że to jej najstarszy brat skończył liczyć i ją znalazł. Jednak za nią nie stał najstarszy z rodzeństwa Lupin. Stała tam natomiast kobieta. Wyglądała jakby była w wieku jej mamy. Kobieta miała na sobie ciemny płaszcz oraz ciężkie buty co bardzo zdziwiło dziecko. W końcu było strasznie gorąco. Przedstawiła się jako Ravenna.
- Nie bój się mnie aniołku. Jestem koleżanką twojej mamy. Prosiła mnie żebym pomogła Ci się schować przed twoimi braćmi. - odezwała się do wystraszonej dziewczynki kobieta.
- Ale mamusia nie pozwala mi się zbliżać do obcych. - powiedziała wystraszona czterolatka.
- Tym razem mamusia nie zdążyła Ci powiedzieć, bo uciekłaś szybko do zabawy. Chodź ze mną. Będę bawić się z Tobą i twoimi braćmi. Oni wiedzą o mnie. - nalegała trzydziestolatka.
- Ale mamusia na pewno wie? I tatuś? - upewniała się dziewczynka. Bo w końcu jeśli ktoś mówi że jej rodzice go znają to dlaczego dziecko miałoby nie uwierzyć?
- Oczywiście. - potwierdziła.
- No dobrze. Chodźmy. - stwierdziła czterolatka podając rękę kobiecie. Ta chwyciła dziecko i otuliła dziewczynkę płaszczem, a następnie za pomocą teleportacji łącznej przeniosła się wraz z dzieckiem do opuszczonej chatki w lesie. Kilkadziesiąt kilometrów od domu małej Katherine. Wówczas wtedy dziecko zrozumiało, że kobieta wcale nie ma dobrych zamiarów. Niestety było już za późno. Dziewczynka została zamknięta przez swoją porywaczkę w piwnicy starej chaty.
*W tym samym czasie*
Theodor znalazł młodszego brata i wspólnie szukali siostry. Niestety mimo wielokrotnych nawoływań, dziewczynka nie wychodziła z ukrycia, a przynajmniej tak to z początku wyglądało. Po ponad godzinie poszukiwań siostry, nie znaleźli jej. Wystraszeni bracia pobiegli do domu.
- Tato! Mamo! - zawołał przerażony Teddy.
- Co się dzieje? - zapytała ich matka zmęczona po całym dniu w biurze Aurorów.
- Nie ma Kate! Szukaliśmy wszędzie, ale jej nie ma! - zawołał na jednym wydechu przerażony Colin.
- Jak nie ma? Co wy wygadujecie? - zapytała matka dzieci.
- Bawiliśmy się w chowanego na ogródku, Colin i Kate się chowali. Ja szukałem. - wyjaśniał bardzo szybko Ted. - Policzyłem do 50, znalazłem Colina, więc szukaliśmy razem Kate. Wołaliśmy ją że wygrała już, żeby wyszła z kryjówki. Ale ona nie wychodziła. Przeszliśmy cały ogródek, szukaliśmy wszędzie, jej nie ma. Przecież nie poszłaby sama poza dom. - zaczął w połowie opowieści płakać chłopiec.
- Na spokojnie. - odezwał się ojciec dzieci. - Może po prostu jak wy ją szukaliście pomineliście jakieś miejsce, albo Kate zmienia kryjówki żeby się dłużej bawić? - dodał mężczyzna opanowanym tonem.
- Na pewno nie. Patrzyliśmy wszędzie, nigdzie jej nie ma. Przepraszam, to moja wina, mogłem ją lepiej pilnować. - rozpłakał się najstarszy z rodzeństwa.
Ojciec po chwili sam poszedł szukać córki wraz z synami. Tym razem jednak sam przekonał się, że jego ukochanej córeczki nie ma w żadnym miejscu na terenie jego domu.
Rodzice z braku jakichkolwiek innych rozwiązań powiadomili biuro Aurorów.
Zaczęły się poszukiwania dziewczynki, jednak z każdą minutą szansa na odnalezienie dziecka malała. Jedyne co było wiadome to fakt, że dziewczynka została uprowadzona. Wskazywała na to znaleziona za krzakiem malin spinka do włosów, którą tamtego feralnego dnia dziecko miało we włosach.
Przez cały czas poszukiwań, dwaj bracia płakali w swoim pokoju, odcinając się od wszystkich. Ciągle winą obarczali siebie samych, mimo że ich rodzice starali się, aby tego tak nie odbierali.
Kilka dni później w końcu Aurorom udało się trafić na trop, który mógł prowadzić ich do odnalezienia dziewczynki.
- Harry ja muszę iść z Wami. Proszę Cię, ona ma tylko cztery latka. Będzie się bała... - próbowała przekonać współpracownika Nimfadora.
- Tonks, mówiłem Ci już. Jesteś emocjonalnie związana ze sprawą, bardziej niż nawet ja. Dlatego musieliśmy cię odsunąć od śledztwa. Poza tym Aurorzy wiedzą co robić. - wciąż pozostawał nieugięty Auror. - Ja z nimi idę, Kate mnie zna. Na pewno jeśli okaże się, że ona tam jest to przyprowadzę Waszą córkę do Was. Ale nawet nie wiemy czy Katherine jest w tej chacie. Poza tym wiem że z obawy o swoje dziecko jesteś w stanie zrobić wszystko. Dlatego nie pozwolę abyś tam poszła i zrobiła coś czego później mogłabyś żałować.
- Nie zabronisz mi Potter szukać mojej córki! - upierała się kobieta.
- Zrozum, że... - pani Lupin nie dała mu dojść do słowa.
- To Ty zrozum, że Kate jest moim dzieckiem. Zrobię dla niej wszystko tak samo jak dla chłopców. Co byś zrobił gdyby to James, albo Al czy Lily zostali porwani? - zapytała go kobieta.
- Chciałbym ich odzyskać. Dlatego wiem przez co możesz przechodzić, bo gdybyś zapomniała byłem w podobnej sytuacji co Ty teraz, tylko że cztery lata temu, gdy Ginny była w ciąży. I oboje wiemy jak to się skończyło. Dlatego nie pozwolę żebyś popełniła mój błąd. Dlatego też przepraszam, ale nie pozostawiasz mi wyboru. - dodał Potter, a następnie szybkim ruchem wlał kobiecie do ust eliksir słodkiego snu po którym kobieta momentalnie zasnęła.
Remus który przez cały czas nie wtrącał się i próbował przetworzyć wszystkie informacje zmartwił się o żonę, jednak Harry szybko go uspokoił.
- Dałem jej eliksir słodkiego snu. Obudzi się za dwie godziny gdzieś. Zostań z nią i chłopcami. Znajdę Waszą córkę.
- Harry mniej na uwadze, że jeżeli faktycznie Kate porwała Ravenna to ta kobieta jest zdolna do wszystkiego. Już zanim zamknięto ją na oddziale w świętym Mungu to odgrażała się Dorze. Ona jest nieobliczalna. - powiedział zmartwiony Lupin.
- Można wiedzieć dlaczego Pan tak uważa o tej kobiecie? Zna ją Pan Panie Lupin? - zapytała Martha, Aurorka pracująca z Harry'm i Nimfadorą.
- Ravenna poznała mnie, krótko po zakończeniu się II bitwy o Hogwart. Zatrudniłem ją w sklepie bliźniaków Weasley w Hogsmeade. Jestem tam współwłaścicielem. Od początku starała się zwrócić na siebie moją uwagę, ale ja wtedy byłem zajęty żoną. Odtrącałem ją. Ale nie sądzę, aby jej się to podobało. W końcu doszło do kilku czynów z jej strony, jak chociażby to że próbowała za wszelką cenę się do mnie zbliżyć i namówić na wspólną noc. Dlatego ją zwolniłem. Odgrażała się, że pożałujemy. Ale na moje ona może mieć jakieś problemy z psychiką. - streścił Lupin historię.
- Faktycznie. Z zazdrości kobiety są w stanie zrobić naprawdę wiele. - powiedziała Martha. - Szczególnie jeśli Pan mówi że może mieć problemy psychiczne. Musimy wziąć to szefie pod uwagę przy próbie odbicia dziewczynki.
- Wiem Martha. Weźmiemy. Zajmij się Remusie Dorą. My znajdziemy Waszą córkę. Obiecuję. - powiedział Potter, a następnie wraz z oddziałem Aurorów teleportował się do lasu w okolice leśnej chatki, należącej do Ravenny...
Remus w momencie opuszczenia domu przez Aurorów zalał się łzami nie mogąc sobie wyobrazić, że jego małej księżniczce dzieje się krzywda, podczas gdy on bezczynnie siedzi w domu z żoną i synami...
*W międzyczasie*
Mała Katherine siedziała skulona w kącie piwnicy. Była cała obolała. Miała pełno ran, zadrapań i siniaków. Z niektórych wciąż sączyła się delikatnie krew. Bała się, że już więcej nie zobaczy rodziny. Kobieta która ją porwała przychodziła do dziecka regularnie co trzy godziny. Za każdym razem bawiąc się świetnie, kiedy rzucała w dziecko jedną z najpaskudniejszych klątw. Była to jak można się domyślić klątwa Cruciatus.
Dziecko nie miało pojęcia ile tak siedzi. Wiedziała tylko, że bardzo ją boli i chciała wrócić do domu. Do braci których kochała najbardziej w świecie. Do rodziców którzy zawsze byli jej oazą spokoju i bezpieczną przystanią. Do wszystkich cioć i wujków którzy na co dzień ją zabawiali lub obsypywali upominkami. Do babci którą kochała nad życie... Po prostu do bliskich jej osób...
W pewnym momencie dziewczynka z wyczerpania straciła przytomność. Wyglądała jak martwa. Być może dlatego Ravenna wystraszyła się i uciekła zostawiając dziecko w kryjówce?
Kiedy dziesięcioro Aurorów na czele z współszefem biura Aurorów weszło do chatki, zastali porzucony budynek. Za jednym z regałów z książkami, przez przypadek jeden z Aurorów odkrył przejście do sekretnego pomieszczenia, którym okazała się być piwnica. To co tam zastali, nigdy nie udało im się wymazać z pamięci...
Ledwo żywe dziecko prawie wykrwawiło się na śmierć. Jeden z Aurorów szybko odzyskał trzeźwość umysłu i za pomocą świstoklika przeniósł dziewczynkę do szpitala świętego Munga. Tam dzieckiem zajęli się uzdrowiciele. Niestety, szanse na to, że dziewczynka przeżyje malały z każdą utraconą sekundą...
Harry powiadomił Remusa o nikłym powodzeniu misji i powiadomił ojca o stanie zdrowia jego córki. Niestety na ten moment, dorośli mogli tylko czekać. Najbliższe godziny miały zadecydować czy czterolatka przeżyje. Wszystko zależało od jej siły...
Na szczęście kilka dni później dziewczynka fizycznie wróciła do zdrowia. Niestety jej psychika była bardzo zniszczona. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem było wymazanie niektórych wspomnień dziecku, jednak zanim to nastąpiło, Aurorzy wyizolowali potrzebne im wspomnienia dziewczynki. Po wszystkim Katherine zmodyfikowano pamięć, tak, aby dziecko nigdy nie pamiętało tych okropnych wydarzeń. Podobną decyzję podjęto ze wspomnieniami jej braci, którzy po wszystkim sami nie wiedzieli dlaczego jeszcze bardziej niż zawsze opiekowali się i martwili o młodszą siostrę...
Niestety Ravenny nigdy nie udało się odnaleźć, zupełnie jakby rozpłynęła się w powietrzu bez żadnych śladów...
*Teraźniejszość*
Remus wciąż nie potrafił wymazać ze wspomnień dnia w którym zobaczył swoją wtedy czteroletnią córkę całą zakrwawioną w szpitalu. Bał się pomyśleć co by było gdyby jednak Kate nie przeżyła...
Szybko jednak wymazał z głowy tą myśl. Jego dzieci są bezpieczne. Już nigdy więcej nie pozwoli, aby Ravenna zbliżyła się do kogokolwiek z jego rodziny...
Nie mam pojęcia jak mam zacząć... Przede wszystkim cześć wszystkim po tak długiej nieobecności z mojej strony... Nawet nie mam pojęcia, czy ktoś faktycznie jeszcze miał nadzieję na ten rozdział i czekał w zasadzie...
Na dzień dzisiejszy tylko 2200 słów. Mało bardzo, patrząc na to że większość rozdziałów ma tych słów po jakieś 5 tysięcy, ale nie oszukujmy się, nie dam rady napisać więcej teraz.
Jak już pisałam w poprzednim wpisie, mam pełno problemów z którymi sobie nie radzę. Nie jestem przez to w stanie napisać niczego więcej... Wiecie, te pisanie jest moją odskocznią od życia codziennego. W tych wspomnieniach które opisałam tutaj opisałam po części wszystko co siedzi mi w głowie ubierając to w magiczną historię - oczywiście nie mówię dosłownie to co siedzi mi w głowie.
Kurcze mam tyle Wam do wyjaśnienia, a totalnie nie mam pojęcia jak to zrobić, więc zróbmy tak - zadawajcie mi w komentarzach wszelkie pytania jakie moglibyście mieć do mnie - zaczynając można od prywatnych jak i takich strikte do tej książki. Zbiorę wszystkie i odpowiem na końcu następnego rozdziału.
Tutaj możecie opowiedzieć też jak Wy się trzymacie? Co u Was słychać? Zmieniło się coś przez ten rok? Na pewno wiele. Opowiadajcie! Bardzo chętnie wysłucham Was.
Nie będę już zanudzać, po prostu życzę każdemu kto dotrwał do tego momentu miłego dnia ♥️ Trzymacie się ciepło 🥰♥️