środa, 5 sierpnia 2020

Boję się...

~Wtedy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, jak zakończy się niewinna zabawa...~

Jeszcze przed zjedzeniem obiadu Colin zaczął prosić ojca, żeby pozwolił im pobawić się bliżej pobliskiego lasu. Remus był początkowo niechętny, ale gdy jego mała córeczka zaczęła robić do ojca słodkie oczka nie potrafił się oprzeć temu spojrzeniu, które tak bardzo przypominało mu proszące spojrzenie jego żony.

Po krótkiej wyliczance wyszło na to, że Remus wraz z Colinem będą szukać w jednej drużynie, a Theodor wraz z Kathrine pójdą się schować gdzieś blisko lasu, jednak Remus zapowiedział najstarszemu synowi oraz córce, że nie mogą udać się dalej niż do skraju lasu. Mężczyzna obawiał się, że coś może grozić tam jego dzieciom. 

Theodor będąc pewnym, że jego siostra podąża za nim, schował się w krzakach koło wejścia  do lasu. Mała Kathrine nie zauważyła, że jej brat skręcił w krzaki i mimo zakazu ojca i danej mu obietnicy weszła do lasu. Po kilkunastu minutach dziewczynka zorientowała się, że jej brata nie ma w lesie, a ona się zgubiła. Była przerażona na tyle, że nie zauważyła zbliżającego się do niej obcego mężczyzny. Był on masywnym, półłysym i brodatym mężczyzną. Miał na sobie ciemne, trochę znoszone jeansy i ciemną bluzę z kapturem. Nie widziała również ukrywającego się między pobliskimi drzewami wilka - alfę pobliskiej watahy. Będąc za plecami dziecka nieznajomy poderwał dziewczynkę w górę biorąc ją na ręce i odezwał się do niej nieprzyjemnym głosem z słowami: "Pójdziesz ze mną mała. Pobawimy się. Tatuś cię nie uratuję."

Kathrine była przerażona do granic możliwości. Zaczęła wyrywać się swojemu oprawcy i krzyczeć o pomoc tak jak kiedyś mówiła jej matka. Facet był jednak dużo silniejszy od dziecka, więc dziewczynka nie miała z nim żadnych realnych szans. Mimo wszystko starała się walczyć. Obserwujący wszystko z ukrycia wilk wyskoczył nagle warcząc i spłoszył napastnika, który upuścił dziewczynkę i uciekł. Ta w chwili upadku skręciła kostkę,  ale mimo to w obawie, że niedoszły porywacz po nią wróci podeszła do wilka nie zdając sobie sprawy z tego jak może być to niebezpieczne i powiedziała:

- Dziękuję, pomożesz mi znaleźć tatę? I braci? - dziewczynka nie zdawała sobie sprawy, że zwierzę nie zbliży się samo do jej rodziny, ale w zamian za to zaopiekuję się nią razem z całym stadem.

Z pomocą zwierzęcia dostała się do watahy i pod czujnym spojrzeniem stworzeń zasnęła z bólu i wyczerpania po próbie porwania skulona na trawie. Jeden z wilków położył się z nią starając się ogrzać ją swoim ciałem i futrem. W czasie gdy dziewczynka spała, każdy z obecnych na polanie wilków obwąchał ją. Dzięki temu mogły wyczuć zapach jej braci i ojca co ułatwiło im węszenie w poszukiwaniu taty dziecka.

W tym samym czasie niczego nieświadomi ojciec i bracia dziewczynki zaczęli już zabawę. Gdy Remus znalazł starszego z synów samego zaniepokoił się. Nigdzie nie widział małej Kathrine.

- Teddy, gdzie jest Kate? - zapytał starszego syna, który nawet nie zauważył wcześniej braku młodszej siostry.

- Była ze mną. Naprawdę tato. Szła tutaj ze mną... Ja nie wiem już... Tato naprawdę... - odpowiedział przerażony chłopiec.

- Spokojnie synu. Gdzie widziałeś ją ostatni raz? - zapytał racjonalnie Remus.

- Chyba... Chyba jak minąłem te cztery kopce kretów, które mamę denerwowały. - zamyślił się chłopiec, a następnie zaczął się obwiniać. - To wszystko moja wina. To przeze mnie Kate nie ma. Mama mnie znienawidzi...  

- Ted uspokój się. Mama i ja was kochamy bez względu na wszystko. To nie jest twoja wina. Jak już to moja, bo to ja za was odpowiadam. Chodźmy do domu szybko. Musimy powiadomić mamę i aurorów.

