Po obiedzie Remus wybrał się ponownie do żony. Przez pierwsze pół godziny rozmawiał z żoną i jej nową koleżanką ignorując razem z nimi upierdliwą nastolatkę i jej matkę. Następnie Nimfadora ubłagała go, aby pochodził z nią po oddziale. Kobieta co prawda miała, odpoczywać jednak uzdrowiciel zgodził się, aby raz na jakiś czas pochodziła po oddziale, jednak miała zastrzeżone, aby nie chodzić zbyt długo, ani za szybko.
- Dalej uważam, że nie powinnaś wstawać. - upierał się pan Lupin, gdy chodził z żoną z jednego końca korytarza na drugi.
- Przecież już Ci mówiłam Remusie, że dobrze się czuję. Zresztą uzdrowiciel mi pozwolił.
- A jak coś się Wam stanie przez to? - martwił się cały czas.
- Nic się nie stanie. Poza tym mamy Ciebie, a z tobą nic nam nie grozi. - odpowiedziała.
- Wracajmy już na salę. - odpowiedział.
- Jeszcze tylko raz przejdziemy, proszę. - powiedziała, patrząc w oczy męża.
- Niech ci będzie. - zrezygnował.
- Syriusz? - zapytała kobieta, widząc wujka na drugim końcu korytarza. - Co on tu robi?
- Nie mam pojęcia... Chodźmy w jego stronę. - odpowiedział.
Kiedy znaleźli się niedaleko sali Nimfadory, Black podszedł trochę szybciej. Nie był jednak sam. Dopiero w tamtym momencie małżeństwo zobaczyło, że jest wraz z nim młoda około 25-letnia kobieta. Miała długie kręcone do połowy pleców brązowe włosy, zielone oczy, zgrabny nos i malinowe usta podkreślone balsamem. Była szczupła i dość wysoka, jednak i tak Syriusz przewyższał ją prawie o głowę.
- Hej Tonks, jak się czujesz? - zapytał, przytulając krótko kobietę.
- Dobrze, ale może wyjaśniłbyś nam, kto to jest? - odpowiedziała ciekawa kobieta.
- No, jakby to wyjaśnić, to jest Emma. Jesteśmy razem od prawie dwóch miesięcy. - wyjaśnił zmieszany Syriusz.
- Czekaj stary, bo czegoś nie rozumiem. Masz dziewczynę. Od dwóch miesięcy. I my nic o tym nie wiemy? - wtrącił zdziwiony Remus.
- Jakoś wyszło. Ale mieliście swoje sprawy i nie chciałem Wam jeszcze dokładać nowinek. - bronił się Black.
- Przecież to, że mamy swoje żucie to normalne, każdy ma. Ale mogłeś, chociaż coś wspomnieć, a nie ciągać ją po szpitalach. - zaczęła się trochę denerwować Nimfadora.
- Doro spokojnie. Chodźcie do sali. - powiedział Remus, widząc, że jego żona jest zła na Łapę.
- Syriusz, może wyjaśnicie sobie na spokojnie, ja pójdę do domu i... - zaczęła brunetka.
- Nie, spokojnie. - przerwała jej Tonks. - Chodź z nami. To nie twoja wina, że ten kretyn nic nam nie mówił.
- Ej tylko nie kretyn. - próbował się bronić czarnowłosy.
- Zamknij się lepiej. - odpowiedziała mu Tonks. - I mi nie przerywaj. - dodała. - Jestem Nimfadora Lupin, ale mów mi Tonks. To mój mąż i przyjaciel mojego imbecylicznego wujka, Remus.
- Emma Clarke. Mówcie mi Em, Emma, czy jak tam wolicie. - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem. - Tak właściwie to jak Syriusz jest Twoim wujkiem? - zapytała ciekawa.
- Wąchacz to kuzyn mojej matki. Od dziecka nigdy nie mówiłam do niego wujek, bo on tego miana nie znosił, więc mówię do niego po imieniu, albo pseudonimami.
- A jakie ma? - zapytała ponownie. - Nigdy nie chciał mi mówić oprócz Łapy.
- Zależy, kogo spytasz, ale najbardziej mówimy na niego: Syri czego on nie znosi, Łapa, Wąchacz, Burek, Łapcia, a dzieciaki jak są małe, to mówią do niego Łapi, albo Lapi zależy, jak dobrze umieją już mówić. - odpowiedziała rozbawiona.
- O proszę, to chyba wykorzystam coś z tego. - odpowiedziała ze śmiechem.
- Ani mi się waż. Po co jej mówiłaś? - odpowiedział Syriusz wiedząc, że jego dziewczyna nie da mu spokoju.
- Syriusz siadaj i się zamknij. - odpowiedział mu Remus rozbawiony reakcją przyjaciela.
- Właściwie miałabym prośbę do Ciebie Syriusz. Wiesz, że z Remusem planujemy przeprowadzkę i szukamy domu, prawda?. - odezwała się poważniej pani Lupin.
- Wiem, wspominałaś w liście coś tam. - odpowiedział. - Ale teraz jak jesteś w szpitalu to chyba nie jest dobry pomysł?
- Chcemy się przeprowadzić zanim Ted będzie w Hogwarcie, poza tym jak urodzę to nie zmieścimy się w siódemkę w naszym domu, dlatego chciałam cię prosić o pomoc. - odpowiedziała Tonks.
- Ale niby co ja mam pomóc? - zapytał trochę głupio.
- Remus szuka domu, ma na ku trzy obecnie. Chciałam, żebyś z nim pochodził i poszukał jakiegoś. Emma, wiem, że nie powinnam, ale pomogłabyś im? Tak jak ufam Remusowi tak z Syriuszem jest gorzej, bo jemu może coś odwalić. Przypilnowałabyś Łapę? - zwróciła się do młodej kobiety.
- Pewnie. Nie ma problemu. Pomogę im. Przy okazji mogę pomóc z wystrojem domu jakbyś chciała. Myślę, że Remusowi będzie łatwiej, wszystko bym z Wami ustalała. - zaproponowała Clarke.
- Byłoby super. Dziękuje. - oznajmiła wdzięcznie Nimfadora. - Miałam już prosić moją mamę, ale wiem, że mimo wszystko mama i Remus ciężko się mogliby dogadywać.
- Ja nic nie mam do twojej matki. To ona ciągle coś wymyśla. - bronił się Remus, po czym dodał - Jutro o szesnastej jestem umówiony na obejrzenie pierwszego domu, o osiemnastej drugiego, a o 20 trzeciego. Z dziećmi zostanie Dromeda, w sensie matka Tonks. Dacie radę być?
- Pewnie. Pracuję do czternastej, więc jak najbardziej mi pasuje. - odpowiedziała Emma.
- Ja i tak nie mam wyjścia. Wiesz Luniek, że jakbym protestował to Tonks mnie powiesi.
- Już nie rób z siebie takiej ofiary. - odpowiedziała rozbawiona zachowaniem swojego chłopaka Emma.
- Że niby ja... - zaczął, ale urwał, gdy Tonks syknęła z bólu. - Tonks co się dzieje?
- Doro? - powiedział zmartwiony stanem żony Remus.
- Nic, w porządku. Kopią strasznie po prostu. Wcześniej dało się znieść, ale teraz boli bardziej. - wyjaśniła kobieta.
- Jesteś pewna? Może pójdę po uzdrowiciela? - zapytał zmartwiony Remus.
- Na pewno. Nie w każdej ciąży ból jest słabszy Remus. Tym bardziej, że to ciąża bliźniacza. - uspokoiła wszystkich pani Lupin.
- Niech ci będzie. Ale jakby coś to powiedz okej? - odpowiedział jej mąż.
- Jasne. Powiem w razie czegoś. - obiecała.
- Chodź Emi. Tonks niech odpocznie. - uznał po chwili Syriusz.
- Nie błagam. Ja już mam dosyć tu siedzenia. Remus powiedz mu coś. - zaprzeczyła natychmiast pani Lupin.
- Powinnaś odpocząć, ale nie mówię, że mają iść. Decyzja należy do Ciebie kochanie. - wymigał się Lupin.
- Zostaniemy chwilę, ale później faktycznie pójdziemy. - zdecydowała za siebie i Syriusza, Clarke. - powinnaś odpocząć mimo wszystko.
- Niech będzie. - zgodziła się niechętnie pani Lupin.
Ta chwila zmieniła się w prawie cztery godziny. Kiedy Syriusz z Emmą zbierali się do wyjścia Remus również pożegnał żonę, ponieważ planował wrócić trochę wcześniej do domu i pomóc teściowej z dziećmi, aby ta nie przemęczała się za bardzo opieką nad jego i Nimfadory dziećmi. Wiedział, że chłopcy i Kathrine potrafią wykończyć nawet jeśli się z nimi nie biega.
Gdy wszedł do domu i przywitał się z dziećmi poczuł, że pieką się ciastka jego teściowej.
- Tatusiu, a my mamy dla Ciebie niespodziankę. - powiedziała zachwycona Kate.
- Tak? A jaką? - zapytał ciekawy z uśmiechem.
- Babcia i Colin upiekli ciasteczka, a ja i Ted pomagaliśmy przy kolacji. - odpowiedziała dumna pięciolatka.
- Cieszę się skarbie. - odpowiedział. - Zaraz przyjdę do was tylko się przebiorę, dobrze?
- Yhym. - odparła i pobiegła w głąb salonu.
- Dzieci, a pamiętacie naszą umowę? - zapytała Andromeda wnuczęta.
- Tak. Mamy ładnie zjeść kolację i dostaniemy ciastka jak wystygnął. - odpowiedziało rodzeństwo.
- I prawidłowo. Idźcie się bawić.
Gdy pobiegli do zabawy Remus odezwał się do teściowej.
- Mam nadzieję, że nie dali Ci mocno w kość? Porozmawiam z nimi w razie czego.
- Nie. Nie przejmuj się. Byli grzeczni jak aniołki. - odpowiedziała starsza kobieta.
- Chyba aniołki z rogami. - stwierdził rozbawiony. - Wiem jak potrafią zajść za skórę. Jeśli chcesz odpocząć to powiedz. Wróciłem to się nimi zajmę.
- Nie. Ty się musisz skupić na Dorze. Poza tym mówiliście, że się przeprowadzacie. - uznała kobieta.
- Planujemy. Póki co jutro idę obejrzeć trzy domy, może uda mi się któryś kupić. - odparł.
- W takim razie zostanę z dziećmi. - powiedziała.
- Nie musisz. Możesz iść do Dory. Ginny przyjdzie z James'em, Albus'em i Lily. - zaprzeczył i wytłumaczył Lupin. - Dzieciaki chciały się pobawić, a Gin nie ma za dużo pracy, więc zaproponowała, że się nimi zajmie. Zresztą nie powinnaś tyle robić. Potrzebujesz spokoju i odpoczynku.
- Chcę wam tylko pomóc. - odpowiedziała.
- Wiem. I już pomagasz dużo. Ale powinnaś odpocząć. - powiedział.
- Nie chcę odpoczywać od niczego. - zaprzeczyła kobieta.
- Możemy pójść na kompromis i pomożesz Ginny się trochę nimi zająć, ale nie będziesz się przemęczać. Ginny mi doniesie wszystko, a jak nie ona to dzieciaki przekonam. - zaproponował Remus swojej teściowej.
- Niech będzie. - zgodziła się.
Po szybkim prysznicu i kolacji Andromeda ponownie położyła swoje wnuki spać uprzednio czytając im bajkę z "Baśni tysiąca i jednej nocy" pt. "Opowiadanie o lisie, wilku i człowieku". Kiedy sama zasnęła w sypialni córki i zięcia było już po północy.
Remus natomiast wciąż nie spał zastanawiając się co mógłby zrobić jeszcze dla swojej żony i dzieci. Wciąż nie dawała mu spokoju pewna myśl. Nie był pewien, czy zapewniał wystarczające bezpieczeństwo swojej rodzinie. W tych rozmyślaniach nie zauważył, że Kathrine jednak nie śpi i podeszła do kanapy na której miał zamiar spędzić kolejną noc z rzędu.
- Tatusiu. - odezwała się dziewczynka szeptem szturchając ojca w ramię.
- Co się dzieje? Czemu nie śpisz? - zapytał zmartwiony.
- Bo jak bawiliśmy się z babcią to ona powiedziała, że jest i będzie z nami wszędzie jeśli tylko będziemy w to wierzyć. No i ja cały czas nie wiem co to znaczy. - powiedziała.
- Babcia Wam coś takiego mówiła? - zapytał zdziwiony. Znał swoją teściową i wiedział, że ona raczej nigdy nie mówi w zagadkowy sposób i woli mówić wprost.
- Yhym. Co to znaczy? - zapytała dziewczynka. - Czy babcia umiera?
- Nie kochanie. Nie denerwuj się niczym. - odpowiedział Remus. - Wiesz, starsi ludzie tacy jak babcia mają to do siebie, że często mówią coś czego nie rozumiesz będąc mała. Ale jak będziesz starsza to zrozumiesz więcej niż może się wydawać. A teraz chodź już spać. - powiedział wstając, aby zaprowadzić córkę do jej łóżka.
- A nie mogę spać z tobą tutaj? - dociekała.
- Nie kochanie. Masz swoje łóżeczko, poza tym nie mieścimy się tu oboje. A zresztą nie wyśpisz się tu wiesz? - odpowiedział jej ojciec.
- No dobrze. - odpowiedziała i pozwoliła ojcu odprowadzić się do pokoju. - A opowiesz mi krótką bajkę? Proszę tatusiu. - zaczęła prosić, gdy leżała już w swoim łóżku.
- Nie teraz skarbie. Jeszcze obudzimy chłopców. - odpowiedział zmęczony. - Mogę zamiast tego zrobić Ci ciepłe kakao, okej?
- Dobrze, ale zrobisz mi z piankami? - zapytała robiąc do ojca "słodkie oczka".
- Niech Ci będzie. - odpowiedział zrezygnowany w duchu przeklinając fakt iż jego córka odziedziczyła naturalne oczy jego żony.
Po zrobieniu kakao i daniu go córce Remus poczekał aż dziewczynka wypije i zaśnie. Kiedy już spała udał się na kanapę, gdzie tym razem zasnął dość szybko, bo gdy zasypiał zegar wybijał pierwszą trzydzieści w nocy...
Rano po śniadaniu i wszystkich innych codziennych czynnościach, Remus zajął się swoimi dziećmi. Gdy dwadzieścia minut przed szesnastą przyszła Ginny z dziećmi po pożegnaniu i poproszeniu Ginny, aby przypilnowała Andromedę, żeby odpoczęła, teleportował się pod dom Syriusza. Następnie razem z Blackiem i jego dziewczyną teleportował się pod pierwszy adres. Kiedy obejrzeli dwa pierwsze domy nie byli zbytnio nimi zachwyceni. W trzecim jednak dostali miłego zaskoczenia, ponieważ wyglądał przepięknie. Był biały, z czerwonym dachem i miał piętro/poddasze. Przed budynkiem przywitało ich miłe małżeństwo, a następnie oprowadzili ich o całym domu i ogrodzie, w którym znajdowała się śliczna altanka. Dom na parterze posiadał wejście do piwnicy, ogromny salon z aneksem kuchennym i wyspą, sypialnię małżeńską z wielkim łóżkiem, łazienką, w której była zarówno kabina prysznicowa jak i wanna, i garderobą, łazienka z prysznicem, biblioteczkę, oraz niezagospodarowany pokoik, w którym znajdowały się materace oraz regał z różnymi mugolskimi sprzętami do gier. Na piętrze natomiast było dziesięć pokoi i łazienka na samym końcu korytarza. Po zwiedzaniu znaleźli się z powrotem przy Grimmauld Place 12, Black zaproponował przyjacielowi, aby wszedł na chwilę i obgadał z nim i Emmą jaką podjąć decyzję.
- Myślę, że ten trzeci jest idealny. - wyraził swoją opinię czarnowłosy.
- Też tak myślę, do tego jest nie taki drogi. - przyznał Remus. - Ale wolałbym szczerze mówiąc, żeby Dora mogła tam być z nami. Bez niej nie chcę podejmować tej decyzji. - dodał.
- Jeny Luniek, a Ty znowu to samo... Dorośnij stary, ona nie jest Twoją matką ani nic, żebyś musiał wszystko z nią ustalać... - stwierdził Syriusz.
- Syriusz zamknij się. Tonks jest jego żoną, więc też powinna brać udział w takich sprawach jak kuno nowego domu. - skarciła mężczyznę Clarke.
- Dobra no. Idziesz teraz do domu, czy do Tonks?
- Na chwilę do Dory, powiem jej co i jak, a potem wracam do domu, bo Ginny jest sama z Andromedą i dzieciakami. - odpowiedział pan Lupin.
- Jak wolisz. - skwitował Syriusz.
Po jeszcze kilkunastu minutach wizyty Remus udał się do swojej żony i streścił jej wszystko, pomijając oczywiście teksty Syriusza z Grimmauld Place. Nimfadora mimo wszystko zgodziła się z mężem co do wyboru ich wspólnego, nowego domu. Będąc już w domu przywitał się z teściową i dziećmi oraz podziękował w krótkiej rozmowie Ginny za pomoc. Późno w nocy, po uśpieniu dzieci, udał się pod prysznic, przebrał w piżamę, na którą złożyły się dresy i T-shirt, a następnie poszedł spać.
Okej, w końcu poznaliście Emmę oraz mniej więcej możecie wyobrazić sobie nowy dom Remusa i Dory. Nie jestem zbyt dobra w opisach, ale myślę, że lepiej gdybyście sami mogli wyobrazić sobie ich nowy dom. Osobiście nie znoszę wklejać gotowych zdjęć zamiast opisu, ale mam nadzieję, że oddałam opis ich domu z mojej wyobraźni, choć w malutkim kawałku...
Następny rozdział w wigilię lub dzień wcześniej. Szykujcie się na kolejny bonus, tym razem z okazji mikołajek :)
Swoją drogą to kto jak ja nie potrafi uwierzyć, że już mamy grudzień? Jeszcze niedawno był marzec...
Ale już bez mojego przedłużania, bo się zanudzicie hahah