poniedziałek, 30 listopada 2020

Mówcie mi Em

~ Kiedy powiedział o rozmowie z teściową i dziećmi żonie ta uznała,  że najbardziej podoba jej się imię Suzanne. Z kolei jako drugie imię dla swojej córeczki wybrali wspólnie Melania. Wyglądało na to, że wszystko zaczęło się układać... ~

Po obiedzie Remus wybrał się ponownie do żony. Przez pierwsze pół godziny rozmawiał z żoną i jej nową koleżanką ignorując razem z nimi upierdliwą nastolatkę i jej matkę. Następnie Nimfadora ubłagała go, aby pochodził z nią po oddziale. Kobieta co prawda miała, odpoczywać jednak uzdrowiciel zgodził się, aby raz na jakiś czas pochodziła po oddziale, jednak miała zastrzeżone, aby nie chodzić zbyt długo, ani za szybko.

- Dalej uważam, że nie powinnaś wstawać. - upierał się pan Lupin,  gdy chodził z żoną z jednego końca korytarza na drugi.

- Przecież już Ci mówiłam Remusie, że dobrze się czuję. Zresztą uzdrowiciel mi pozwolił.

- A jak coś się Wam stanie przez to? - martwił się cały czas.

- Nic się nie stanie. Poza tym mamy Ciebie, a z tobą nic nam nie grozi. - odpowiedziała.

- Wracajmy już na salę. - odpowiedział.

- Jeszcze tylko raz przejdziemy, proszę. - powiedziała, patrząc w oczy męża.

- Niech ci będzie.  - zrezygnował.

- Syriusz? - zapytała kobieta, widząc wujka na drugim końcu korytarza. - Co on tu robi?

- Nie mam pojęcia... Chodźmy w jego stronę. - odpowiedział.

Kiedy znaleźli się niedaleko sali Nimfadory, Black podszedł trochę szybciej. Nie był jednak sam. Dopiero w tamtym momencie małżeństwo zobaczyło,  że jest wraz z nim młoda około 25-letnia kobieta. Miała długie kręcone do połowy pleców brązowe włosy, zielone oczy, zgrabny nos i malinowe usta podkreślone balsamem. Była szczupła i dość wysoka, jednak i tak Syriusz przewyższał ją prawie o głowę.

- Hej Tonks,  jak się czujesz? - zapytał, przytulając krótko kobietę.

- Dobrze, ale może wyjaśniłbyś nam, kto to jest? - odpowiedziała ciekawa kobieta.

- No, jakby to wyjaśnić, to jest Emma. Jesteśmy razem od prawie dwóch miesięcy. - wyjaśnił zmieszany Syriusz.

- Czekaj stary, bo czegoś nie rozumiem. Masz dziewczynę. Od dwóch miesięcy. I my nic o tym nie wiemy? - wtrącił zdziwiony Remus.

- Jakoś wyszło. Ale mieliście swoje sprawy i nie chciałem Wam jeszcze dokładać nowinek. - bronił się Black.

- Przecież to, że mamy swoje żucie to normalne, każdy ma. Ale mogłeś, chociaż coś wspomnieć,  a nie ciągać ją po szpitalach. - zaczęła się trochę denerwować Nimfadora.

- Doro spokojnie. Chodźcie do sali. - powiedział Remus, widząc, że jego żona jest zła na Łapę.

- Syriusz, może wyjaśnicie sobie na spokojnie, ja pójdę do domu i... - zaczęła brunetka.

- Nie, spokojnie. - przerwała jej Tonks. - Chodź z nami. To nie twoja wina, że ten kretyn nic nam nie mówił.

- Ej tylko nie kretyn. - próbował się bronić czarnowłosy.

- Zamknij się lepiej. - odpowiedziała mu Tonks. - I mi nie przerywaj. - dodała. - Jestem Nimfadora Lupin, ale mów mi Tonks. To mój mąż i przyjaciel mojego imbecylicznego wujka, Remus.

- Emma Clarke. Mówcie mi Em, Emma, czy jak tam wolicie. - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem. - Tak właściwie to jak Syriusz jest Twoim wujkiem? - zapytała ciekawa.

- Wąchacz to kuzyn mojej matki. Od dziecka nigdy nie mówiłam do niego wujek, bo on tego miana nie znosił, więc mówię do niego po imieniu, albo pseudonimami.

- A jakie ma? - zapytała ponownie. - Nigdy nie chciał mi mówić oprócz Łapy.

- Zależy, kogo spytasz, ale najbardziej mówimy na niego: Syri czego on nie znosi, Łapa, Wąchacz, Burek, Łapcia, a dzieciaki jak są małe, to mówią do niego Łapi, albo Lapi zależy, jak dobrze umieją już mówić. - odpowiedziała rozbawiona.

- O proszę, to chyba wykorzystam coś z tego. - odpowiedziała ze śmiechem.

- Ani mi się waż. Po co jej mówiłaś? - odpowiedział Syriusz wiedząc, że jego dziewczyna nie da mu spokoju.

- Syriusz siadaj i się zamknij. - odpowiedział mu Remus rozbawiony reakcją przyjaciela.

- Właściwie miałabym prośbę do Ciebie Syriusz. Wiesz, że z Remusem planujemy przeprowadzkę i szukamy domu, prawda?. - odezwała się poważniej pani Lupin.

- Wiem,  wspominałaś w liście coś tam. - odpowiedział. - Ale teraz jak jesteś w szpitalu to chyba nie jest dobry pomysł?

- Chcemy się przeprowadzić zanim Ted będzie w Hogwarcie, poza tym jak urodzę to nie zmieścimy się w siódemkę w naszym domu, dlatego chciałam cię prosić o pomoc. - odpowiedziała Tonks.

- Ale niby co ja mam pomóc? - zapytał trochę głupio.

- Remus szuka domu, ma na ku trzy obecnie. Chciałam, żebyś z nim pochodził i poszukał jakiegoś. Emma, wiem, że nie powinnam, ale pomogłabyś im? Tak jak ufam Remusowi tak z Syriuszem jest gorzej,  bo jemu może coś odwalić. Przypilnowałabyś Łapę? - zwróciła się do młodej kobiety.

- Pewnie. Nie ma problemu. Pomogę im. Przy okazji mogę pomóc z wystrojem domu jakbyś chciała. Myślę, że Remusowi będzie łatwiej, wszystko bym z Wami ustalała. - zaproponowała Clarke.

- Byłoby super. Dziękuje. - oznajmiła wdzięcznie Nimfadora. - Miałam już prosić moją mamę, ale wiem, że mimo wszystko mama i Remus ciężko się mogliby dogadywać.

- Ja nic nie mam do twojej matki. To ona ciągle coś wymyśla. - bronił się Remus, po czym dodał - Jutro o szesnastej jestem umówiony na obejrzenie pierwszego domu, o osiemnastej drugiego, a o 20 trzeciego. Z dziećmi zostanie Dromeda, w sensie matka Tonks. Dacie radę być?

- Pewnie. Pracuję do czternastej, więc jak najbardziej mi pasuje. - odpowiedziała Emma.

- Ja i tak nie mam wyjścia. Wiesz Luniek, że jakbym protestował to Tonks mnie powiesi.

- Już nie rób z siebie takiej ofiary. - odpowiedziała rozbawiona zachowaniem swojego chłopaka Emma.

- Że niby ja... - zaczął, ale urwał, gdy Tonks syknęła z bólu. - Tonks co się dzieje?

- Doro? - powiedział zmartwiony stanem żony Remus.

- Nic, w porządku. Kopią strasznie po prostu. Wcześniej dało się znieść, ale teraz boli bardziej. - wyjaśniła kobieta.

- Jesteś pewna? Może pójdę po uzdrowiciela? - zapytał zmartwiony Remus.

- Na pewno. Nie w każdej ciąży ból jest słabszy Remus. Tym bardziej, że to ciąża bliźniacza. - uspokoiła wszystkich pani Lupin.

- Niech ci będzie. Ale jakby coś to powiedz okej? - odpowiedział jej mąż.

- Jasne. Powiem w razie czegoś. - obiecała.

- Chodź Emi. Tonks niech odpocznie. - uznał po chwili Syriusz.

- Nie błagam. Ja już mam dosyć tu siedzenia. Remus powiedz mu coś. - zaprzeczyła natychmiast pani Lupin.

- Powinnaś odpocząć, ale nie mówię, że mają iść. Decyzja należy do Ciebie kochanie. - wymigał się Lupin.

- Zostaniemy chwilę, ale później faktycznie pójdziemy. - zdecydowała za siebie i Syriusza, Clarke. - powinnaś odpocząć mimo wszystko.

- Niech będzie. - zgodziła się niechętnie pani Lupin.

Ta chwila zmieniła się w prawie cztery godziny. Kiedy Syriusz z Emmą zbierali się do wyjścia Remus również pożegnał żonę, ponieważ planował wrócić trochę wcześniej do domu i pomóc teściowej z dziećmi, aby ta nie przemęczała się za bardzo  opieką nad jego i Nimfadory dziećmi. Wiedział,  że chłopcy i Kathrine potrafią wykończyć nawet jeśli się z nimi nie biega.
Gdy wszedł do domu i przywitał się z dziećmi poczuł, że pieką się ciastka jego teściowej.

- Tatusiu, a my mamy dla Ciebie niespodziankę. - powiedziała zachwycona Kate.

- Tak? A jaką? - zapytał ciekawy z uśmiechem.

- Babcia i Colin upiekli ciasteczka, a ja i Ted pomagaliśmy przy kolacji. - odpowiedziała dumna pięciolatka.

- Cieszę się skarbie. - odpowiedział. - Zaraz przyjdę do was tylko się przebiorę, dobrze?

- Yhym. - odparła i pobiegła w głąb salonu.

- Dzieci,  a pamiętacie naszą umowę? - zapytała Andromeda wnuczęta.

- Tak. Mamy ładnie zjeść kolację i dostaniemy ciastka jak wystygnął. - odpowiedziało rodzeństwo.

- I prawidłowo. Idźcie się bawić.

Gdy pobiegli do zabawy Remus odezwał się do teściowej.

- Mam nadzieję, że nie dali Ci mocno w kość? Porozmawiam z nimi w razie czego.

- Nie. Nie przejmuj się. Byli grzeczni jak aniołki. - odpowiedziała starsza kobieta.

- Chyba aniołki z rogami. - stwierdził rozbawiony. - Wiem jak potrafią zajść za skórę. Jeśli chcesz odpocząć to powiedz. Wróciłem to się nimi zajmę.

- Nie. Ty się musisz skupić na Dorze. Poza tym mówiliście, że się przeprowadzacie. - uznała kobieta.

- Planujemy. Póki co jutro idę obejrzeć trzy domy, może uda mi się któryś kupić. - odparł.

- W takim razie zostanę z dziećmi. - powiedziała.

- Nie musisz. Możesz iść do Dory. Ginny przyjdzie z James'em, Albus'em i Lily. - zaprzeczył i wytłumaczył Lupin. - Dzieciaki chciały się pobawić, a Gin nie ma za dużo pracy, więc zaproponowała,  że się nimi zajmie. Zresztą nie powinnaś tyle robić. Potrzebujesz spokoju i odpoczynku.

- Chcę wam tylko pomóc. - odpowiedziała.

- Wiem. I już pomagasz dużo. Ale powinnaś odpocząć. - powiedział.

- Nie chcę odpoczywać od niczego. - zaprzeczyła kobieta.

- Możemy pójść na kompromis i pomożesz Ginny się trochę nimi zająć, ale nie będziesz się przemęczać. Ginny mi doniesie wszystko,  a jak nie ona to dzieciaki przekonam. - zaproponował Remus swojej teściowej.

- Niech będzie. - zgodziła się.

Po szybkim prysznicu i kolacji Andromeda ponownie położyła swoje wnuki spać uprzednio czytając im bajkę z "Baśni tysiąca i jednej nocy" pt. "Opowiadanie o lisie, wilku i człowieku". Kiedy sama zasnęła w sypialni córki i zięcia było już po północy.

Remus natomiast wciąż nie spał zastanawiając się co mógłby zrobić jeszcze dla swojej żony i dzieci. Wciąż nie dawała mu spokoju pewna myśl. Nie był pewien, czy zapewniał wystarczające bezpieczeństwo swojej rodzinie. W tych rozmyślaniach nie zauważył, że Kathrine jednak nie śpi i podeszła do kanapy na której miał zamiar spędzić kolejną noc z rzędu.

- Tatusiu. - odezwała się dziewczynka szeptem szturchając ojca w ramię.

- Co się dzieje? Czemu nie śpisz? - zapytał zmartwiony.

- Bo jak bawiliśmy się z babcią to ona powiedziała, że jest i będzie z nami wszędzie jeśli tylko będziemy w to wierzyć. No i ja cały czas nie wiem co to znaczy. - powiedziała.

- Babcia Wam coś takiego mówiła? - zapytał zdziwiony. Znał swoją teściową i wiedział, że ona raczej nigdy nie mówi w zagadkowy sposób i woli mówić wprost.

- Yhym. Co to znaczy? - zapytała dziewczynka. - Czy babcia umiera?

- Nie kochanie. Nie denerwuj się niczym. - odpowiedział Remus. - Wiesz,  starsi ludzie tacy jak babcia mają to do siebie,  że często mówią coś czego nie rozumiesz będąc mała. Ale jak będziesz starsza to zrozumiesz więcej niż może się wydawać. A teraz chodź już spać. - powiedział wstając, aby zaprowadzić córkę do jej łóżka.

- A nie mogę spać z tobą tutaj? - dociekała.

- Nie kochanie. Masz swoje łóżeczko, poza tym nie mieścimy się tu oboje. A zresztą nie wyśpisz się tu wiesz? - odpowiedział jej ojciec.

- No dobrze. - odpowiedziała i pozwoliła ojcu odprowadzić się do pokoju. - A opowiesz mi krótką bajkę? Proszę tatusiu. - zaczęła prosić,  gdy leżała już w swoim łóżku.

- Nie teraz skarbie. Jeszcze obudzimy chłopców. - odpowiedział zmęczony. - Mogę zamiast tego zrobić Ci ciepłe kakao, okej?

- Dobrze, ale zrobisz mi z piankami? - zapytała robiąc do ojca "słodkie oczka".

- Niech Ci będzie. - odpowiedział zrezygnowany w duchu przeklinając fakt iż jego córka odziedziczyła naturalne oczy jego żony.

Po zrobieniu kakao i daniu go córce Remus poczekał aż dziewczynka wypije i zaśnie. Kiedy już spała udał się na kanapę, gdzie tym razem zasnął dość szybko, bo gdy zasypiał zegar wybijał pierwszą trzydzieści w nocy...
Rano po śniadaniu i wszystkich innych codziennych czynnościach, Remus zajął się swoimi dziećmi. Gdy dwadzieścia minut przed szesnastą przyszła Ginny z dziećmi po pożegnaniu i poproszeniu Ginny, aby przypilnowała Andromedę, żeby odpoczęła, teleportował się pod dom Syriusza. Następnie razem z Blackiem i jego dziewczyną teleportował się pod pierwszy adres. Kiedy obejrzeli dwa pierwsze domy nie byli zbytnio nimi zachwyceni. W trzecim jednak dostali miłego zaskoczenia, ponieważ wyglądał przepięknie. Był biały, z czerwonym dachem i miał piętro/poddasze. Przed budynkiem przywitało ich miłe małżeństwo, a następnie oprowadzili ich o całym domu i ogrodzie,  w którym znajdowała się śliczna altanka. Dom na parterze posiadał wejście do piwnicy, ogromny salon z aneksem kuchennym i wyspą, sypialnię małżeńską z wielkim łóżkiem, łazienką, w której była zarówno kabina prysznicowa jak i wanna, i garderobą, łazienka z prysznicem, biblioteczkę, oraz niezagospodarowany pokoik, w którym znajdowały się materace oraz regał z różnymi mugolskimi sprzętami do gier. Na piętrze natomiast było dziesięć pokoi i łazienka na samym końcu korytarza. Po zwiedzaniu znaleźli się z powrotem przy Grimmauld Place 12, Black zaproponował przyjacielowi, aby wszedł na chwilę i obgadał z nim i Emmą jaką podjąć decyzję.

- Myślę, że ten trzeci jest idealny. - wyraził swoją opinię czarnowłosy.

- Też tak myślę, do tego jest nie taki drogi. - przyznał Remus. - Ale wolałbym szczerze mówiąc,  żeby Dora mogła tam być z nami. Bez niej nie chcę podejmować tej decyzji. - dodał.

- Jeny Luniek,  a Ty znowu to samo... Dorośnij stary, ona nie jest Twoją matką ani nic,  żebyś musiał wszystko z nią ustalać... - stwierdził Syriusz.

- Syriusz zamknij się. Tonks jest jego żoną, więc też powinna brać udział w takich sprawach jak kuno nowego domu. - skarciła mężczyznę Clarke.

- Dobra no. Idziesz teraz do domu, czy do Tonks?

- Na chwilę do Dory, powiem jej co i jak,  a potem wracam do domu, bo Ginny jest sama z Andromedą i dzieciakami. - odpowiedział pan Lupin.

- Jak wolisz. - skwitował Syriusz.

Po jeszcze kilkunastu minutach wizyty Remus udał się do swojej żony i streścił jej wszystko, pomijając oczywiście teksty Syriusza z Grimmauld Place. Nimfadora mimo wszystko zgodziła się z mężem co do wyboru ich wspólnego, nowego domu. Będąc już w domu przywitał się z teściową i dziećmi oraz podziękował w krótkiej rozmowie Ginny za pomoc. Późno w nocy, po uśpieniu dzieci, udał się pod prysznic, przebrał w piżamę, na którą złożyły się dresy i T-shirt, a następnie poszedł spać.









Okej, w końcu poznaliście Emmę oraz mniej więcej możecie wyobrazić sobie nowy dom Remusa i Dory. Nie jestem zbyt dobra w opisach, ale myślę, że lepiej gdybyście sami mogli wyobrazić sobie ich nowy dom. Osobiście nie znoszę wklejać gotowych zdjęć zamiast opisu, ale mam nadzieję, że oddałam opis ich domu z mojej wyobraźni, choć w malutkim kawałku...

Następny rozdział w wigilię lub dzień wcześniej. Szykujcie się na kolejny bonus, tym razem z okazji mikołajek :)

Swoją drogą to kto jak ja nie potrafi uwierzyć,  że już mamy grudzień? Jeszcze niedawno był marzec... 

Ale już bez mojego przedłużania, bo się zanudzicie hahah

niedziela, 15 listopada 2020

Teściowa w szpitalu

~ - Dobranoc dzieci. - powiedział i wyszedł z pokoju swoich pociech. ~

O siódmej rano Remus wstał i mając nadzieję, że jego dzieci wstaną za co najmniej godzinę udał się pod prysznic. Śpiesząc się nie zabrał nic poza ręcznikiem,  więc po prysznicu ubrał jedynie czyste bokserki, które miał w łazience i wyszedł z mokrymi włosami z łazienki chcąc zabrać szybko koszulkę i spodnie. Nie wiedział jednak, ze jego najstarszy syn już nie śpi i czeka na niego w sypialni chcąc, aby ojciec zrobił mu śniadanie.

- Yyy coś się stało Ted? - zapytał lekko zmieszany mężczyzna.

- Jestem głodny, a Kate i Col jeszcze śpią. Zrobisz mi coś do jedzenia?

- Poczekaj w kuchni okej? I obudź wcześniej rodzeństwo. Idziemy po śniadaniu do mamy na chwilę i później zabiorę Was do cioci Ginny tym razem. Muszę później iść do babci Dromedy.

- A nie możesz nas zostawić u mamy? - zapytał chłopiec z nadzieją.

- Mama musi odpoczywać. Ciocia Ginny się Wami zajmie, a ja muszę powiadomić o wszystkim babcię Dromedę Ted. Obiecuję, że następnym razem cały dzień spędzimy u mamy okej?

- No dobra. - powiedział chłopiec i wyszedł z pomieszczenia.

Gdy chłopiec wyszedł mężczyzna odetchnął. Następnie się ubrał i udał się do kuchni,  gdzie jak się okazało jego dzieci czekały w piżamach na śniadanie.

- A nie zapomnieliście się ubrać? - zapytał lekko rozbawiony.

- Nie wiem w co. - odpowiedziała mu córka. - Mama zawsze mi wieczorem ubranka szykuje na rano.

- Było mówić Kate. Wiesz,  że nie jestem mamą. Nie wiem co ona robi jak mnie nie ma,  albo nawet jak jestem. Ja wam zawsze czytałem bajki i usypiałem, lub wstawałem. Czasem szykowałem jedzenie. Wszystko inne to mama. - odpowiedział jej ojciec.

- Zapomniałam. Przepraszam.

- Nie przepraszaj. Nie masz za co. Równie dobrze sam mogłem Was podpytać. - uznał Remus,  a następnie dodał. - A ty Col, czemu nie ubrany?

- Nie chciało mi się ubierać. Głodny jestem.

- Wiesz, że mama nie pozwala jeść w piżamach. Idź się ubierz. Zrobię śniadanie i zaraz pójdę też znaleźć coś Kate. - zadecydował.

- Tatusiu,  ale nie ma mamy. Możemy dzisiaj zrobić sobie luźniejszy dzień i ubrać się po śniadanku? Jestem bardzo głodna.

- Tak, prosimy... - dodał Col.

- Pod warunkiem, że ani słowa nie piśniecie mamie. - zgodził się.

- Obiecujemy. - powiedziała pięciolatka.

- Dobra siadajcie. Co chcecie jeść?

- Naleśniki! - wykrzyknęła uradowana dziewczynka.

- Niech będzie. - odpowiedział ze śmiechem Lupin, a zaraz op tym zabrał się za szykowanie śniadania sobie i dzieciom.

Po zjedzeniu Remus pomógł córce wybrać ubrania oraz je założyć, a następnie oczekując aż jego synowie się uszykują poszedł do sypialni spakować żonie ubrania. Z braku jakiegokolwiek zajęcia Kathrine podążyła za nim.

- Co robisz tato? - zapytała ciekawa.

- Mama prosiła mnie, żebym przywiózł jej trochę ubrań i książek. - oznajmił.

- Mogę Ci pomóc pakować? - zapytała dziewczynka.

- Pewnie. Pójdź do biblioteczki, cały trzeci regał po lewo od wejścia to kryminały,  mama je bardzo lubi to wybierz jej kilka może? Ja w tym czasie spakuję jej ubrania. - zaproponował.

- Okej, ale ja nie umiem za bardzo czytać. Co jak mamie się nie spodobają? - zaniepokoiła się.

- Jestem pewien, że się spodobają. Mama uwielbia wszystkie książki tej autorki, a akurat cały ten regał jest w jej książkach. A książki możesz wybrać patrząc na okładki. Weź ich tyle ile dasz radę unieść, okej? - pocieszył córkę.

- No dobrze. - odparła i udała się do wcześniej wspomnianego pomieszczenia.

Po około godzinie wszyscy byli gotowi, więc Remus z dziećmi  udał się ponownie w odwiedziny do Nimfadory.

- Hej. Dajecie sobie radę? - zapytała po ich wejściu pani Lupin.

- Pewnie. Jak się czujesz mamo? - odpowiedział za wszystkich Teddy.

- W porządku. - odpowiedziała kobieta.

- Widzę,  że ktoś tu chyba jeszcze jet z Tobą. - stwierdził jej mąż.

- Tak. W nocy przywieźli jakąś kobietę w pierwszym trymestrze. A dzisiaj przed śniadaniem dorzucili nam upierdliwą nastolatkę. - odpowiedziała.

- A gdzie one są? - zapytał ciekawy.

- Lisa na badaniach, a ta smarkula nie mam pojęcia. Dla mnie lepiej jak ona i jej matka tu nie wrócą.

- A coś się stało? Nie denerwuj się tak.

- Lisa i ja potrzebujemy spokoju,  jak otworzymy sobie okno uchylnie to zaraz nam zamyka ta baba, bo cytując "jej córeczka się przeziębi". Słowo daję, jeszcze trochę a ja jej coś zrobię Remus. - powiedziała poddenerwowana.

- Spokojnie. Nie możesz się denerwować.

- Jak mam być spokojna do cholery? - odpowiedziała zła kobieta.

- Mamo nie denerwuj się na tatę. - powiedziała Kate. - Może tata porozmawia z tymi paniami i one przestaną?

- Skarbie już próbowałyśmy. To nic nie da.

- Spokojnie Doro. W razie potrzeby porozmawiam z uzdrowicielem, żeby ją przenieśli.

- Myślałam o tym, ale z tego co wiem to rzadko przystają na coś takiego.

W tym momencie do sali wróciła Lisa. Kobieta była blondwłosą, niebieskooką i dość szczupłą kobietą. Była niewiele wyższa od Tonks. Remus jednak nie zwrócił na nią większej uwagi witając się z nią jedynie z grzeczności co w duchu bardzo spodobało się Dorze,  która mimo,  że wiedziała o lojalności i wierności męża miała szanse przekonać się, że nie zwróciłby on uwagi na kilka lat młodszą od niej kobietę.

- Ta wariatka dalej tu jest? -zagadała kobieta do Tonks.

-Niestety. Teraz przynajmniej wyszła gdzieś. - odpowiedziała Lisie.

- Niech nie wraca,  spokój będzie. - odpowiedziała Lisa, po czym zwróciła się do Remusa. - Rozumiem, że pan jest mężem Tonks?

- Tak. Remus Lupin. - przedstawił się.

- Melisa Wood. Ale można mówić mi Lisa.

Nie mieli szans na dalszą i spokojną rozmowę, ponieważ wróciła ostatnia pacjentka wraz z matką.

- Kto tu wpuścił jakieś bachory? To szpital, jak tak można!

- Sama jesteś bachor. Mój brat, ja i moja siostra nimi nie jesteśmy! - odpyskował jej Theodor.

- Ted. - upomniał go ojciec.

- Ma racje. Nie wiem co ty chcesz od niego. - odpowiedziała jego żona.

- Przecież nie mogą tak pyskować innym. Najlepiej nie reagować na takich ludzi.

- Ale nie Ty Remusie z nimi wytrzymujesz. Ja już mam dość! - odpowiedziała mu żona po czym złapała się za brzuch czując niezbyt przyjemny,  ale lekki ból.

- Doro? - zapytał zaniepokojony.

- Mamo co się dzieje? Powiedz coś mamo! - zaczął panikować Colin.

- Już okej. Zdenerwowałam się za mocno.

- Nie możesz się w ogóle denerwować. - powiedział zmartwiony Remus.

- Wiem. Już w porządku. - odpowiedziała mu żona.

W tym momencie do sali wszedł ojciec nastolatki wraz z jej dwiema siostrami. Jej matka po chwili wyszła z sali,  aby udać się do domu i odpocząć, z kolei jej ojciec miał zostać i się nią zająć.

- Tato zamknął byś okno? Zimno mi, będę chora. - zaczęła dziewczyna myśląc,  że ojciec podobnie jak matka będzie jej usługiwał.

- Nie licz na to. Zachciało i się bawić w matkę,  jakby mało było problemów. - odpowiedział.

- Poza tym tu jest gorąco. - uznała jej najmłodsza siostra.

- Cicho bądź smarkulo.

- Jak ty się wyrażasz? - bronił najmłodszej córeczki jej ojciec.

- Normalnie. - burknęła nastolatka.

Ted w tym czasie postanowił zaryzykować i szturchnął brata pokazując mu "na migi" co chce zrobić. Colin zrozumiał i z ochotą pokiwał głową.

- Col spróbujesz szerzej te okno otworzyć? Chociaż tak może mama będzie miała tu więcej świeżego powietrza. - poprosił brata.

- Jasne. - odpowiedział młodszy z braci i spełnił prośbę brata. - Katie chcesz może czekoladę? 

- Yhym. Ale nie chcę stąd iść. Chcę zostać przy mamie. - odpowiedziała nieświadoma planowanego przez braci dowcipu dziewczynka.

- Żadnej czekolady! - oburzyła się nastolatka. - Od słodkiego zapachu mam mdłości.

- A co nas to? Nie jesteś naszą mamą, ani tym bardziej tatą. Nie rozkażesz nam. - odpowiedział Theodor.

- Teddy bądź milszy. - powiedział Remus domyślając się co planują chłopcy.

- Oj dobra. Dasz nam tato na czekoladę?

- Przyniesiecie też mamie herbatę i mi kawę? - poprosił wiedząc,  że przy mdłościach najgorszy jest zapach kawy w czasie ciąży. Tą prośbą mężczyzna uświadomił swojej żonie, że ich synowie planują dowcip.

- Pewnie. - odpowiedział Ted. - Weźmiemy na wynos.

- I weźcie cioci Lisie też jakąś herbatę. - powiedział synom puszczając żonie i jej nowej znajomej oczko na co obie kobiety po cichu się zaśmiały.

- Najlepiej jaśminową chłopcy. - dorzuciła Lisa. 

- Okej. - powiedzieli i z pieniędzmi od ojca wyszli z sali mamy udając się do szpitalnego baru. Chwilę później Remus wyszedł za nimi, aby pomóc synom zanieść wszystko.

Po powrocie do sali żony Remus z synami rozdał napoje Lisie, Kate i Tonks, dodatkowo chłopcy dodatkowe dwie czekolady dali siostrom ciężarnej nastolatki, która próbując się ponownie kłócić i doprowadzając Nimfadorę do kolejnego skurczu została zgaszona przez Remusa. Dodatkowo najstarszy Lupin zastrzegł małolatę, aby dała sobie spokój z dalszym rządzeniem się w sali, ponieważ nie jest w niej sama co chwilowo uspokoiło dziewczynę.

- Dobrze dzieciaki, chodźcie. Ciocia Ginny pewnie już czeka na Was. - powiedział po kolejnej godzinie Remus. - Obiad nawet u niej zjecie. Ja muszę iść do babci, więc Wami się zajmie ciocia i może jeszcze wujek jak wróci z pracy.

- Jeszcze chwilkę. Prosimy. - powiedziała natychmiast Kathrine.

- Nie dzisiaj słońce. Mama musi odpocząć. Chodźcie już. pożegnajcie mamę.

- Pa mamusiu. - powiedziała smutna dziewczynka.

- Pa słońce. Nie smuć się. Jeszcze się zobaczymy. - pocieszyła córkę, specjalnie nie mówiąc jej kiedy nastąpi spotkanie.

- Pa mamo. - pożegnali kobietę jej synowie.

- Pa chłopcy. Słuchajcie taty i cioci dobrze? - poprosiła.

- Jasne mamo. - odpowiedział za siebie i brata Colin.

Chwilę później Remus wraz z dziećmi udał się do Doliny Godryka, aby pod opieką najstarszej pani Potter zostawić swoje pociechy na czas konfrontacji z teściową. Po chwili uprzejmej rozmowy z Ginny teleportował się do domu pani Tonks.

- Remus? Co ty tu robisz? - zapytała starsza kobieta widząc zięcia. - Stało się coś?

- Możemy wejść? Wolę porozmawiać o tym bardziej na spokojnie. - odpowiedział mężczyzna.

- Wejdź. - wpuściła go do domu i poprowadziła do kuchni.

- Usiądź, dobrze? - poprosił.

- Ale co się dzieje? - zapytała spełniając prośbę zięcia.

- Dora jest w szpitalu. Jej ciąża jest zagrożona, ale na ten moment wszystko jest w porządku na tyle na ile się da nad tym zapanować. - oznajmił.

- Ale jak to się stało? Mówiła mi w liście, że wszystko jest dobrze... - powiedziała zaniepokojona kobieta.

- Pamiętasz Logana Walkera? - odpowiedział pytaniem.

- Pamiętam. Ciężko go zapomnieć. Zniszczył mojej córce życie. - odpowiedziała zbita z tropu. - Ale co on ma wspólnego z jej ciążą?

- Wyszedł z Azkabanu. Włamał się do nas niedawno w nocy. Przez to Dora tam trafiła. Nie chciała Cię martwić, a dodatkowo miałem trochę urwania głowy w związku z opieką nad dziećmi i załatwieniem wolnego w pracy, że nie miałem czasu Cię powiadomić. - przyznał mężczyzna. - Przepraszam Dromedo. Nie chciałem nic ukrywać.

- Rozumiem. Ale mogliście wysłać chociaż list. Jak ona się czuje? Co z dziećmi? - powiedziała płacząc.

- Na chwilę obecną wszystko z nimi dobrze. Są w szpitalu Świętego Munga. Zabiorę Cię do nich, ale teraz się uspokój dobrze? - poprosił nie chcąc doprowadzić teściowej do zawału.

- Jestem spokojna. Co z Tedem, Colem i Katie? - zapytała zmartwiona.

- Z nimi wszystko w porządku. Ginny teraz się nimi zajmuje chwilowo. - uspokoił trochę kobietę.

- Zabierz mnie do Dory proszę. - poprosiła ze łzami w oczach.

- Jasne. Chodźmy jak chcesz. - zgodził się.

Po kilkunastu minutach, w czasie których Andromeda ogarnęła się na szybko do wyjścia, Remus z teściową pojawił się w szpitalu. Zaprowadził kobietę dobrze znaną sobie trasą do sali swojej żony.

- Dorka jak Ty się czujesz? - powiedziała zmartwiona kobieta.

- Spokojnie mamo. Nic mi nie jest. Remus miałeś mamę zabrać, ale do nas. A nie ciągnąć ją po szpitalach. - zwróciła się do matki a następnie do męża.

- I bądź tu człowieku dobry, czy cierpliwy. - mruknął cicho co jednak jego żona usłyszała i posłała mu rozdrażnione spojrzenie. - Mama chciała Cię zobaczyć to co miałem zrobić? Nie zamknę jej nigdzie,  jest dorosła.

- Mamo wróć z Remusem do nas do domu dobrze? Pomożesz mu z dziećmi. - podała zmyślony powód. W rzeczywistości kobieta martwiła się o swoja matkę i nie chciała jej zostawiać samej.

- Oczywiście. - odpowiedziała jej matka nie doszukując się kłamstwa córki.

Godzinę później Andromeda wraz z Remusem teleportowała się. Mężczyzna jednak nie zrobił tego do domu swojego i Tonks, gdzie udała się kobiet,  jednak zamiast tego udał się do Potter'ów, aby odebrać swoje dzieci.

- Zostaniemy jeszcze chwilę tatusiu? - poprosiła Kathrine, która chciała pobawić się dłużej z Lily,  która była jej rówieśniczką.

- Nie dzisiaj słońce. Babcia na Was czeka w domu. - powiedział jej.

- Babcia Dromeda? - zapytał zachwycony Colin, który uwielbiał ciastka wypiekane przez Andromedę.

- Tak. Dlatego chyba lepiej,  żeby długo babcia nie czekała, prawda? - odpowiedział synowi.

Zaraz po tym dzieciaki zebrały się w dziesięć minut jednocześnie pobijając swój rekord,  który wcześniej wynosił piętnaście minut. Niedługo późnej cała trójka wraz z ojcem wróciła do domu, w którym od progu powitała ich starsza czarownica.

- Idziesz jutro do Dory? - zapytała cicho zięcia kobieta,  gdy jej wnuki poszły umyć ręce, a ona pod pretekstem pomocy poprosiła Remusa do kuchni,  gdzie szykowali kolację.

- Tak. Ale dopiero po południu myślałem. Rano ma mieć dodatkowe badania,  a poza tym chciałem jeszcze dzieciaki podpytać o imiona dla małej, bo z Dorą nie mamy pomysłów za bardzo. - odpowiedział.

- To znacie już płeć? - zapytała ciekawa.

- Chłopiec i dziewczynka. - odpowiedział. - Dla małego zdecydowaliśmy póki co Jackob,  a na drugie Lucas. Tylko dla dziewczynki nie wiemy.

- To wasza decyzja,  ale mi ostatnio spodobało się Suzanne. - zasugerowała.

- Weźmiemy pod uwagę na pewno. - odpowiedział uśmiechając się do teściowej lekko.

Po  kolacji i kolejnej bajce tym razem przeczytanej przez babcię, dzieci zasnęły. Remus nie chcąc, aby teściowa męczyła się na kanapie, uszykował jej czystą pościel w swojej i Tonks sypialni.

Kolejnego dnia z rana podpytał dzieci o imiona, które się im podobają dla dziewczynek. Ze wszystkich wymienionych spodobało mu się najbardziej Rose, Melania  oraz Aurelia. Kiedy powiedział o rozmowie z teściową i dziećmi żonie ta uznała,  że najbardziej podoba jej się imię Suzanne. Z kolei jako drugie imię swojej córeczki wybrali wspólnie Melania. Wyglądało na to,  że wszystko zaczęło się układać...



Hejka, miałam go dodać trochę wcześniej, ale nie dałam rady. Ostatnio sporo mam zmartwień i problemów, więc nie mam za bardzo czasu i siły na pisanie.

Mam nadzieję, że rozdział przypadł komukolwiek do gustu. Wiem, że miałam go napisać inaczej i miała być kłótnia, ale uznałam, że nie będę wprowadzać tylu emocji jednocześnie. Spokojnie, kłótnia będzie, ale trochę później.

Miłego wieczoru/dnia, dużo zdrowia i pozdrawiam ciepło ❤