Kiedy wrócili do domu bez dziewczynki Nimfadora wystraszyła się i zdenerwowała na tyle, że mąż musiał ją trochę siłą usadzić na kanapie, zanim przeszedł do wyjaśnień.

- Gdzie jest Kate? Remus, gdzie ona jest? Miałeś ich pilnować przecież!. - zdenerwowała się kobieta.

- Doro uspokój się, proszę Cię. Nie wolno Ci się denerwować za bardzo. Nie wiem, gdzie jest nasza córka, zgubiła się prawdopodobnie w lesie. Nie dopilnowałem jej. Powiadom Harry'ego i kilku aurorów. Zostań tu z chłopcami, pójdę ją jeszcze szukać. - wytłumaczył jak najszybciej żonie Remus.

- Jak ja mam być spokojna?! Idę z Tobą.

- Nie. Dora musisz zostać z chłopcami. Zawiadom Harry'ego. Zresztą musisz zadbać też o bliźnięta. - zatrzymywał żonę.

- Mamo to wszystko to moja wina. - odezwał się nagle zapłakany jedenastolatek. - Miałem jej pilnować i schować się z nią. Nie widziałem, że jej nie ma już za mną i się schowałem. To przeze mnie.

- Teddy nie gadaj głupstw. Synku to nie twoja wina. - powiedziała pani Lupin.

- Tato mogę iść z tobą? - zapytał ojca Colin,  który cały czas podobnie jak jego brat i rodzice bał się o młodszą siostrzyczkę.

-Nie, zostań z mamą i bratem. Doro daj  znać aurorom i Harry'emu dobrze?

- Uważaj na siebie i Kate. Jak ją znajdziesz to wyślij mi patronusa.

- Nie bój się. Powiadomię was. - po tych słowach mężczyzna pocałował krótko żonę i wyszedł z domu. Będąc przed domem i poza strefą antyteleportacyjną teleportował się na skraj lasu.

W tym samym czasie gdy Remus wyszedł z domu jego żona przez sieć fiuu zawiadomiła swojego współpracownika, drugiego szefa biura aurorów (pierwszym z nich była właśnie Nimfadora) - Harry'ego Potter'a i dwóch najbardziej zaufanych aurorów - Jasona Robson i Derek'a Lewis.

Kiedy aurorzy wraz z Potter'em dotarli do domu Lupinów i dowiedzieli się co się stało Harry wydał polecenie, aby Robson został z Nimfadorą i jej synami, a sam wraz z auror'em Lewis'em udał się na poszukiwania młodej panienki Lupin.

Poszukiwania dziecka trwały do późnych godzin nocnych. Kiedy nadzieja na odnalezienie dziewczynki żywej zmalała prawie do zera stało się coś nieoczekiwanego. Dwa wilki z watahy żyjącej w lesie podbiegły ostrożnie do Remusa i zaczęły go przepychać w kierunku stada. Harry i Derek widząc to z pewnej odległości postanowili iść ostrożnie za nimi. Wilki prawdopodobnie wyczuły ich dobre zamiary, ponieważ nie zaatakowały żadnego z czarodziei. Kilkanaście minut później zobaczyli dziewczynkę wtuloną w jednego z wilków na środku polany. Wokół krążyło więcej stworzeń. Mała Kathrine wciąż spała.

- Widocznie wyczuły na niej Twój zapach Remusie. Poczekały aż ją znajdziesz i upewniły się, że przez ten czas jest bezpieczna. - oznajmił Potter, gdy wracali z dzieckiem, chwilę po tym jak wyczarował patronusa, aby powiadomić Nimfadorę,  że odnaleziono dziewczynkę całą.

Szli tak z dziewczynką przez pół godziny, niedaleko domu dziewczynka przebudziła się i myśląc, że trzyma ją jej niedoszły porywacz zaczęła panikować i próbować się wyrwać z ramion ojca.

- Kate spokojnie. To ja, tata. Jesteś bezpieczna córeczko. Zaraz będziemy w domu. Mama się tobą zajmie na spokojnie. - uspokoił dziecko Remus.

Do końca drogi mimo zapewnień ojca dziewczynka mocno płakała. Kiedy weszli do domu chłopcy chcieli od razu pobiec do siostry i przytulić ją, jednak Harry uniemożliwił im to.

- Chłopaki chodźcie ze mną. Wasza siostra potrzebuje spokoju, wyjaśnię wam wszystko. Jason, Derek,  zostawcie Tonks z małą samą. Remus ty lepiej też od nich odejdź. - powiedział Potter.

- Jasne, rozumiem. Dora na pewno dasz sobie radę? Może poproszę Ginny, żeby jej pomogła?

- Dam radę. Idźcie już. Widzisz Remus w jakim ona jest stanie. - odpowiedziała pewna siebie matka dzieci.

- Wiem. Jak będziesz czegoś potrzebować to daj znać. Będę u chłopców. - po tym jak wszyscy mężczyźni wyszli z salonu dziewczynka uspokoiła się na tyle, żeby odpowiedzieć na pytania swojej mamy.

- Boli cię coś kochanie? Jak się czujesz?

- Nóżka mnie boli. Boję się mamusiu. Nie chcę,  żeby tata ani ktoś inny mnie skrzywdził. Ten Pan był straszny. To bolało jak mnie trzymał.

- Tatuś nigdy nie zrobi Ci krzywdy kochanie. O jakim panu mówisz? Powiedz mi na spokojnie. Nie śpiesz się.

- Ten pan mnie chciał skrzywdzić. Boję się teraz, że tatuś też tak zrobi za to, że nie posłuchałam go, bo ten pan mówił,  że tatuś mnie nie uratuje.

- Kochanie spokojnie. Jesteś bezpieczna. Tatuś nie zrobi Ci żadnej krzywdy.

- Mogę spać z tobą tylko? Bez taty? Boję się...

- Oczywiście córeczko. Porozmawiam z tatą. Chodź położysz się w naszej sypialni jak się wykąpiesz. Ja pójdę powiedzieć tylko tacie,  żeby dzisiaj spał na kanapie. Okej?

- Yhym...

Kobieta zostawiła dziewczynkę w wannie, gdy ta się kąpała i poszła wziąć jej piżamę. Będąc w pokoju dzieci powiedziała mężowi.

- Remus śpij tu albo na kanapie. Ona nie może być sama, a boi się ciebie i innych mężczyzn. Nie wiem dokładnie co się tam stało,  powiedziała tylko coś o jakimś mężczyźnie, przez którego się boi i że ją trzymał. Nie mam pojęcia jak jej jeszcze pomóc...

- Jasne. Zostań z Kate. Prześpię się na kanapie. Jak z jej nogą? Widziałem po drodze, że była spuchnięta.

- Już dobrze. Zwykłe skręcenie. Muszę do niej iść, bo jest sama i może się bać.

- Szefowo to my przyjdziemy jak mała wydobrzeje i będzie chciała z kimkolwiek porozmawiać,  albo po prostu niech szefowa nam wyśle jakieś informacje. - odezwał się Lewis.

- Jasne. Dzięki chłopaki.

- Nie ma za co. Do widzenia. Wszystkiego dobrego.

- Dziękuję.

Po tej rozmowie kobieta wróciła do córki, a aurorzy wraz z Harry'm udali się do Ministerstwa Magii, aby udokumentować całe zajście i zająć się sprawą na tyle na ile mogli...

Minęło już kilka dni od tragicznych przeżyć młodej panny Lupin i jej rodziny. Nimfadora prawie nie spała, chcąc wspierać córkę co znacząco było widać po jej podkrążonych oczach i po tym, że często była trochę blada. Remus chciał pomóc żonie, ale nic nie mógł zrobić, bo jego córeczka wciąż bała się zostać sama z braćmi i ojcem. Tego popołudnia do domu państwa Lupin przyszły Ginny Potter wraz z córką Lily oraz Fleur Weasley wraz dwiema córeczkami - Victoire i Dominique.

- Ginny? Fleur? - zapytał zdziwiony pan domu. - Co wy tu robicie? Stało się coś?

- Rozmawiałyśmy z Harry'm. Opowiedział nam co wie o sprawie z Kathrine. Wiemy, że ona boi się głównie ciebie i chłopców dlatego przyszłyśmy z dziewczynkami, żeby choć trochę spróbować jej pomóc. - odpowiedziała za obie kobiety Ginny.

- Dziękuję. - powiedział wzdychając z lekką ulgą. - Mam nadzieję, że rozmowa z kimś jej pomoże. Przy okazji mogłybyście porozmawiać z Dorą? Jest wykończona, ale nie chce za nic odpocząć, boję się też o nią, bo ona jest w piątym miesiącu ciąży i to wszystko może bardzo źle wpłynąć na nią i bliźnięta. Mnie ona nie chce wcale słuchać.

- Jasne. Idź do chłopaków. Dziewczynki idźcie do Kate,  porozmawiajcie z nią tak jak mówiłyśmy z Fleur dobrze?

- Dobrze mamo. - powiedziała pięcioletnia Lily.

Dziewczynki podeszły ostrożnie do przybranej kuzynki i przywitały się z nią grzecznie, po czym najstarsza z nich zaczęła z nią rozmawiać. 

W tym czasie Ginny i Fleur podeszły do Tonks.

- Jak ty się czujesz kochana? - zaczęła pani Potter.

- Nawet dobrze. Martwię się tylko o Kate. Ciągle ma koszmary. Nie wiem już jak jej pomóc...

- Może spróbuj się najpierw wyspać? Nie chciałam tego mówić,  ale nie najlepiej wyglądasz, jeśli wiesz co mam na myśli.

- Wiem Ginny. Od rana zresztą mdli mnie, a przecież w piątym miesiącu nie miałam już mdłości...

- Mogą występować jak się stresujesz za bardzo. Postaraj się uspokoić Tonks.

- Ja się o nią martwię. - załamała się najstarsza z kobiet i zaczęła płakać. - Nie mogę patrzeć jak moja córka cierpi, jak się boi każdego praktycznie...

Nie dokończyła, bo przybiegła do niej Kate widząc, że jej mama płacze.

- Mamusiu nie płacz. Nie chcę, żebyś się o mnie martwiła. Porozmawiam z tatusiem i ci pomożemy dobrze?

- Nie martw się kochanie mną. - powiedziała kobieta cicho do córki.

Dziewczynka widząc w jakim stanie jest jej mama poszła po swojego ojca.

- Tatusiu musisz pomóc mamusi. Ona płacze przeze mnie.

- Kochanie mama nie płacze przez ciebie. Po prostu się bardzo martwi.

- Ale musimy jej pomóc. Dzisiaj będziesz spał z mamą i ją pocieszysz. Ja pójdę spać w pokoju z Colinem i Tedem.

- Dobrze, jeśli chcesz nie mam nic przeciwko.

Przez dobre dwie godziny Lupin rozmawiał jeszcze z córką obiecując jej w międzyczasie, że wieczorem gdy mama ją wykąpie uszykuje do snu to on nałoży jej na łóżko zaklęcia wyciszające i blokujące, aby w razie koszmaru nie obudziła braci i aby mogła czuć się bezpieczniej.

Kiedy późnym wieczorem cała trójka była już w łóżkach Remus zaproponował dzieciom bajkę.

- A o czym będzie? - zapytał ciekawy jak zawsze Colin.

- O dziewczynce i koszmarach. Morał tym razem ja wam przedstawię dobrze?

- Dobrze. - odezwała się cicho Kate, która mimo wszystko dalej nie do końca pewnie się czuła w obecności ojca i braci, ale starała się przełamać swój strach.

- W takim razie zaczyna się ona tak:

"W pewnym miasteczku, w niedużym domku mieszkała sobie mała dziewczynka – Karolinka. Miała 5 latek i była dość podobna do wszystkich małych dziewczynek. Lubiła cukierki. Lubiła rysować i bawić się w chowanego. Lubiła słuchać bajek o księżniczkach. Miała też swojego ulubionego misia, z którym nigdy się nie rozstawała. Miś był pluszowy, brązowy i na szyi miał zawiązaną zieloną wstążkę.

W domku razem z nią mieszkali jej rodzice – Mama i Tata oraz rodzeństwo – dwóch braci. Kochała ich wszystkich bardzo, ale jej najlepszym przyjacielem był jej miś. Jemu opowiadała bajeczki, jego przytulała i z nim spędzała najwięcej czasu.

- To trochę jak ja. Też mam tatusiu Ciebie, mamusię, Teda i Colina i też was bardzo kocham, ale ciągle się boję. - wtrąciła pięciolatka.

- Wiem słoneczko. - powiedział Remus i kontynuował historię.

Karolinka była przez całe dnie wesołą i roześmianą dziewczynką. Nie lubiła tylko wieczorów i nocy. Nie lubiła ich, bo wiedziała, że trzeba się będzie wtedy położyć do łóżeczka i zasnąć. A jak zasypiała – to często śniły jej się bardzo złe sny. Takie, w których się bardzo bała, chciała uciekać i czuła, że zdarzy się coś strasznego. W takich sytuacjach budziła się z krzykiem i długo nie mogła się uspokoić.

Te sny przychodziły do niej tak często, że już wieczorem, kładąc się zaczynała się bać i nie mogła spokojnie zasnąć. Wszystko zaczęło się już dość dawno temu. Przeżyła coś, co wystraszyło ją tak bardzo, że nawet teraz powracało to do niej w snach. Jej rodzice przychodzili i uspokajali ją gdy się w nocy budziła, ale niewiele pomagało to jednak na te sny. Cały czas często do niej wracały.

- Keta ma tak teraz z tego co mówiła mama. - powiedział Teddy, a gdy zorientował się co powiedział od razu próbował ratować według niego kiepską sytuację. - Przepraszam,  nie miałem na myśli nic złego.

- Nie masz za co. - powiedziała jego siostra, a Remus kontynuował.

Tego wieczora siedziała już na łóżeczku po umyciu ząbków. Martwiła się bardzo co będzie, gdy już zaśnie. Tak bardzo, że cicho pochlipywała i co chwila ocierała łzy. Przytuliła bardzo mocno do siebie misia. Tak mocno, że nagle usłyszała:
– Aj! Bo mnie udusisz!

Spojrzała na niego zdziwiona. Wyglądało to tak, jakby jej miś przemówił. Zaczęła się mu przyglądać bardo uważnie. W końcu zapytała:
– To Ty mówisz???

I to był on rzeczywiście! Powiedział:
– Misie nie mogą odzywać się do ludzi. Mają to zabronione! Ludzie nie mogą wiedzieć, że my potrafimy mówić. Ale od jakiegoś czasu widzę, że boisz się zasypiać i że śnią Ci się złe sny. A Ty jesteś moją najlepszą przyjaciółką i kocham Cię bardzo. Tak bardzo, że nie mogłem już wytrzymać, bo bardzo chciałbym Ci pomóc.

– Ale jak Ty możesz mi pomóc – spytała Karolinka

– Ludzie tego nie wiedzą, ale my misie też śpimy i też mamy sny – powiedział – Ja też miałem kiedyś złe sny i dobrze wiem jakie to może być straszne. Śnił mi się potwór, który mnie gonił, a mi się zdawało, że nie mogę mu uciec i nawet jak próbowałem się chować to nic mi to nie pomagało. – Poprosiłem więc o pomoc najmądrzejszego z misiów. On zajrzał do księgi zwanej Internetem. Szukał tam bardzo długo i w końcu odnalazł tam sposób na złe sny. Dostałem od niego tą zieloną wstążkę. Jest magiczna. Odkąd ją mam na szyi, złe sny do mnie nie przychodzą. Co wieczór sprawdzam tylko, czy mam ją na sobie. Póki ją mam, wszystko co mi się śni jest uśmiechnięte i kolorowe. Zasypiam spokojny i zadowolony. Czy widziałaś kiedyś, żebym miał zły sen jak śpię przy Tobie w łóżeczku? – dodał

– Rzeczywiście! Nie widziałam. Zawsze leżysz tak spokojnie. – potwierdziła Karolinka – Tylko co ja mam zrobić? Mam nosić zieloną wstążkę na szyi? – spytała

– To by mogło nie wystarczyć. Dla takiej dziewczynki jak Ty i dla takich snów jak Twoje musimy użyć czegoś jeszcze mocniejszego. Najmądrzejszy z misiów mówił mi, że w takich wypadkach trzeba przygotować magiczny przedmiot, która te sny odpędzi. W swojej księdze wyczytał, że pod poduszkę trzeba włożyć coś miękkiego, zielonego i spryskanego magicznym zapachem. Musi to przygotować dla Ciebie ktoś, kto Cię bardzo kocha. Wtedy na pewno zadziała.

Karolinka słuchała z przejęciem i z rosnącą radością. Wreszcie pozbędzie się snów, które ją gnębiły!!! A miś mówił dalej:

– I właśnie zrobiłem to dla Ciebie. Poprzedniej nocy to wszystko przygotowałem. Zobacz!

I podał jej coś zielonego. Dziewczynka wzięła od niego ten magiczny przedmiot. Był miękki i miły w dotyku i wspaniale pachniał. Gdy przytuliło się go, to czuło się, że dobry sen już czeka żeby przyjść i się wspaniale wyśnić.

– Codziennie zanim pójdziesz spać upewnij się, że jest to pod Twoją poduszką. Dotknij tego i powąchaj. Sprawdź w ten sposób, czy magia się nie wyczerpała. Dzięki temu będziesz pewna, że będą do Ciebie przychodziły dobre sny. I nawet jak w tych snach pojawią się jakieś dziwne stwory – będziesz mogła z nimi porozmawiać, a nawet pobawić się. Zobaczysz, że będą one łagodne, spokojne i przyjazne. Bo magiczny przedmiot będzie Cię chronił.

Karolinka ucieszyła się tak bardzo, że zaczęła skakać z radości ściskając misia. Będzie już teraz miała spokojne i dobre sny! Nie będzie już się bała kłaść do łóżka. To wspaniale! Roześmiała się. Magiczny przedmiot to wspaniały pomysł. Pobiegła zaraz do pokoju rodziców zabierając misia ze sobą.

– Mamo! Tato! – zawołała – już teraz będę spała spokojnie! Mój miś… –

Zaczęła i zaraz przerwała. Przypomniała sobie to co miś jej powiedział – że ludzie nie mogą wiedzieć o tym, że on mówi. Na szczęście miś się zaraz sam odezwał :

– Dałem Karolince magiczny przedmiot, która uchroni ją przed złymi snami. Wiem jak bardzo martwiliście się nimi, więc Wam to wszystko mówię. Tylko proszę Was – niech nikt się nie dowie, że ja potrafię mówić.

A potem pokazali im tą magiczną rzecz, a miś wytłumaczył skąd wziąć magiczny zapach, który co jakiś czas trzeba uzupełniać. Kiedy już wszystko było wyjaśnione cieszyli się razem, że teraz noce będą już spokojne.

Tego wieczora Karolinka po umyciu się przyszła do swojego pokoju spokojna. Najpierw ułożyła misia po jednej stronie łóżeczka sprawdzając, czy zielona wstążeczka jest na swoim miejscu. Potem podniosła poduszkę i wyjęła na chwilę magiczny przedmiot. Był mięciutki w dotyku i cały zielony. Wtuliła w niego buzię i wciągnęła powietrze. Poczuła magiczny zapach, który obiecywał jej już wkrótce cudowny sen. Włożyła go z powrotem pod poduszkę i położyła się na łóżeczku.

Tata wszedł do pokoju i przykrył ją ciepłą kołderką. Usiadł obok i zaczął czytać bajeczkę na dobranoc. A ona słuchając czuła się wspaniale. Ciepło… Spokojnie… Bezpiecznie… Z przymkniętymi oczami leżała w łóżeczku oddychając miarowo. I wiedziała, że sen, który przyjdzie do niej będzie kolorowy i wspaniały. I już się na niego cieszyła.


- A czy naprawdę istnieje taki magiczny przedmiot? - zapytał Colin.

- To taka bajka tylko. - powiedziała jego siostra.

- W rzeczywistości dzieci taki przedmiot nie istnieje,  ale istnieje pewne uczucie oraz coś co trudno określić.

- Co to takiego? - zapytała najmłodsza Lupin.

- Miłe wspomnienia, miłość i trochę radości. Miłym wspomnieniem przed snem może być na przykład jakaś sytuacja, kiedy byliście bardzo szczęśliwi. Miłość to coś co dostajemy od bliskich i sami jednocześnie oddajemy, jest uczuciem. A radość to wszystko ze sobą łączy... Cała bajka mówi o tym, że musimy po prostu znaleźć te magię w sobie i nie chodzi tu o czary jakimi ja i mama się posługujemy na co dzień. To magia, którą nikt nie jest w stanie pojąć, ale jednocześnie każdy ją rozumie w jakimś stopniu. - wyjaśnił pan Lupin swoim dzieciom.

Tej nocy cała trójka jeszcze długo zastanawiała się nad słowami ojca.

Remus po opowiedzeniu bajki dzieciom i nałożeniu na obszar łóżka swojej córki kilku zaklęć udał się do sypialni, gdzie jego żona już spała niespokojnym snem. Położył się koło niej i pozwolił jej wtulić się w siebie przez sen. Zasypiając myślał czy nie popełnił błędu kładąc swoją córkę z synami. Zanim zasnął postanowił, że kolejnego dnia pójdzie do banku Gringotta, aby sprawdzić stan swojej skrytki. Chciał powiększyć dom, albo kupić nowy na tyle duży, aby cała jego rodzina się w nim zmieściła... 

Wiem, że miałam już dawno dodać... Przepraszam za opóźnienie, ale mam teraz trudny czas w życiu, muszę sobie wszystko poukładać i nie mam siły na nic... Mam nadzieję, że mimo wszystko rozdział się spodoba...

Miłego dnia ❤️

Kolejny rozdział postaram się dodać w przeciągu 2-3 tygodnii...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz