sobota, 16 maja 2020

Bajki

"Pewnego razu było sobie trzech braci, którzy o brzasku podróżowali odludną, krętą drogą... W końcu bracia dotarli do rzeki, zbyt głębokiej, by przejść ją w bród, zbyt niebezpiecznej, by ją przepłynąć. Niemniej jednak, bracia owi obeznani byli ze sztuką magii, więc prostym ruchem swych różdżek wyczarowali most nad zdradliwymi wodami. Byli już w połowie mostu, gdy drogę zagrodziła im zakapturzona postać. I przemówiła do nich Śmierć... Była zła, że trzej przybysze pokrzyżowali jej plany - podróżnicy przeważnie tonęli w odmętach rzeki. Lecz Śmierć była przebiegła. Udała, że gratuluje trzem braciom ich magicznych umiejętności i obiecała nagrodę za spryt, dzięki któremu udało im się jej uniknąć.
Zatem najstarszy brat, waleczny mężczyzna, poprosił o różdżkę, potężniejszą niż jakakolwiek inna: różdżkę, która zwycięży w każdym pojedynku: różdżkę wartą czarodzieja,który ujarzmił samą Śmierć! Podeszła więc Śmierć do krzewu bzu rosnącego na brzegu rzeki, uformowała różdżkę z jego gałęzi i podarowała ją najstarszemu z braci.
Wtedy średni brat, człowiek bardzo arogancki, postanowił dodatkowo upokorzyć Śmierć, więc poprosił o moc wskrzeszania ludzi. Zatem Śmierć podniosła kamień i wręczyła średniemu bratu mówiąc, że kamień ten może każdego przywrócić do życia.
I wtedy zapytała Śmierć najmłodszego z braci, czego sobie życzy. Najmłodszy brat był najskromniejszy, ale tez i najmądrzejszy z nich trzech. Nie ufał Śmierci. Poprosił ją zatem o coś, co pomogłoby mu bezpiecznie opuścić to miejsce, nie będąc przez nią prześladowanym. I Śmierć, choć bardzo niechętnie, narzuciła na niego swoją własną Pelerynę Niewidkę. 
I wtedy Śmierć ustąpiła z drogi pozwalając trzem braciom kontynuować ich wędrówkę a oni wciąż wspominali swoją niezwykłą przygodę i podziwiali dary Śmierci.
W odpowiednim czasie bracia rozstali się, każdy podążył za swoim przeznaczeniem.
Pierwszy brat wędrował jeszcze przez tydzień, aż dotarł do odległej wioski, gdzie rozglądał się za partnerem do pojedynku. Bez wątpienia, jako posiadacz 'Elder Wand', nie mógł przegrać w żadnej potyczce. Pozostawiwszy swojego martwego przeciwnika na ziemi, najstarszy brat udał się do gospody, gdzie głośno chwalił się potężną różdżką, którą zabrał samej Śmierci; różdżką, która uczyniła go niepokonanym.Jeszcze tej samej nocy, inny czarodziej podkradł się do najstarszego brata, kiedy ten, zamroczony winem, leżał w łóżku. Złodziej zabrał różdżkę i, na wszelki wypadek, podciął najstarszemu bratu gardło.
I w ten sposób Śmierć zyskała dla siebie najstarszego brata.
W międzyczasie, drugi z braci wyruszył w drogę powrotną do domu, gdzie wiódł samotne życie. Tutaj właśnie wyjął swój kamień, obdarzony mocą wskrzeszania zmarłych i trzykrotnie obrócił w swych dłoniach. Ku jego zdziwieniu i zachwytowi, postać kobiety, która umarła przedwcześnie, a którą miał nadzieję poślubić, pojawiła się przed nim. Jednak była ona smutna i zimna, a oddzielała ją od niego zasłona. Chociaż została przywrócona światu żywych, tak naprawdę do niego nie należała, cierpiała. Ostatecznie, doprowadzony do szaleństwa beznadziejną tęsknotą, średni brat odebrał sobie życie, aby prawdziwie zjednoczyć się z ukochaną.
I w ten sposób Śmierć zyskała dla siebie drugiego brata.
Lecz chociaż Śmierć poszukiwała trzeciego brata przez wiele lat, nigdy nie udało jej się trafić na jego ślad. Dopiero gdy najmłodszy brat osiągnął podeszły wiek, zdjął z siebie Pelerynę Niewidkę i podarował swojemu synowi. I wtedy powitał Śmierć jak starą przyjaciółkę, poszedł z nią chętnie, i ramię w ramię opuścili to życie."
- Koniec. Jutro poczytam wam kolejną historię. Teraz czas spać. - powiedziała kobieta do trójki swoich dzieci.
- Mamo, ale ja nie chcę jeszcze spać, chce poczekać na tatę. - odezwał się najstarszy, dziesięcioletni syn Aurorki.
- Tata będzie późno, zresztą muszę z nim poważnie porozmawiać, a Wy idźcie spać, jutro tata powinien mieć wolne, ja też będę miała więc zrobimy sobie rodzinny dzień a później wszyscy zrobimy wieczór gier planszowych z przekąskami. Waszymi ulubionymi. Może być? - zaproponowała kobieta dzieciom.
- Dobrze. Dobranoc mamusiu. - odezwała się najmłodsza dziewczynka.
- Dobranoc dzieci. - ucałowała każde po kolei, zgasiła światło, wyszła z pokoju i poszła do salonu czekać na męża.
W końcu musiała mu powiedzieć, że przydałoby się większe mieszkanie, nie dość że oni to jeszcze czwórka dzieci...
Zaraz jaka czwórka? A nie trójka?
Jeśli liczyć te z którym Nimfadora jest w ciąży to będzie ich czwórka. Ale może i piątka?
Czekała na męża dość długo, bo prawie cztery godziny. Zaczynała się bać, więc miała już zamiar wysłać sowę do swojego wujka, kuzyna swojej Matki - Syriusza Blacka, jednak kiedy już zaczęła szukać pergamin i pióro jej mąż wszedł do domu.
-Matko święta, Remus gdzie Ty byłeś? Martwiłam się o Ciebie. - mówiąc to kobieta objęła męża ramionami za szyję i wtuliła się w niego.
- Przepraszam. Nie chciałem, żebyś się martwiła. Nic mi nie jest, spotkałem po pracy znajomą i jej męża, zagadaliśmy się. - wytłumaczył się żonie mężczyzna.
- Jaką znajomą Remus? - zanim mąż ją objął kobieta odsunęła się od niego gwałtownie.
- No tak, powiedziałem o jej mężu, ale nie słuchasz. Doro doskonale wesz, że jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu i nie ma oraz nigdy nie będzie dla mnie ważniejszej kobiety od Ciebie. Może z wyjątkiem naszej córki. Kocham Cię. - zaczął na spokojnie Remus. - Wychodząc z fili sklepu bliźniaków w Hogsmeade przypadkiem spotkałem znajomą ze szkoły i jej męża. Ann i Jacob Walters chodzili ze mną, Syriuszem,  Jamesem i Peterem do szkoły. Ann była z nami w Gryffindorze, a Jacob był w Hufflepuffie. Ann przyjaźniła się z Lily Potter, ale była dla mnie TYLKO koleżanką. Pytała co u mnie, opowiedziałem jej trochę o Tobie skarbie i o dzieciach. Proponowali mi z jej mężem kremowe piwo w Trzech Miotłach, ale odmówiłem, bo powiedziałem, że czeka na mnie rodzina i rozstaliśmy się teleportowałem się niedaleko domu i wróciłem. Nawet jej nie przytulałem, tylko rozmawialiśmy. - skończył opowiadać Remus. - Wierzysz mi już?
- Tak, wierzę Ci. Przepraszam nie powinnam...
- Miałaś prawo być zła. Ja to rozumiem. W końcu nie było mnie długo w domu i martwiłaś się, ale spokojnie, już jestem. - przerwał żonie Remus. - Chodź kochanie się położyć. Jutro mam wolne to spędzimy cały dzień razem.
- Za chwilę pójdziemy, ale chciałam jeszcze z Tobą porozmawiać. Muszę Ci o czymś powiedzieć. To ważne, ale obiecaj, że nie będziesz się na mnie wściekał, że mówię Ci dopiero teraz. - powiedziała kobieta mężowi.
- Spokojnie Dora. Obiecuję, że ni będę się wściekał, przynajmniej spróbuje. - odpowiedział.
- Bo chodzi o to, że... Dobra lepiej usiądź. - powiedziała kobieta do męża.
- Po co? Po prostu powiedz co chcesz Dora i chodźmy spać. Naprawdę jestem zmęczony.
- Remusie proszę Cię usiądź. Na chwilę chociaż. - nalegała kobieta.
- Dobra no. - powiedział siadając.- O czym chcesz mi powiedzieć?
- Wiem,  że nie rozmawialiśmy o tym wcześniej, ale jestem w ciąży. - powiedziała w miarę ostrożnie kobieta uważnie obserwując męża cały czas bojąc się jego reakcji.
- Jak w ciąży? Jesteś pewna? Byłaś u uzdrowiciela? To już potwierdzone? - zaczął mężczyzna wystraszony. - Dora nie próbuj żartować nawet.
- Ale ja nie żartuję do cholery Remusie. - zdenerwowała się Pani Lupin. - Jestem w ciąży, a jak nie muszę ci chyba tłumaczyć skąd się biorą dzieci. byłam u uzdrowiciela prawie trzy tygodnie temu. Potwierdził to. Teraz to już prawie trzeci miesiąc ciąży.
-Dowiedziałaś się prawie trzy tygodnie temu i nic mi nie mówiłaś?! - zaczął się denerwować gorzej mężczyzna nie wiedząc, że jego najmłodsza i zarazem jedyna córka stoi w drzwiach i obserwuje jego i jego żonę w czasie ich kłótni. - Jak długo miałaś zamiar to ukrywać? Aż sam się domyślę?
- Remus nie krzycz na mnie. Dzieci...
- A jak mam zareagować według Ciebie?! Jak jakaś pieprzona oaza spokoju?!
- Remus...
- Daj mi spokój! Wychodzę, zostań z dzieciakami.

W tym momencie wystraszona,  zapłakana i smutna dziewczynka postanowiła się ujawnić rodzicom i odezwała się do nich.

- Tatusiu gdzie idziesz? Zostań z nami..
- Czemu nie śpisz? - zapytał jej ojciec surowym głosem. - Powinnaś już dawno spać. Wracaj do łóżka.
- Nie chcę. Śniło mi się coś złego i bałam się. Usłyszałam jak krzyczysz na mamusię i przyszłam tu.

Ojciec dziewczynki tylko westchnął zdając sobie sprawę, że cały stres dzisiejszego dnia wyładował na swojej ciężarnej żonie, czego światkiem była jego malutka córeczka. Podszedł do dziecka i przytulił dziewczynkę.

- Przepraszam Katie. Jestem czasem potworem dla was. Przepraszam córeczko. - powiedział tuląc córkę i wycierając twarz z łez.
- Nie mów tak tatusiu. Nie jesteś potworem. Jesteś najukochańszym tatą na świecie. - odpowiedziała dziewczynka.
- Skarbie idź do swojego pokoju dobrze? Zaraz przyjdę, żeby Cię uśpić. Opowiem Ci bajkę.
- Dobrze. Dobranoc.

Gdy dziewczynka wyszła z salonu mężczyzna podszedł do żony i przytulił ją najczulej jak potrafił.

- Przepraszam Cię Doro. Nie powinienem się wściekać na Ciebie, bo ostatnio sam traktuję strasznie was wszystkich. Kocham was. - zaczął tłumaczyć swoje zachowanie. - Jesteście dla mnie wszystkim. Nie wyobrażam sobie życia bez was. Cieszę się, że powiększy się nam rodzina. Po prostu boję się, że to dziecko też odziedziczyć może moją likantropię. Jestem tchórzem, ale nie chcę, żebyście przeze mnie cierpieli.
- Co ja mam według Ciebie teraz zrobić? - odpowiedziała jego żona odsuwając się delikatnie od męża. - Najpierw sie na mnie wydzierasz, później chcesz, żebym Ci wybaczyła? Remus ja nie chcę tak żyć... Za każdym razem zastanawiałam się jak powiedzieć Ci o nim, byłam przekonana, że albo się ucieszysz, albo tak jak z Tedem wystraszysz i uciekniesz, ale nie sądziłam, że będziesz na mnie wrzeszczał... Dobrze wiesz, że ja nie mam wpływu na wszystko. Nawet uzdrowiciel mówił nam, że po tylu latach nawet eliksir antykoncepcyjny może zawieść. Nawet jeżeli zawsze pilnuje się i przyjmuję go za każdym razem. Tak samo jak Ty nie jestem gotowa na kolejne dziecko, ale stało się. Na razie daj mi spokój. Muszę to przemyśleć.
- Dora...
- Nie Remus. Idź do Katie. Obiecałeś jej. Idę wziąć prysznic, muszę to przemyśleć. Ja chyba tak nie dam rady.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Nie wiem. Może zrobimy sobie po prostu przerwę. Wyprowadzę się najwyżej do Syriusza. Albo gdzieś... Nie wiem. Przemyśle to.
- Proszę Cię, nie rob tego. Kocham was. Nie chcę was stracić.
- Chyba już za późno Remusie. Idź do niej.

Powiedziawszy to kobieta udała się do sypialni swojej i swojego męża gdzie w przyłączonej do pomieszczenia łazience weszła od prysznic, aby wszystko przemyśleć. Nie była pewna swojej decyzji i opuszczeniu męża, ale nie chciała, aby jej mąż kolejny raz ją zranił w ten sposób. Doskonale wiedziała, że to nie jest ani pierwszy ani ostatni raz, gdy jej mąż ją zawiódł w ten sposób...
W czasie gdy Nimfadora poszła wziąć kąpiel i przemyśleć co dalej Remus tak jak obiecał poszedł do swojej jedynej córeczki. Jego synowie spali twardym snem i nic nie zapowiadało się, żeby mięli się w najbliższym czasie obudzić. Mała Kathrine leżała płacąc po cichu w poduszkę, gdy usłyszała, że przyszedł jej tata starała się udawać, że wszystko w porządku. Dwa lata wcześniej była świadkiem podobnej kłótni rodziców, z czego tamta kłótnia skończyła się dwumiesięczną wyprowadzką jej ojca, którego mimo wszystko kochała najbardziej na świecie. Jej tata jednak zauważył,  że Katie płakała.

- Co się dzieje słońce, że płaczesz? - zapytał delikatnie córkę.
- Nie płaczę.
- Widzę kochanie, że masz mokre policzki i ślady łez. Dlatego wiem, że płaczesz. Powiedz co się dzieje. Porozmawiamy, opowiem Ci bajkę i lepiej zaśniesz. - drążył.
- No bo kiedyś też tak było. - pękła dziewczynka nie hamując więcej łez. - Pokłóciłeś się z mamusią i nie było Cię dwa miesiące. - dokończyła. Oboje nie wiedzieli, że Nimfadora zrezygnowała z prysznica i słuchała wszystko o czym rozmawiał jej mąż z córką.
- To stare dzieje kochanie. Nie wracaj do tego. Dorośli czasem się kłócą, ale z czasem godzą. Na tym polega między innymi miłość. Na kłótniach, zaufaniu i zgodzie. - wytłumaczył mężczyzna.
- Na kłótniach?
- Tak. Kłótnie pomagają czasami dorosłym nawet jeśli my sami tego nie widzimy. Bo widzisz jeśli nawet kogoś się bardzo kocha jak ja twoją mamę, czy ciebie i twoich braci, czasami trzeba się pokłócić,  żeby dotarło do nas jaki popełniamy błąd. Ja na przykład wiem, że moim dzisiejszym największym błędem było to, że krzyczałem na twoją mamę, chociaż winę najbardziej ponoszę ja. Ale kiedy się z mamą kłóciłem targały mną różne silne emocje, które przysłoniły chwilowo miłość jaką obdarzam mamę. Dlatego na nią pokrzyczałem.
- A mama o tym wie? I jutro nie będzie na ciebie zła ani nie wyrzuci cię z domku?
- Myślę, że mama wie, że bardzo ją kocham tak jak was, ale wiem, że mama jest na mnie zła za to, że zrobiłem jej coś złego. Nawet jeśli jutro będę musiał się wyprowadzić to nie znaczy, że mnie nie zobaczysz. Ale teraz nie zawracaj sobie tym główki skarbie. Ja z mamą musimy sami sobie to wszystko wyjaśnić.
- Dobrze. Kocham was tatusiu. Ciebie, mamusię, Teda i Colina.
- Wiem księżniczko. Ja was też bardzo kocham.
- Opowiedz mi tą bajeczkę.
- A znasz bajkę o pięknej i bestii?
- Nie. A co to za bajka?
- Mugolska,  ale myślę, że Ci się spodoba. Zaczyna się tak:

"Był sobie raz pewien bardzo bogaty kupiec, który miał sześcioro dzieci – trzech synów i trzy córki. Bardzo kochał swoje dzieci. Zapewniał im wszystko co mógł i nie oszczędzał na ich edukacji, zatrudniając dla nich najlepszych nauczycieli. Córki były bardzo ładne, zwłaszcza najmłodsza. Gdy była malutka, wszyscy się nią zachwycali i nazywali Małą Ślicznotką, gdy podrosła mówili do niej po prostu Piękna, co było powodem zazdrości jej sióstr. Ale najmłodsza córka kupca wyróżniała się nie tylko urodą, lecz była także bardzo dobra. Podczas, gdy starsze siostry obnosiły się ze swoim majątkiem, chodziły na przyjęcia, koncerty, kupowały drogie stroje, najmłodsza najchętniej spędzała wolny czas na czytaniu książek. Wszelkich adoratorów starsze córki odsyłały, twierdząc, że za mąż wyjdą jedynie za księcia lub w ostateczności hrabiego, Piękna natomiast dziękowała i mówiła, że jest zbyt młoda na zamążpójście i zostanie jeszcze z ojcem przez kilka lat. - zaczął opowieść Remus nie wiedząc, że jego żona także słucha stojąc w drzwiach.
Niespodziewanie kupiec stracił cały swój majątek. Pozostał mu jedynie mały, wiejski dom. Starsze córki nie chciały się wyprowadzać z miasta i stwierdziły, że wyjdą za mąż za wybranych przez siebie adoratorów. Szybko się jednak okazało, że biedne córki kupca nie były już tak atrakcyjnymi pannami jak wcześniej, i wszyscy kandydaci na męża gdzieś nagle przepadli. Strata fortuny zasmuciła również Piękną, ale ta powiedziała sobie, że łzy nie spowodują, że czas się wróci, lecz musi nauczyć się być szczęśliwą pomimo braku pieniędzy.
- Bo to prawda tatusiu. Pieniążki nie są najważniejsze. Najważniejsza jest rodzina.
- Oczywiście słoneczko. Masz rację. Ale nawet:
Pracowitość i cierpliwość Pięknej dostrzegał tylko ojciec, podziwiał jej pokorę i to jak sobie radzi w nowej, trudnej sytuacji.
Rodzina mieszkała na wsi już prawie rok, gdy kupiec otrzymał list, w którym poinformowano go, że statek przewożący jego towary nie zatonął, lecz dopłynął właśnie szczęśliwie do portu. Wiadomość ucieszyła szczególnie starsze siostry, które dostrzegły szansę powrotu do miasta. Gdy ojciec pakował się, aby wyruszyć do portu i odebrać swój towar, siostry poprosiły go o nowe suknie, kapelusze i naszyjniki.
– A co tobie przywieźć, moja droga? – ojciec zapytał Piękną.
– Jesteś tak dobry, że o mnie pomyślałeś – odrzekła. – Jeśli możesz przywieź mi różę, taką, której nie ma w naszym ogrodzie.
Piękna poprosiła o różę, nie dlatego, że jej bardzo zależało na kwiatku, lecz chciała wybrać coś najmniejszego, aby już nie obciążać więcej ojca zakupami.
Kupiec wyruszył w podróż, ale kiedy dotarł na wybrzeże, okazało się, że są problemy z odebraniem zagubionego towaru. Poszedł nawet do sądu, szukając wsparcia, ale i ten wysiłek poszedł na próżno. Mężczyzna odjechał tak samo biedny jak wcześniej.
Podróż powrotna dłużyła się kupcowi, do tego zaczęło mocno padać i i zerwał się tak silny wiatr, że dwukrotnie zrzucił go z konia. Nadciągała noc. Kupiec wiedział, że musi znaleźć schronienie, aby bezpiecznie przeczekać zawieruchę i rano wyruszyć w dalszą drogę. Wilki wyły w lesie, z którego chciał jeszcze wyjechać, ale w deszczu pomylił drogę i zjechał z głównego traktu. Jakież było jego zaskoczenie, gdy w oddali ujrzał pięknie oświetlony pałac. Ucieszył się i pojechał prosto w jego kierunku.
Kupiec spodziewał się spotkać służbę już u wrót pałacu, ale nikogo nie było. Pomyślał, że to pewnie przez burzę wszyscy schronili się wewnątrz. Zaprowadził więc konia do stajni. Znalazł tam owies i siano, nakarmił zmęczone i głodne zwierzę, przywiązał do żłobu i poszedł w kierunku domu. Drzwi były otwarte i ponownie nikogo nie spotkał. Wszedł do ogromnego salonu, gdzie zastał stół zastawiony pysznym jedzeniem, a ogień w kominku dawał przyjemne ciepło. Kupiec rozgrzał dłonie przy ogniu i przeszedł się po holu i salonie rozglądając za mieszkańcami. Nikogo nadal nie było.
„Mam nadzieję, że gospodarz wybaczy mi moją obecność tutaj. Przypuszczam, że niedługo ktoś się pojawi.” – pomyślał kupiec rozglądając się niecierpliwie.
- Powinien poczekać na gospodarza. Przecież nie można brać czegoś co nie jest nasze bez pytania. - wtrąciła dziewczynka.
- Tak, ale on był bardzo głodny i zmęczony, więc nie zawracał sobie głowy tym co my teraz.
Minuty mijały, a gospodarz wciąż nie nadchodził. Głód stawał się nie do zniesienia. Odczekał jeszcze chwilę, zasiadł do stołu i w kilku kęsach pochłonął kurczaka, wypił kilka szklanek soku i zaspokojony wszedł na górę, pewien, że tam kogoś zastanie. Przeszedł przez kilka, wytwornie wyposażonych apartamentów i dotarł do części sypialnej pałacu. Tam również nie spotkał ani gospodarza, ani nikogo ze służby. Do jednego pokoju były uchylone drzwi, zajrzał do środka. Na środku stało zaścielone, kusząco wyglądające łóżko. Był tak zmęczony, że pomyślał, iż najlepiej zrobi jeśli zamknie drzwi i się położy. Było już po północy, gdy mężczyzna zasnął.
Rankiem następnego dnia, Kupiec otworzył oczy i zobaczył swoje ubranie wyprane, wyprasowane i równo złożone na krześle. Ten pałac z pewnością należy do czarodziejskiej wróżki, pomyślał. Wyjrzał przez okno i zamiast nocnej zawieruchy zobaczył przepiękny ogród skąpany w porannym słońcu. Ubrał się i zszedł na dół. W salonie zastał przygotowanie śniadanie. Uśmiechnął się do siebie i powiedział głośno:
– Dziękuję Dobra Wróżko. Jestem niezmiernie wdzięczny za wszelkie dobro, którego tutaj doświadczyłem.
Posilił się, wypił przygotowaną gorącą czekoladę i udał się w kierunku stajni po swojego konia. Przechodząc wzdłuż rzędów najpiękniejszych róż jakie w życiu widział, przypomniał sobie prośbę Pięknej. Nie namyślając się wiele zerwał jedną z nich. Ledwo to uczynił usłyszał wielki hałas za sobą. Odwrócił się i zobaczył zbliżającą się ogromną bestię, przed którą na pewno nie mógłby już uciec.
– Jesteś bardzo niewdzięczny – odezwał się potwór strasznym głosem. – Ja cię ratuję z nocnej zawieruchy i goszczę w moim pałacu, a ty odpłacasz się kradnąc moje róże, które cenię ponad wszystko! Zasługujesz na śmierć za swój uczynek! Daję ci kwadrans na przygotowanie się.
Kupiec padł na kolana, wzniósł obie dłonie i zawołał:
– O daruj mi Panie, błagam o wybaczenie! Nie chciałem kraść twojej róży, a jedynie spełnić obietnicę daną jednej z moich córek.
– Nie nazywaj mnie Panem, – odparł potwór – ale Bestią. Nie cierpię komplementów. Wolę gdy ludzie nazywają rzeczy po imieniu i nie myśl sobie, że twoje gładkie słówka coś zmienią. Ale mówiłeś, że masz córki – potwór na chwilę zamilknął. – Wybaczę ci, pod warunkiem, że jedna z twoich córek przyjedzie tu i zamieszka ze mną. Jeżeli do trzech miesięcy nie pojawi się, przyjdę po ciebie i nie będzie już odwrotu.
Kupiec nie miał zamiaru poświęcać, żadnej ze swoich córek dla okropnej bestii, ale aby zyskać trochę czasu zgodził się.
Poszedł po swojego konia, osiodłał go i skierował się do lasu. Po kilku godzinach był w domu.
Dzieci wybiegły i otoczyły ojca, ale zamiast radosnego powitania i prezentów, Kupiec szlochając wręczył różę Pięknej.
– Proszę – powiedział do córki. – Weź tę różę i pamiętaj jak jest cenna i ile kosztowała twojego nieszczęsnego ojca.
Potem opowiedział całą przygodę dzieciom. Starsze córki wpadły w lament i całą winę zrzuciły na Piękną, która w spokoju wysłuchała całej historii. Starsze siostry zarzucały jej, że zamiast normalnych prezentów jak suknia czy szal, wymyśliła sobie różę, która przyprawi o śmierć ich biednego ojca, a do tego nawet łzy nie uroni nad losem biednego ojca.
– Po co miałabym płakać – rzekła Piękna. – Co by to zmieniło? Uważam, że byłoby niesprawiedliwe, aby ojciec cierpiał z mojego powodu. Skoro bestia akceptuje jedną z córek, pojadę tam i zostanę na zawsze. Będę bardzo szczęśliwa wiedząc, że poświęcając się uratowałam jego życie.
– Nie siostro – powiedzieli bracia. - Tak być nie powinno. Pojedziemy tam znajdziemy potwora i zabijemy go.
– Nawet nie myślcie o tym – powiedział ojciec. – Bestia ma ogromną moc i z tej potyczki nie wyszlibyście cało. Doceniam twoją wielkoduszną ofertę, – powiedział do Pięknej - ale nie mogę się na nią zgodzić. Ja jestem już stary i niewiele życia przede mną. Mogę tylko żałować, że zostawię was same, moje dzieci.
– Właśnie ojcze, – powiedziała Piękna – nie możesz wrócić do pałacu beze mnie, nie powstrzymasz mnie, gdy będę chciała iść za tobą.
Próżno ojciec próbował odwieźć Piękną od powziętej decyzji, a siostry były tak zachwycone tym, że Piękna odejdzie, że namawiały ojca, aby się zgodził.
Po kilku tygodniach ociec i Piękna pakowali bagaże. Siostry udając, że jest im smutno wąchały cebulę i ze łzami w oczach żegnały siostrę. Bracia natomiast byli prawdziwie zatroskani. Tylko Piękna powstrzymała łzy, aby jeszcze bardziej nie niepokoić najbliższych.
Konie skierowały się bezpośrednio do pałacu i przed wieczorem kupiec i jego córka zobaczyli jego światła. Zwierzęta odprowadzili do stajni, a sami weszli do pięknego holu, a następnie salonu, gdzie zastali bogato zastawiony stół. Kupiec nie miał ochoty na jedzenie, ale Piękna udając wesołość skosztowała potraw i namówiła ojca, aby również się posilił. Po skończonym posiłku usłyszeli hałas. Kupiec wiedział, że to nadchodzi Bestia. Przerażony zasłonił sobą córkę, która cała drżąc ze strachu usiłowała mimo to wyglądać na spokojną.
– Witajcie – odezwał się spokojnie potwór. – Czy przybyłaś tu z własnej woli? – zapytał Pięknej.
– Taaak – odpowiedziała drżącym głosem.
– Jesteś dobrym i honorowym człowiekiem – Bestia skierowała się w stronę kupca. – Jutro wrócisz do domu i nigdy już tu nie wrócisz. Dobranoc Piękna – potwór popatrzył na dziewczynę i wyszedł.
Kupiec objął córkę i cały we łzach zawołał:
– O nie, nie opuszczę cię! Wróć do domu, a ja tu zostanę!
– Nie ojcze – odpowiedziała spokojnie Piękna. – Ty wrócisz jutro do domu, a ja zostanę tu, pod opieką Opatrzności.
- To bardzo smutne. Oni nigdy się już nie zobaczą? Ja nie mogłabym żyć bez ciebie tatusiu. Za bardzo cię kocham. - powiedziała szczerze pięciolatka.
- Ja ciebie też, ale oni:
Udali się na spoczynek. Zarówno ojciec, jak i Piękna myśleli, że nie zmrużą oka przez całą noc, ale zmęczenie spowodowało, że szybko obydwoje usnęli. Rano Piękna pożegnała ojca i uspokoiła go mówiąc, że na pewno będzie jej dobrze w tym pięknym miejscu.
Gdy kupiec odjechał, dziewczyna usiadła w holu, ledwo powstrzymując napływające do oczu łzy, poleciła się Bogu i pomyślała, że zamiast użalać się nad sobą przejdzie się po pałacu. Jakież było jej zaskoczenie, gdy na jednych drzwiach zobaczyła napis „Apartament Pięknej”. Otworzyła je pospiesznie i oszołomiona pięknem i okazałością wnętrza weszła do środka. Jej uwagę przykuła bogata biblioteka, klawesyn i książki do muzyki.
– Cóż – powiedziała do siebie. – Widzę, że zadbano nawet o rozrywkę dla mnie.
Wyjęła z biblioteczki pierwszą książkę i przeczytała powitanie napisane złotymi literami:
„Witaj Piękna, odrzuć lęk,
bądź tu Panią i Królową wnętrz.
Powiedz swoją wolę, wymów swe życzenie,
szybko i posłusznie spełni się pragnienie.”
- Ale to słodkie. - zachwyciła się córka Remusa. Ten kontynuował.
W południe w salonie zastała przygotowany obiad, który zjadła w samotności. Ale wieczorem, gdy zasiadała do kolacji usłyszała znajomy hałas.
– Piękna, czy pozwolisz mi zjeść z tobą kolację?
– Dlaczego pytasz? Jesteś u siebie - odparła drżącym głosem.
– Nie. Ty jesteś tutaj panią i wystarczy jedno twoje słowo, a natychmiast wyjdę. Powiedz proszę, czy uważasz, że jestem bardzo brzydki?
– Tak, to prawda. Nie będę kłamać, ale sądzę, że jesteś za to bardzo dobry.
– Przez moją brzydotę wszystko traci sens. Wiem, że jestem nieszczęsnym, głupim potworem.
– Takie myślenie nie jest oznaką głupoty, bo nigdy głupi nie dostrzeże swojej głupoty.
– Jedz więc Piękna – powiedział potwór. – A ja będę się starał umilać twój czas w tym miejscu. Wszystko tutaj należy do ciebie i byłbym nieszczęśliwy, gdyby czegoś ci brakowało.
– Jesteś bardzo uprzejmy – odpowiedziała dziewczyna. – Bardzo dziękuję za wszystko. Twoja inność jest lepsza od fałszywej urody tego świata.
– Tak, tak. Może i moje serce jest dobre, ale wciąż jestem bestią.
– A ja wolę ciebie takiego jakim jesteś, zamiast fałszywych ludzi o niewdzięcznych sercach.
Piękna zjadła obfitą kolację i niemal pokonała swój strach przed potworem, gdy ten zapytał:
– Piękna, czy zostaniesz moją żoną?
Dziewczyna zamarła nie wiedząc co odpowiedzieć. Bała się rozdrażnić potwora. W końcu odrzekła:
– Nie Bestio.
Biedny potwór westchnął i zawył tak okropnie, że echo odbiło się w całym pałacu. Piękna szybko opanowała swój strach, widząc, jak smutna jest Bestia.
– Dobranoc więc, Piękna – powiedział potwór. Wychodząc oglądał się raz i drugi chcąc jeszcze raz spojrzeć na dziewczynę.
Gdy Piękna została sama, poczuła ogromne współczucie dla biednej Bestii. „Czy to sprawiedliwe, aby tak dobre stworzenie było równocześnie tak brzydkie? – myślała.
Dziewczyna spędziła bardzo przyjemne trzy miesiące w pałacu. Każdego wieczoru Bestia przychodziła złożyć jej wizytę. Podczas kolacji prowadzili długie, interesujące rozmowy, a Piękna nabierała przekonania o dobrym wykształceniu i inteligencji potwora. Widywała go co dzień i tak przyzwyczaiła się do jego wyglądu, że już wcale nie zwracała na niego uwagi. Gdy dzień jej się dłużył zerkała na zegarek, wyczekując godziny dziewiątej i wizyty Bestii.
Jedna tylko rzecz ją niepokoiła. Każdego wieczoru, przed pójściem spać potwór pytał ją czy wyjdzie za niego za mąż. Pewnego dnia odpowiedziała:
– Bestio, stawiasz mnie w trudnej sytuacji. Chciałabym ci obiecać, że kiedyś wyję za ciebie za mąż, ale jestem szczera i nie wiem, czy się to kiedykolwiek zdarzy. Szanuję cię jako przyjaciela, czy to ci wystarczy?
– Musi – odparła Bestia. – Niestety. Znam swoje przekleństwo, ale kocham cię całym sercem i postaram się cieszyć samą twoją obecnością. Obiecaj, że nigdy mnie nie opuścisz.
Na te słowa Piękna zawstydziła się, gdyż bardzo się martwiła o swojego starego ojca i chciała go zobaczyć.
– Mogłabym obiecać, że nigdy cię nie opuszczę, ale bardzo bym chciała odwiedzić mojego ojca. Martwię się, czy nie jest chory – powiedziała Piękna.
– Wolałbym umrzeć niż widzieć jak się martwisz – odpowiedział potwór. – Wyślę cię do ojca, a sam umrę z żalu.
– Nie! – szlochając odpowiedziała dziewczyna. – Nie możesz umrzeć z mojego powodu! Obiecuję, że wrócę za tydzień. Chcę wiedzieć czy siostry wyszły za mąż, a bracia poszli do wojska.
Chciałabym zostać z ojcem przez tydzień.
– Dobrze, jedź jutro z rana i pamiętaj o obietnicy.
Następnego dnia wieczorem Piękna wpadła w objęcia swojego ojca. Staruszek nie mógł uwierzyć, że widzi swoją najmłodszą córkę całą, zdrową i uśmiechniętą. Następnego dnia przyjechały siostry wraz ze swoimi mężami. Niestety obie były nieszczęśliwe w małżeństwie. Starsza wyszła za mąż za niezwykle przystojnego mężczyznę, który jednak był tak zajęty swoją osobą, że zupełnie zaniedbywał żonę. Młodsza natomiast miała męża kpiarza, który żartował ze wszystkich, a najbardziej ze swojej żony. Gdy siostry zobaczyły Piękną ubraną jak księżniczkę, a do tego jeszcze śliczniejszą niż dawniej, syknęły z zazdrości. Gdy wyszły do ogrodu rozmawiały ze sobą:
– W czym ta mała istota jest lepsza od nas, że jest tak szczęśliwa.
– Siostro – odparła druga, – zatrzymajmy ją tu dłużej niż tydzień, a Bestia może wpadnie w furię i ją pożre.
– Dobry pomysł, a tymczasem bądźmy dla niej tak miłe jak tylko zdołamy.
Tak też zrobiły. Były tak miłe i uprzejme dla Pięknej, że ta uwierzyła w szczere uczucia swoich sióstr. Gdy minął tydzień pobytu Pięknej w domu rodzinnym i chciała wracać do pałacu, siostry zaczęły tak lamentować i błagać ją, aby została jeszcze jeden tydzień, że w końcu dziewczyna zgodziła się. Nie zdawała sobie sprawy, jak jej decyzja pozostania dłużej w domu, wpłynęła na biedną Bestię, za którą jednak coraz bardziej tęskniła.
Dziesiątej nocy śniła, że była w pałacowym ogrodzie, zobaczyła tam Bestię leżącą na ścieżce, zupełnie wyczerpaną, która słabym głosem zarzuciła jej, że złamała obietnicę. Piękna obudziła się cała zlana łzami.
– Nie jestem tak niewdzięczna, żeby Bestia, która tyle dla mnie zrobiła, tak miała cierpieć. To nie jej wina, że jest tak brzydka. Liczy się tylko to, że jest dobra. Dlaczego odmówiłam wyjścia za nią za mąż? Byłabym szczęśliwsza z potworem, niż moje siostry z ich mężami. Nie rozum ani wygląd powodują, że kobieta jest szczęśliwa, ale delikatne usposobienie, uprzejmość i czułość małżonka. To prawda, że nie darzę go wielkim uczuciem miłości, ale za to sympatii, przyjaźni i szacunku i gdybym nie uczyniła go szczęśliwym okazałabym najwyższą niewdzięczność.
Piękna postanowiła, że następnego dnia wraca do pałacu i ze spokojem zasnęła. Obudziła się wczesnym rankiem, ubrała w najpiękniejszą suknię, pożegnała z ojcem i siostrami i wyruszyła w drogę. Dotarła do pałacu i z niecierpliwością czekała wieczoru i spotkania z Bestią. Wybiła godzina dziewiąta, a Piękna wciąż była sama. Z każdą chwilą bardziej się denerwowała i niepokoiła. Wyszła do ogrodu i zaczęła szukać i wołać Bestię. Zajrzała we wszystkie zakamarki, a gdy przypomniała sobie swój sen i leżącą w nim bez oznak życia Bestię zaczęła płakać i wołać ją jeszcze głośniej. W śnie Bestia leżała na ścieżce na tyłach ogrodu i tam Piękna pobiegła. W końcu zobaczyła leżącego potwora, miał zamknięte oczy i zupełnie się nie ruszał. Przyłożyła ucho do jego piersi i usłyszała, że serce wciąż bije. Pobiegła do strumyka, umoczyła chusteczkę i wodą skropiła czoło Bestii. Ta po chwili powoli otworzyła oczy i wyszeptała:
– Zapomniałaś o obietnicy. Myślałem, że cię straciłem na zawsze i postanowiłem umrzeć. Ale cieszę się, że cię widzę. Umrę szczęśliwy.
– Nie Bestio! Nie możesz umrzeć – wykrzyknęła Piękna. – Żyj i zostań moim mężem, daję ci moją rękę, na zawsze! Teraz mogę ofiarować ci tylko moją przyjaźń, ale żyć bez ciebie już nie mogę!
Gdy tylko Piękna wypowiedziała te słowa, wszystko dookoła zajaśniało, z pałacu rozległa się muzyka i czuło się atmosferę wielkiego wydarzenia. Piękna rozejrzała się dookoła, a gdy wróciła wzrokiem do Bestii, jakież było jej zaskoczenie, gdy na miejscu gdzie leżał potwór zobaczyła pięknego księcia, który przyklęknął przed nią i powiedział:
– Dziękuję, że uwolniłaś mnie spod czaru. Zła wiedźma zamieniła mnie w potwora, a uwolnić mnie od tego przekleństwa, mogła mnie jedynie obietnica panny, która z własnej woli odda mi swoją rękę. Czekałem wiele lat i traciłem nadzieję. I oto ty pojawiłaś się w moim pałacu. Widząc twoją dobroć poczułem, że nie wszystko jest stracone. Dziś zaoferowałaś mi siebie, a ja oferuję ci koronę i wszystko co mam, bo moje serce masz już od dawna.
Książę i Piękna weszli do Pałacu. Tam czekała na nich królowa i cały sztab służących, których piękna mogła pierwszy raz zobaczyć.
– Witaj moja droga – rzekła królowa do dziewczyny. - Dziękuję ci, że uwolniłaś mojego syna spod okropnej klątwy, która zamknęła go w ciele bestii, a nas uwięziła w świecie niewidzialnym dla ludzi. Jestem ci wdzięczna z całego serca i życzę wam tak wiele szczęścia w życiu, ile dobroci jest w twoim sercu.
– Dziękuję Pani – odrzekła Piękna.
– A teraz – dodała królowa – rozpocznijmy przygotowania do ślubu! Pozwolisz moja droga – zwróciła się znów do Pięknej – że w pierwszej kolejności wyślemy zaproszenia do twojego ojca i rodzeństwa.
– Oczywiście – ucieszyła się dziewczyna.
Piękna i Książę wzięli ślub. Zamieszkali w pałacu i żyli długo i szczęśliwie."

-Koniec. - zakończył historię Remus.
- A mieli później dzieci? - dopytywała dziewczynka.
- Mieli. Trzech dzielnych synków i dwie słodziutkie córeczki. - Odparł jej ojciec.
- To takie miłe. Ona chciała pomóc swojemu tatusiowi, a przy okazji uwolniła księcia. 

Remus zaśmiał się cicho z jej wypowiedzi.

- Bo wiesz kochanie, nie ważne co złego zrobimy najważniejsze jest to, abyśmy starali się wszystko wynagrodzić innym czyniąc dobro. Jednak jeżeli zrobimy już zbyt wiele złego to czasem nawet największe i najszczersze dobro nie mogą nam pomóc.
- Chociaż najważniejsze jest, żeby potrafić to zło przebaczać. - dopowiedziała od siebie matka dziewczynki ujawniając przy okazji swoją obecność.
- Długo tam stałaś? - zapytał z słyszalną troską Remus.
- Wystarczająco. Idź już spać Katie. Tata też jest już zmęczony. Rano jak wstaniesz będziesz mogła nas obudzić. - odpowiedziała krótko mężowi, po czym zwróciła się bezpośrednio do córki.
- Ale nie wyrzucisz taty?
- Nie martw się. Tata z nami zostaje, jeszcze trochę będzie musiał się z nami pomęczyć. - odpowiedziała córce z uśmiechem.
- Dobrze. Dziękuję mamusiu. Dobranoc.
- Nie masz za co. Śpij spokojnie.

Po wyjściu z pokoju dzieci małżeństwo udało się do swojej sypialni. Gdy Remus zaczął zabierać zapasową pościel, aby iść spać na kanapę kobieta złapała go za ręce.

- Zostaw to. Śpij ze mną. Nie zostawiaj mnie proszę. Nie powinnam była mówić Ci tego, że masz mi dać spokój. Ja nawet tego nie chcę. Faktycznie trochę przeraża mnie fakt, że jestem w tej ciąży,  ale jeżeli już mam cokolwiek robić to chcę tylko z Tobą.
- Przepraszam Cie. Obiecuję stać się lepszym mężem. - szepnął mężczyzna obejmując żonę i przyciągając ją do siebie aby przytulić.

Gdy małżeństwo położyło się aby pójść spać była prawie pierwsza w nocy. Oboje wiedzieli, że za niecałe siedem godzin obudzi ich córka, ale mimo to byli pewni, że bez względu na wszystko razem dadzą radę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz