sobota, 31 października 2020

BONUS

20 luty 1996 rok

Dochodziła druga w nocy. Wszyscy członkowie Zakonu Feniksa czekali już tylko na ich przywódcę i zastępcę dyrektora Hogwartu Albus'a Dumbledore'a. Mowa tu oczywiście o Alastor'ze "Szalonookim" Moody'm. Na Grimmauld Place 12 w ciągu ostatniego roku było często głośno. Syriuszowi,  który zmuszony był się ukrywać w tym miejscu nie przeszkadzało żadne towarzystwo. W końcu gdyby nie spotkania Zakonu w jego domu oraz wizyty przyjaciela,  a czasem nawet córki jego kuzynki już dawno by oszalał z samotności. Kilka minut po drugiej w nocy w końcu przyszedł Moody.

- Szalonooki nie można było zebrania zrobić o normalnej godzinie? - zapytała jako pierwsza Tonks. - Niektórzy jutro pracują i przez Ciebie będą wyglądać jak zombie.

- Tobie to nie grozi,  bo możesz to zakamuflować. - odparł jej niezbyt miło były auror. - A w ciągu dnia możemy być śledzeni. 

- Dobra skończcie już. - powiedział śpiący Syriusz. - Odbębnijmy spotkanie i idę spać.

- Kingsley masz ten raport? - powiedział Moody kierując swoje magiczne oko na aurora i ignorując ogólne narzekania.

- Tak,  mam. - powiedział mężczyzna.

Po zdaniu wszystkich raportów i ogólnym ustaleniu ważnych informacji Moody poprosił o zostanie tym razem tylko trójkę członków Zakonu. Konkretnie byli to Remus Lupin, Syriusz Black i Nimfadora Tonks.

- Co się stało? - zapytał pierwszy Remus.

- Nie uwierzę,  że masz zadanie dla nas, bo mi nikt nie daje wyjść z tego więzienia. - dodał Black.

- Chciałbym najpierw pogadać z wami dwoma dlatego idź na górę Tonks. Zawołam Cię za niedługo.

- To mnie obudź,  bo pójdę się przespać chociaż kilka minut. - odpowiedziała młoda metamorfomag.

- Dobra, idź. - odesłał ją Alastor.

Gdy kobieta zamknęła drzwi od sypialni na pierwszym piętrze Moody zaczął rozmowę.

- Musimy pogadać o Tonks. Dlatego ją odesłałem. Martwię się o nią. - oznajmił bez przysłowiowego owijania w bawełnę.

- A co z nią? - zapytał Syriusz.

- Ona nie jest sobą zauważyliście?

- Fakt, ostatnio mam wrażenie,  że dziwnie się zachowuję. - przyznał Remus.

- Dziwnie to znaczy? - zainteresowali się pozostali mężczyźni.

- Jak z nią rozmawiałem to czasem gdy na chwilę traciła kontrolę nad swoją metamorfomagią od razu prawie przestawała się śmiać, czy cokolwiek. Jakby bała się, że ktoś coś odkryje. Nie wiem jak mam wam to wyjaśnić,  ale jestem pewny, że ona się czegoś może obawiać. Pamiętasz Alastor jak raz nie przyszła na wezwanie na spotkanie Zakonu co Kingsley powiedział, że nie było jej tego dnia w biurze, bo miała wolne? - wyjaśnił Lupin.

- Pamiętam i co?

- Poszedłem do niej tak jak prosiłeś. Jak mi otworzyła drzwi to widziałem w jej oczach strach, który szybko ukryła, a na twarzy miała ślady łez jakby płakała. Wmawiała mi, że wszystko w porządku, ale, że nie powinienem tam przychodzić. Myślę, że coś się może u niej dziać, ale ona się boi o tym komukolwiek powiedzieć.

- Słuchajcie Tonks ma tego całego narzeczonego co nagle z choinki się urwał prawda? - powiedział Syriusz. - Może on coś by wiedział?

- Albo to on jej coś robi i ją zastrasza. - dodał Szalonooki. - Musimy to sprawdzić.

- Ale jak? Ona nam nic nie powie. A nie możemy naciskać, bo inaczej zamknie się w sobie i niczego się już nie dowiemy.

- Może ja bym z nią pogadał o tym facecie? Pod pretekstem poznania go w jakiś sposób, bo powiem, że jako jej wujek chcę się o nią troszczyć, czy coś.

- Nawet nie głupi pomysł. Jak się czegoś dowiesz to powiedz nam później.

- Jasne. Pogadaj z nią też. - powiedział Łapa i poszedł do swojego pokoju na drugim piętrze. 

Lupin udał się po nim do jednego z wolnych pokoi,  które zajmował, aby spróbować się jeszcze przespać. W momencie,  gdy mężczyźni wyszli z kuchni Moody wyszedł z nimi,  aby obudzić Tonks. Po krótkiej rozmowie z kobietą poszedł do siebie, z kolei zmęczona metamorfomag poszła z powrotem się położyć i złapać jeszcze z godzinę snu.

Kolejnego dnia po pracy Tonks wiedząc, że jej narzeczony ma od rana całodobowy dyżur w Szpitalu Świętego Munga i nie będzie go w domu postanowiła skorzystać i zanocować u swojego wujka przy okazji dotrzymując mu jakiegoś towarzystwa.
Kiedy zjawiła się na Grimmauld Place 12 od razu powitał ją rozradowany Syriusz.

- Nimfadorka? - powiedział specjalnie Łapa wiedząc, że kobieta nie znosi swojego imienia.

- NIE MÓW. DO MNIE. NIMFADORKA,  ANI ŻADNYM INNYM ZDROBNIENIEM CZY MOIM PEŁNYM IMINIEM SYRIUSZU! - zawołała oburzona aurorka.

- Dobra no. Chciałem tylko,  żebyś mi opowiedziała o tym swoim Romeo, który ma być twoim mężem.

- Co chcesz wiedzieć o Loganie?

- Okej imię już nam to więc tak: nazwisko, status majątkowy,  bo musze wiedzieć, czy nie ma długów, wszystko  jego rodzince i...

- Syriusz przystopuj. Logan ma na nazwisko Walker. Jest uzdrowicielem, ale ma wiele znajomości w ministerstwie. Ma tylko rodziców. A więcej nie musisz wiedzieć, a poza tym nie chcę o tym rozmawiać.

- Dlaczego?

- Bo nie. Proszę odpuść.

- Powiedz mi jeszcze tylko czy jesteś z nim szczęśliwa? - Przez dłuższą chwilę kobieta myślała. Nie chciała nikomu mówić o piekle jakie przeżywa, ale jednocześnie chciała, aby ktoś jej pomógł. Już dawno nie kochała swojego narzeczonego. Właściwie nigdy nie darzyła go uczuciem,  bo to właśnie on ją wykorzystywał i to on się zakochał bardziej. A przynajmniej na początku takie miała wrażenie. Teraz już doskonale wiedziała, że mężczyzną którego kocha jest przyjaciel jej wujka - Remus. Jednak nie chciała nikomu o tym powiedzieć ze strachu o rodziców. Wiele razy już, gdy próbowała się opierać lub bronić przed Walker'em ten groził jej, że zrobi coś jej ojcu i matce. Dlatego właśnie już nie reagowała. Czekała aż skończy, po czym nocami płakała bezgłośnie. Postanowiła, że mimo wszystko nie powie o niczym. Jednak jej milczenie wystarczyło Syriuszowi, aby włączył mu się tryb troski i chęci ratunku. - Tonks? Co się dzieje? Ten mężczyzna coś Ci zrobił? Powiedz mi. Pomogę Ci.

- Wszystko w porządku. - skłamała. - Pójdę zrobić herbatę. Też chcesz? - zmieniła temat.

- Na pewno dobrze?

- Tak.

- Niech Ci będzie. Zrobisz mi dwie herbaty? Luniek ma przyjść niedługo.

- Jasne.

Później już nigdy nie wrócili do tematu Logana. Nawet po przyjściu Lunatyka. Kobieta jednak nie wiedziała, że jej wujek wraz z Szalonookim i Lupinem planują pomóc jej bez jej wiedzy. Jednocześnie nie miała pojęcia,  że uratuję ją to kiedykolwiek od tego piekła.

17 kwietnia 1996 rok

Dzisiaj odbywała się rozprawa przeciwko Loganowi. Nimfadora obecnie mieszkała w domu Black'ów razem ze swoim wujkiem i jego przyjacielem Remusem. Była wdzięczna obu mężczyznom za wsparcie jakie jej okazali. 

Dwie godziny przed planowaną rozprawą Tonks wraz z Remusem była już w Ministerstwie Magii. Po obowiązkowym potwierdzeniu tożsamości udali się na salę,  gdzie czekali godzinę na rozpoczęcie rozprawy. Jako oskarżyciel Tonks siedziała blisko Amelii Bones, która prowadziła sprawę. Właśnie dlatego pani Bones wyraziła zgodę na udział Remusa w rozprawie. Był tam w roli wsparcia Tonks, jednak w papiery Amelia wpisała swojego kolegę ze szkoły jako świadka koronnego*. Dzięki temu mogli uniknąć problemów z niezbyt lubianym wówczas Ministrem Magii.

- Rozprawa z dnia siedemnastego kwietnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego szóstego roku. Godzina czternasta trzydzieści. - zaczęła Bones. - Otwieram rozprawę ostateczną przeciwko Loganowi Walkerowi. Stawił się oskarżony Logan Walker doprowadzony z aresztu śledczego. Oskarżyciele: Nimfadora Tonks, ofiara i auror śledczy,  Amelia Bones, szefowa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów oraz Alastor Moody, emerytowany auror. Stawił się także świadek Remus John Lupin,  były profesor Obrony Przed Czarną Magią w Hogwarcie. Zarzuty?

- Oskarżony znęcał się fizycznie i psychicznie nad swoją ofiarą i jednocześnie byłą już narzeczoną Nimfadorą Tonks. - zarzucił sprawnie Moody.

- Czy przyznaje się Pan do zarzucanych czynów panie Walker? - zapytała opanowana kobieta.

- Nie. Ona sama chciała. - odpowiedział pewny siebie.

Przez kolejne dwadzieścia minut przesłuchania Loganowi zadawano kolejne pytania. Nie przyznawał się do żadnego z zarzucanych mu czynów,  więc Tonks zaczęła bać się,  czy aby na pewno jest bezpieczna. W końcu Amelia zwróciła się do niej z pytaniem.

- Pani Tonks, czy mogłaby pani opowiedzieć co ten mężczyzna pani zrobił? - zapytała. - Jak wyglądała Wasza relacja?

- No więc... Poznaliśmy się trzy lata temu. Byłam wtedy w środku kursów aurorskich. Na początku było w porządku. Ale niedługo po tym jak zamieszkaliśmy razem... - zaczęła łamiącym się głosem. - Zmienił się. Zaczął od częstego krzyczenia na mnie o byle co. Ciągle coś mu nie pasowało. W końcu miałam dość i chciałam odejść, ale on zagroził mi, że jeżeli to zrobię to zrobi coś moim rodzicom. Nie chciałam ich narażać. Dlatego z nim zostałam. Jakiś czas później mnie wykorzystał. Zaczął robić to często, a pomiędzy tym często też mnie bił. - powiedziała kobieta patrząc w dal ze łzami w oczach.

- W jaki sposób Panią wykorzystywał? - zapytała w miarę delikatnie.

- Nie chcę o tym mówić, proszę. - powiedziała zapłakana już kobieta.

- Czy zgwałcił kiedykolwiek panią? - zapytała Madame Bones.

Nimfadora nie będąc w stanie odpowiedzieć pokiwała jedynie przecząco głową.

- Niech pani opowie w takim razie w jaki sposób to robił. Nie musi pani podawać szczegółów.

- Obmacywał mnie... Zmuszał, żebym mu sprawiała przyjemności... Ale raz spróbował mimo wszystko mnie.. zgwałcić. - dokończyła ledwo przez zaciśnięte gardło. - Nie udało mu się to, bo Moody i Remus mi pomogli. Przyszli wtedy do mnie do domu. Uratowali mnie... - wyjaśniła płacząc.

Po złożeniu zeznań i naradzie Wizengamotu nastąpiło ogłoszenie wyroku skazującego. Logan Walker został skazany na 15 lat więzienia Azkabanu.

Roztrzęsiona opuściła salę rozpraw u boku Remusa. Mężczyzna cały czas wspierał ją. Za nimi z sali wyprowadzany przez trzech aurorów był Walker.

- Zniszczę cię suko! Zobaczysz jesz... - zaczął się odgrażać skazany przed chwilą wyrywając się współpracownikom Tonks. Ci jednak nie pozwolili mu zbliżyć się do koleżanki. Mężczyzna ucichł pod wpływem zaklęcia partnera zawodowego Tonks - Sturgis'a Podmore'a - zanim dokończył zdanie.

- Spokojnie. Już po wszystkim. Jesteś bezpieczna Doro. - powiedział ciepłym głosem Remus przytulając kobietę. - Chodź. Wracamy do domu. Łapa pewnie chce już wiedzieć wszystko.

- Remusie nie mów mu o niczym. Nikt nie może się dowiedzieć. Proszę. - powiedziała załamana kobieta.

- Dobrze, jak wolisz. Chodźmy.

- Poczekajmy jeszcze na Moody'ego. On też nie może nikomu powiedzieć tego co usłyszał. - powiedziała.

- Jak wolisz.

Po obietnicy złożonej przez Alastor'a udali się do Atrium Ministerstwa skąd planowo mieli udać się do Kwatery Głównej Zakonu Feniksa. Jednak kobieta nie miała siły się tłumaczyć,  ani rozmawiać ze swoim wujkiem dlatego poprosiła.

- Remusie zabierz mnie gdzieś indziej. - poprosiła.

- Ale gdzie? Mięliśmy wracać do domu Wąchacza.

- Nie mam siły, żeby jeszcze z nim rozmawiać. A do domu nie chcę wracać. Boję się tych wspomnień...

- Dobrze. W takim razie zaufaj mi i chodź ze mną. - odpowiedział delikatnie.

Złapał kobietę i teleportował się z nią na trzy.

Wylądowali przed dość starym,  ale jednak zadbanym budynkiem w mugolskiej dzielnicy Harold Wood. Z zewnątrz nie różnił się niczym szczególnym. Był to parterowy dom, w którym znajdował się salon,  sypialnia, dwa dodatkowe pokoje, kuchnia i dwie łazienki, jedna w sypialni, druga przy salonie. Tonks rozejrzała się lekko zdziwiona z ciekawością.

- Gdzie jesteśmy? - zapytała.

- To dom moich rodziców. Wychowywałem się tu przez kilka lat. Po ich śmierci otrzymałem go w spadku. Możesz tu pomieszkać ile potrzebujesz. - odpowiedział.

- Ale Remusie ja nie mogę... - zaczęła, ale on nie dał jej skończyć.

- Daj spokój. Potrzebujesz teraz spokoju. U swoich rodziców matka Ci nie da, bo będzie się martwić, w poprzednim domu masz złe wspomnienia, a Syriusz nie da ci spokoju na Grimmauld Place. Zostaniesz u mnie. Ja i tak rzadko tu bywam. Możesz spać w sypialni. Tam jest najwygodniej. - powiedział Lupin.

- Nie mogę. To twój dom,  twoja sypialnia.

- Jakoś się dogadamy na pewno. Teraz idź odpocząć w sypialni. Później dogadamy wszystko. - zmienił taktykę Remus.

Kobieta była zmęczona, więc już bez większych kłótni udała się do wskazanego pomieszczenia, jednak po chwili cofnęła się do kuchni, gdzie mężczyzna szykował im coś do jedzenia.

- Remusie tylko nie pomyślałam i nie mam ubrań, ani kosmetyków. Mógłbyś pójść o nie ze mną? - zapytała zestresowana.

- Ubrania na dzisiaj mogę Ci dać jakieś swoje. Ostatecznie transmutujemy na trochę mniejsze, a co do kosmetyków to możesz użyć moich. Rano po śniadaniu pójdę z Tobą do Ciebie i weźmiesz swoje rzeczy. - odpowiedział wycierając ręce. - Może być?

- Jasne. Dziękuję i przepraszam za kłopot. 

- Żaden kłopot Doro. Chodź, dam ci coś.

Godzinę później przebrana w transmutowane na mniejsze dresy Remusa i jego bluzę kobieta kładła się spać, gdy do sypialni zapukał wcześniej wymieniony mężczyzna.

- Proszę. - powiedziała po czym on wszedł do środka. - Nie musisz pukać. Jesteś u siebie.

- Masz prawo do prywatności, a ja to szanuję. Chciałem zapytać, czy nie jesteś głodna?

- Nie, dziękuję.

- Na pewno? Od rana nie jadłaś. Może coś zjesz?

- Nie chcę. Dziękuję, ale wolę po prostu o wszystkim zapomnieć.

- Okej. Jakbyś potrzebowała porozmawiać, albo cokolwiek to przyjdź do mnie. Będę w salonie.

- Jasne. Dziękuję.

- Nie masz za co. Śpij spokojnie.

Następnego dnia Tonks zabrała z pomocą Remusa wszystkie swoje rzeczy. Wyprowadziła się z tego domu i zamieszkała z Remusem już na lata. Wszystko zaczęło się im układać. Oczywiście oprócz miłości,  ale i to w końcu się ułożyło.


19 czerwca 2006 rok**
Remus siedział w salonie obserwując swoją żonę i córeczkę, które siedziały na kocu, na którym Nimfadora czesała dziewczynkę w dwa kitki. Przez te lata wiele się pozmieniało. Ożenił się z Tonks, pod koniec wojny urodził mu się najstarszy syn, a rok później drugi, z kolei niecałe dwa lata temu urodziła się jego pierwsza córka. Wiedział, że już oszalał na jej punkcie głównie przez to,  że dziewczynka odziedziczyła naturalne oczy swojej mamy, czyli niebieskie. Od tego czasu wiedział,  że jest na straconej pozycji, ponieważ jego żona i córka dadzą radę przekonać go do wszystkiego. Ale nie żałował. Kochał je tak samo jak swoich synów. Po jakimś czasie Nimfadora dostała wezwanie do biura aurorów, gdzie wznowiła pracę pół roku wcześniej. Remus jak zawsze został z dziećmi, w czasie gdy jego żona udała się do pracy na wezwanie. Do wieczora zaopiekował się dziećmi, a gdy udało mu się ich uśpić usiadł w salonie,  gdzie cierpliwie czkał na żonę.



*świadek koronny - w Polskim prawie to najważniejszy świadek, który ma prawo do zmiany tożsamości i otrzymuje ochronę policyjną, nie mam pojęcia czy ktoś taki był w świecie Harry'ego Potter'a, ale załóżmy  że jeśli nie to wymyśliłam to na potrzeby opowiadania
**tę datę podsunęła mi nieświadomie młodsza siostra, która urodziła się akurat w tym terminie haha


Taki krótki bonus na Halloween haha Rozdział postaram się dodać jutro lub w poniedziałek. Najpóźniej we wtorek. 

Dajcie znać, czy chcielibyście czasem takie "bonusy" zamiast rozdziału, a jeśli tak to o czym mogłyby być.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz