O siódmej rano Remus wstał i mając nadzieję, że jego dzieci wstaną za co najmniej godzinę udał się pod prysznic. Śpiesząc się nie zabrał nic poza ręcznikiem, więc po prysznicu ubrał jedynie czyste bokserki, które miał w łazience i wyszedł z mokrymi włosami z łazienki chcąc zabrać szybko koszulkę i spodnie. Nie wiedział jednak, ze jego najstarszy syn już nie śpi i czeka na niego w sypialni chcąc, aby ojciec zrobił mu śniadanie.
- Yyy coś się stało Ted? - zapytał lekko zmieszany mężczyzna.
- Jestem głodny, a Kate i Col jeszcze śpią. Zrobisz mi coś do jedzenia?
- Poczekaj w kuchni okej? I obudź wcześniej rodzeństwo. Idziemy po śniadaniu do mamy na chwilę i później zabiorę Was do cioci Ginny tym razem. Muszę później iść do babci Dromedy.
- A nie możesz nas zostawić u mamy? - zapytał chłopiec z nadzieją.
- Mama musi odpoczywać. Ciocia Ginny się Wami zajmie, a ja muszę powiadomić o wszystkim babcię Dromedę Ted. Obiecuję, że następnym razem cały dzień spędzimy u mamy okej?
- No dobra. - powiedział chłopiec i wyszedł z pomieszczenia.
Gdy chłopiec wyszedł mężczyzna odetchnął. Następnie się ubrał i udał się do kuchni, gdzie jak się okazało jego dzieci czekały w piżamach na śniadanie.
- A nie zapomnieliście się ubrać? - zapytał lekko rozbawiony.
- Nie wiem w co. - odpowiedziała mu córka. - Mama zawsze mi wieczorem ubranka szykuje na rano.
- Było mówić Kate. Wiesz, że nie jestem mamą. Nie wiem co ona robi jak mnie nie ma, albo nawet jak jestem. Ja wam zawsze czytałem bajki i usypiałem, lub wstawałem. Czasem szykowałem jedzenie. Wszystko inne to mama. - odpowiedział jej ojciec.
- Zapomniałam. Przepraszam.
- Nie przepraszaj. Nie masz za co. Równie dobrze sam mogłem Was podpytać. - uznał Remus, a następnie dodał. - A ty Col, czemu nie ubrany?
- Nie chciało mi się ubierać. Głodny jestem.
- Wiesz, że mama nie pozwala jeść w piżamach. Idź się ubierz. Zrobię śniadanie i zaraz pójdę też znaleźć coś Kate. - zadecydował.
- Tatusiu, ale nie ma mamy. Możemy dzisiaj zrobić sobie luźniejszy dzień i ubrać się po śniadanku? Jestem bardzo głodna.
- Tak, prosimy... - dodał Col.
- Pod warunkiem, że ani słowa nie piśniecie mamie. - zgodził się.
- Obiecujemy. - powiedziała pięciolatka.
- Dobra siadajcie. Co chcecie jeść?
- Naleśniki! - wykrzyknęła uradowana dziewczynka.
- Niech będzie. - odpowiedział ze śmiechem Lupin, a zaraz op tym zabrał się za szykowanie śniadania sobie i dzieciom.
Po zjedzeniu Remus pomógł córce wybrać ubrania oraz je założyć, a następnie oczekując aż jego synowie się uszykują poszedł do sypialni spakować żonie ubrania. Z braku jakiegokolwiek zajęcia Kathrine podążyła za nim.
- Co robisz tato? - zapytała ciekawa.
- Mama prosiła mnie, żebym przywiózł jej trochę ubrań i książek. - oznajmił.
- Mogę Ci pomóc pakować? - zapytała dziewczynka.
- Pewnie. Pójdź do biblioteczki, cały trzeci regał po lewo od wejścia to kryminały, mama je bardzo lubi to wybierz jej kilka może? Ja w tym czasie spakuję jej ubrania. - zaproponował.
- Okej, ale ja nie umiem za bardzo czytać. Co jak mamie się nie spodobają? - zaniepokoiła się.
- Jestem pewien, że się spodobają. Mama uwielbia wszystkie książki tej autorki, a akurat cały ten regał jest w jej książkach. A książki możesz wybrać patrząc na okładki. Weź ich tyle ile dasz radę unieść, okej? - pocieszył córkę.
- No dobrze. - odparła i udała się do wcześniej wspomnianego pomieszczenia.
Po około godzinie wszyscy byli gotowi, więc Remus z dziećmi udał się ponownie w odwiedziny do Nimfadory.
- Hej. Dajecie sobie radę? - zapytała po ich wejściu pani Lupin.
- Pewnie. Jak się czujesz mamo? - odpowiedział za wszystkich Teddy.
- W porządku. - odpowiedziała kobieta.
- Widzę, że ktoś tu chyba jeszcze jet z Tobą. - stwierdził jej mąż.
- Tak. W nocy przywieźli jakąś kobietę w pierwszym trymestrze. A dzisiaj przed śniadaniem dorzucili nam upierdliwą nastolatkę. - odpowiedziała.
- A gdzie one są? - zapytał ciekawy.
- Lisa na badaniach, a ta smarkula nie mam pojęcia. Dla mnie lepiej jak ona i jej matka tu nie wrócą.
- A coś się stało? Nie denerwuj się tak.
- Lisa i ja potrzebujemy spokoju, jak otworzymy sobie okno uchylnie to zaraz nam zamyka ta baba, bo cytując "jej córeczka się przeziębi". Słowo daję, jeszcze trochę a ja jej coś zrobię Remus. - powiedziała poddenerwowana.
- Spokojnie. Nie możesz się denerwować.
- Jak mam być spokojna do cholery? - odpowiedziała zła kobieta.
- Mamo nie denerwuj się na tatę. - powiedziała Kate. - Może tata porozmawia z tymi paniami i one przestaną?
- Skarbie już próbowałyśmy. To nic nie da.
- Spokojnie Doro. W razie potrzeby porozmawiam z uzdrowicielem, żeby ją przenieśli.
- Myślałam o tym, ale z tego co wiem to rzadko przystają na coś takiego.
W tym momencie do sali wróciła Lisa. Kobieta była blondwłosą, niebieskooką i dość szczupłą kobietą. Była niewiele wyższa od Tonks. Remus jednak nie zwrócił na nią większej uwagi witając się z nią jedynie z grzeczności co w duchu bardzo spodobało się Dorze, która mimo, że wiedziała o lojalności i wierności męża miała szanse przekonać się, że nie zwróciłby on uwagi na kilka lat młodszą od niej kobietę.
- Ta wariatka dalej tu jest? -zagadała kobieta do Tonks.
-Niestety. Teraz przynajmniej wyszła gdzieś. - odpowiedziała Lisie.
- Niech nie wraca, spokój będzie. - odpowiedziała Lisa, po czym zwróciła się do Remusa. - Rozumiem, że pan jest mężem Tonks?
- Tak. Remus Lupin. - przedstawił się.
- Melisa Wood. Ale można mówić mi Lisa.
Nie mieli szans na dalszą i spokojną rozmowę, ponieważ wróciła ostatnia pacjentka wraz z matką.
- Kto tu wpuścił jakieś bachory? To szpital, jak tak można!
- Sama jesteś bachor. Mój brat, ja i moja siostra nimi nie jesteśmy! - odpyskował jej Theodor.
- Ted. - upomniał go ojciec.
- Ma racje. Nie wiem co ty chcesz od niego. - odpowiedziała jego żona.
- Przecież nie mogą tak pyskować innym. Najlepiej nie reagować na takich ludzi.
- Ale nie Ty Remusie z nimi wytrzymujesz. Ja już mam dość! - odpowiedziała mu żona po czym złapała się za brzuch czując niezbyt przyjemny, ale lekki ból.
- Doro? - zapytał zaniepokojony.
- Mamo co się dzieje? Powiedz coś mamo! - zaczął panikować Colin.
- Już okej. Zdenerwowałam się za mocno.
- Nie możesz się w ogóle denerwować. - powiedział zmartwiony Remus.
- Wiem. Już w porządku. - odpowiedziała mu żona.
W tym momencie do sali wszedł ojciec nastolatki wraz z jej dwiema siostrami. Jej matka po chwili wyszła z sali, aby udać się do domu i odpocząć, z kolei jej ojciec miał zostać i się nią zająć.
- Tato zamknął byś okno? Zimno mi, będę chora. - zaczęła dziewczyna myśląc, że ojciec podobnie jak matka będzie jej usługiwał.
- Nie licz na to. Zachciało i się bawić w matkę, jakby mało było problemów. - odpowiedział.
- Poza tym tu jest gorąco. - uznała jej najmłodsza siostra.
- Cicho bądź smarkulo.
- Jak ty się wyrażasz? - bronił najmłodszej córeczki jej ojciec.
- Normalnie. - burknęła nastolatka.
Ted w tym czasie postanowił zaryzykować i szturchnął brata pokazując mu "na migi" co chce zrobić. Colin zrozumiał i z ochotą pokiwał głową.
- Col spróbujesz szerzej te okno otworzyć? Chociaż tak może mama będzie miała tu więcej świeżego powietrza. - poprosił brata.
- Jasne. - odpowiedział młodszy z braci i spełnił prośbę brata. - Katie chcesz może czekoladę?
- Yhym. Ale nie chcę stąd iść. Chcę zostać przy mamie. - odpowiedziała nieświadoma planowanego przez braci dowcipu dziewczynka.
- Żadnej czekolady! - oburzyła się nastolatka. - Od słodkiego zapachu mam mdłości.
- A co nas to? Nie jesteś naszą mamą, ani tym bardziej tatą. Nie rozkażesz nam. - odpowiedział Theodor.
- Teddy bądź milszy. - powiedział Remus domyślając się co planują chłopcy.
- Oj dobra. Dasz nam tato na czekoladę?
- Przyniesiecie też mamie herbatę i mi kawę? - poprosił wiedząc, że przy mdłościach najgorszy jest zapach kawy w czasie ciąży. Tą prośbą mężczyzna uświadomił swojej żonie, że ich synowie planują dowcip.
- Pewnie. - odpowiedział Ted. - Weźmiemy na wynos.
- I weźcie cioci Lisie też jakąś herbatę. - powiedział synom puszczając żonie i jej nowej znajomej oczko na co obie kobiety po cichu się zaśmiały.
- Najlepiej jaśminową chłopcy. - dorzuciła Lisa.
- Okej. - powiedzieli i z pieniędzmi od ojca wyszli z sali mamy udając się do szpitalnego baru. Chwilę później Remus wyszedł za nimi, aby pomóc synom zanieść wszystko.
Po powrocie do sali żony Remus z synami rozdał napoje Lisie, Kate i Tonks, dodatkowo chłopcy dodatkowe dwie czekolady dali siostrom ciężarnej nastolatki, która próbując się ponownie kłócić i doprowadzając Nimfadorę do kolejnego skurczu została zgaszona przez Remusa. Dodatkowo najstarszy Lupin zastrzegł małolatę, aby dała sobie spokój z dalszym rządzeniem się w sali, ponieważ nie jest w niej sama co chwilowo uspokoiło dziewczynę.
- Dobrze dzieciaki, chodźcie. Ciocia Ginny pewnie już czeka na Was. - powiedział po kolejnej godzinie Remus. - Obiad nawet u niej zjecie. Ja muszę iść do babci, więc Wami się zajmie ciocia i może jeszcze wujek jak wróci z pracy.
- Jeszcze chwilkę. Prosimy. - powiedziała natychmiast Kathrine.
- Nie dzisiaj słońce. Mama musi odpocząć. Chodźcie już. pożegnajcie mamę.
- Pa mamusiu. - powiedziała smutna dziewczynka.
- Pa słońce. Nie smuć się. Jeszcze się zobaczymy. - pocieszyła córkę, specjalnie nie mówiąc jej kiedy nastąpi spotkanie.
- Pa mamo. - pożegnali kobietę jej synowie.
- Pa chłopcy. Słuchajcie taty i cioci dobrze? - poprosiła.
- Jasne mamo. - odpowiedział za siebie i brata Colin.
Chwilę później Remus wraz z dziećmi udał się do Doliny Godryka, aby pod opieką najstarszej pani Potter zostawić swoje pociechy na czas konfrontacji z teściową. Po chwili uprzejmej rozmowy z Ginny teleportował się do domu pani Tonks.
- Remus? Co ty tu robisz? - zapytała starsza kobieta widząc zięcia. - Stało się coś?
- Możemy wejść? Wolę porozmawiać o tym bardziej na spokojnie. - odpowiedział mężczyzna.
- Wejdź. - wpuściła go do domu i poprowadziła do kuchni.
- Usiądź, dobrze? - poprosił.
- Ale co się dzieje? - zapytała spełniając prośbę zięcia.
- Dora jest w szpitalu. Jej ciąża jest zagrożona, ale na ten moment wszystko jest w porządku na tyle na ile się da nad tym zapanować. - oznajmił.
- Ale jak to się stało? Mówiła mi w liście, że wszystko jest dobrze... - powiedziała zaniepokojona kobieta.
- Pamiętasz Logana Walkera? - odpowiedział pytaniem.
- Pamiętam. Ciężko go zapomnieć. Zniszczył mojej córce życie. - odpowiedziała zbita z tropu. - Ale co on ma wspólnego z jej ciążą?
- Wyszedł z Azkabanu. Włamał się do nas niedawno w nocy. Przez to Dora tam trafiła. Nie chciała Cię martwić, a dodatkowo miałem trochę urwania głowy w związku z opieką nad dziećmi i załatwieniem wolnego w pracy, że nie miałem czasu Cię powiadomić. - przyznał mężczyzna. - Przepraszam Dromedo. Nie chciałem nic ukrywać.
- Rozumiem. Ale mogliście wysłać chociaż list. Jak ona się czuje? Co z dziećmi? - powiedziała płacząc.
- Na chwilę obecną wszystko z nimi dobrze. Są w szpitalu Świętego Munga. Zabiorę Cię do nich, ale teraz się uspokój dobrze? - poprosił nie chcąc doprowadzić teściowej do zawału.
- Jestem spokojna. Co z Tedem, Colem i Katie? - zapytała zmartwiona.
- Z nimi wszystko w porządku. Ginny teraz się nimi zajmuje chwilowo. - uspokoił trochę kobietę.
- Zabierz mnie do Dory proszę. - poprosiła ze łzami w oczach.
- Jasne. Chodźmy jak chcesz. - zgodził się.
Po kilkunastu minutach, w czasie których Andromeda ogarnęła się na szybko do wyjścia, Remus z teściową pojawił się w szpitalu. Zaprowadził kobietę dobrze znaną sobie trasą do sali swojej żony.
- Dorka jak Ty się czujesz? - powiedziała zmartwiona kobieta.
- Spokojnie mamo. Nic mi nie jest. Remus miałeś mamę zabrać, ale do nas. A nie ciągnąć ją po szpitalach. - zwróciła się do matki a następnie do męża.
- I bądź tu człowieku dobry, czy cierpliwy. - mruknął cicho co jednak jego żona usłyszała i posłała mu rozdrażnione spojrzenie. - Mama chciała Cię zobaczyć to co miałem zrobić? Nie zamknę jej nigdzie, jest dorosła.
- Mamo wróć z Remusem do nas do domu dobrze? Pomożesz mu z dziećmi. - podała zmyślony powód. W rzeczywistości kobieta martwiła się o swoja matkę i nie chciała jej zostawiać samej.
- Oczywiście. - odpowiedziała jej matka nie doszukując się kłamstwa córki.
Godzinę później Andromeda wraz z Remusem teleportowała się. Mężczyzna jednak nie zrobił tego do domu swojego i Tonks, gdzie udała się kobiet, jednak zamiast tego udał się do Potter'ów, aby odebrać swoje dzieci.
- Zostaniemy jeszcze chwilę tatusiu? - poprosiła Kathrine, która chciała pobawić się dłużej z Lily, która była jej rówieśniczką.
- Nie dzisiaj słońce. Babcia na Was czeka w domu. - powiedział jej.
- Babcia Dromeda? - zapytał zachwycony Colin, który uwielbiał ciastka wypiekane przez Andromedę.
- Tak. Dlatego chyba lepiej, żeby długo babcia nie czekała, prawda? - odpowiedział synowi.
Zaraz po tym dzieciaki zebrały się w dziesięć minut jednocześnie pobijając swój rekord, który wcześniej wynosił piętnaście minut. Niedługo późnej cała trójka wraz z ojcem wróciła do domu, w którym od progu powitała ich starsza czarownica.
- Idziesz jutro do Dory? - zapytała cicho zięcia kobieta, gdy jej wnuki poszły umyć ręce, a ona pod pretekstem pomocy poprosiła Remusa do kuchni, gdzie szykowali kolację.
- Tak. Ale dopiero po południu myślałem. Rano ma mieć dodatkowe badania, a poza tym chciałem jeszcze dzieciaki podpytać o imiona dla małej, bo z Dorą nie mamy pomysłów za bardzo. - odpowiedział.
- To znacie już płeć? - zapytała ciekawa.
- Chłopiec i dziewczynka. - odpowiedział. - Dla małego zdecydowaliśmy póki co Jackob, a na drugie Lucas. Tylko dla dziewczynki nie wiemy.
- To wasza decyzja, ale mi ostatnio spodobało się Suzanne. - zasugerowała.
- Weźmiemy pod uwagę na pewno. - odpowiedział uśmiechając się do teściowej lekko.
Po kolacji i kolejnej bajce tym razem przeczytanej przez babcię, dzieci zasnęły. Remus nie chcąc, aby teściowa męczyła się na kanapie, uszykował jej czystą pościel w swojej i Tonks sypialni.
Kolejnego dnia z rana podpytał dzieci o imiona, które się im podobają dla dziewczynek. Ze wszystkich wymienionych spodobało mu się najbardziej Rose, Melania oraz Aurelia. Kiedy powiedział o rozmowie z teściową i dziećmi żonie ta uznała, że najbardziej podoba jej się imię Suzanne. Z kolei jako drugie imię swojej córeczki wybrali wspólnie Melania. Wyglądało na to, że wszystko zaczęło się układać...
Hejka, miałam go dodać trochę wcześniej, ale nie dałam rady. Ostatnio sporo mam zmartwień i problemów, więc nie mam za bardzo czasu i siły na pisanie.
Mam nadzieję, że rozdział przypadł komukolwiek do gustu. Wiem, że miałam go napisać inaczej i miała być kłótnia, ale uznałam, że nie będę wprowadzać tylu emocji jednocześnie. Spokojnie, kłótnia będzie, ale trochę później.
Miłego wieczoru/dnia, dużo zdrowia i pozdrawiam ciepło ❤
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz