środa, 16 września 2020

Nie chcę się wyprowadzać!

~Zasypiając myślał czy nie popełnił błędu kładąc swoją córkę z synami. Zanim zasnął postanowił, że kolejnego dnia pójdzie do banku Gringotta, aby sprawdzić stan swojej skrytki. Chciał powiększyć dom, albo kupić nowy na tyle duży, aby cała jego rodzina się w nim zmieściła...~
Następnego dnia,  gdy pani domu wstała zdziwiła ją cisza jaka panowała w całym domu. Była godzina dziewiąta co oznaczało,  że przynajmniej jej synowie powinni nie spać i już dawno budzić ją i jej męża, aby zrobić im śniadanie. Lekko zaniepokojona udała się do pokoju dziecięcego. Widząc jednak całą trójkę swoich dzieci smacznie śpiących wyszła z ich sypialni i ruszyła do kuchni, aby przygotować śniadanie. Kiedy śniadanie składające się z kiełbasek, black pudding*, pomidorów,  jajek sadzonych i smażonego bekonu było już gotowe, Nimfadora zaczęła szykować pomarańcze, aby wycisnąć świeży sok z owoców, do kuchni wszedł najstarszy z chłopców razem z ojcem.

- Co tak ładnie pachnie? - zapytał zadowolony i wypoczęty Remus.

- Śniadanie. - odpowiedziała jego żona rozbawiona. - Najpierw idźcie obudzić Colina i Kathrine. Dopiero zjecie.

- Ale mamo, jestem głodny.

- Ja też, no zlituj się. Niech oni śpią,  my zjemy i...

- Nie Remus. Najpierw obudźcie Kath i Col'a. Inaczej nie ma jedzenia. - powiedziała rozbawiona zachowaniem syna i męża kobieta.

- Jesteś okropna. - powiedział Remus. - Chodź Ted. Obudzimy ich, bo mama żyć nam nie da.

- Chcesz coś jeszcze dodać Remus?

- Nic nie mówię. - mruknął mężczyzna i udał się obudzić resztę rodziny.

Po niecałej pół godzinie cała rodzina zasiadła do śniadania. W czasie posiłku Remus rozmawiał z żoną na luźne tematy, z kolei dzieciaki uzgadniały co chcą porobić w ciągu dnia. Po posiłku chłopcy przynieśli karty do eksplodującego durnia i zaczęli grać z siostrą Remus w tym czasie pomógł żonie posprzątać w kuchni i jadalni.

Kiedy dzieciakom znudziły się karty poszły do rodziców, którzy po posprzątaniu siedzieli na kanapie wtuleni w siebie. Tonks usypiała wtulona w bok męża, a z kolei Remus czytał książkę jednej ze swoich i swojej żony ulubionych pisarek - Aghaty Christie pt. "Entliczek pentliczek"**.

- Tatooooo, nudzi nam się. - powiedział zmęczonym głosem Colin.

- Pobawcie się. - odpowiedział im ojciec próbując dalej czytać.

- Nie mamy w co. Znudził nam się wszystko... - powiedział Theodor.

- To nie wiem. Wymyślcie coś. - powiedział najstarszy Lupin.

- Tatusiu... - odezwała się niepewnie najmłodsza dziewczynka. - A zrobisz coś dla mnie?

Wiedząc, że ojciec zawsze miał słabość do najmłodszej siostry chłopcy pozwolili jej kierować rozmową z ojcem.

- Co byś chciała Katie? - zapytał mężczyzna wiedząc, że ze swoją córką podobnie jak z żoną nie wygra. W tym czasie Tonks się już dawno przebudziła i słuchała jak jej córka namówi Remusa na cokolwiek.

- Pójdziemy gdzieś na spacer do sklepu? Mógłbyś wtedy kupić mi i chłopakom coś słodkiego i poszlibyśmy później na plac zabaw i na lody... Proszę. - powiedziała dziewczynka robiąc do taty maślane oczka. Pokonany mężczyzna mimo wszystko próbował jakoś się ratować od łażenia z dzieciakami i powiedział.

- Musiałbym porozmawiać z mamą, nie wiem czy to dobry pomysł... - powiedział.

- Czemu nie. - odezwała się kobieta, aby trochę dopiec mężowi w ramach żartu - Uważam, że nam wszystkim przyda się spacer, ale mam trochę inny pomysł. Najpierw pójdziemy na lody i plac zabaw, a wracając do domu wy wstąpicie z tatą do sklepu, a ja wrócę do domu i zacznę robić obiad. Dobra? - przedstawiła plan kobieta.

- Tak, chodźmy! - ucieszyła się Kathrine.

- Niech wam będzie. - powiedział Remus i kazał dzieciakom się uszykować do wyjścia, a sam poszedł z żoną do sypialni pod pretekstem przebrania dresów na jakieś wygodniejsze jeansy.

- Specjalnie to robisz prawda? Wiesz, że nie chce mi się dzisiaj nigdzie chodzić. - powiedział do żony rozbawiony mężczyzna wsuwając i zapinając spodnie.

- Nie chcesz wiedzieć nawet jaka to dla mnie przyjemność. - odpowiedziała rozbawiona kobieta. - A tak na poważnie to po prostu chciałam się wyrwać z domu. Lubię czytać książki,  ale na dłuższą metę to mnie nudzi, a niedługo i tak muszę puścić Teda do Hogwartu. Nie ważne jak bardzo bym wolała, żeby został z nami w domu.

- Będzie przyjeżdżał na ferie i wakacje. Nie możemy ograniczać dzieci Doro. Wiem, że ciężko jest Ci się pogodzić, że długo go nie zobaczysz, a jedynie będziesz pisać. Ale zobaczysz, że to nam szybko zleci. Teraz chodźmy już na ten plac zabaw i lody. Ale zakupy może odpuścimy? - zapytał mężczyzna z nadzieją żonę po wyjaśnieniach.

Kiedy już uszykowani wyszli z domu i zakupili lody w pobliskiej lodziarni udali się do wyżej wspomnianego miejsca. Gdy dzieci bawiły się ze sobą Remus wraz z Nimfadorą usiedli na ławce wtuleni w siebie i obserwowali swoje pociechy.

- Kochanie myślałeś może co będzie później? - zapytała nagle kobieta.

- Co masz na myśli?

- Ja za cztery miesiące urodzę i gdzie my się pomieścimy? Myślę, że powinniśmy zdecydować się na przeprowadzkę. Najlepiej tak, żeby każde z dzieci miało własny pokój. - podzieliła się z mężem swoimi przemyśleniami. - Jak urodzę to w tym domu, gdzie mieszkamy teraz się nie pomieścimy wszyscy. W sypialni dobrze wiesz, że damy radę wstawić tylko najwyżej jedno łóżeczko,  a w pokoju Kate i chłopców nie zmieści się nawet nic więcej. Zresztą za kilka lat Kath podrośnie i nie będzie chciała dzielić pokoju ze starszymi braćmi, bo będzie potrzebować prywatności.

- Masz rację kochanie. Może pogadam z Harry'm, żeby pomógł nam poszukać jakiegoś domu? Najlepiej myślę,  żeby mimo wszystko gdzieś tu w okolicy, ale nie daleko, bo za daleko jak się przeprowadzimy to może być zbyt wielki szok dla dzieciaków. - podsunął rozsądnie Remus.

- No fakt. Może jeszcze dzisiaj napiszemy razem do Harry'ego? Myślę, że im szybciej tym lepiej.

- Pewnie, kiedy tylko chcesz. - odpowiedział jej i objął żonę ramieniem przysuwając ją bliżej.

W tym momencie do państwa Lupin podbiegła ich córka wołając:

- Tatusiu chodź się z nami pobawić. chcemy się bawić w chowanego, ale się boje sama i chcemy, żebyś dołączył. - powiedziała szczerze dziewczynka.

- Już idę, idę. - odpowiedział rozbawiony entuzjazmem córki mężczyzna.

Około pół godziny później Remus wraz z dziećmi zaczynać miał właśnie czwartą kolejkę zabawy w chowanego, gdy Kathrine zobaczyła jak dwie dziewczynki przyglądają się zabawie jej i jej rodzeństwa z tatą, więc zamiast słuchać taty jak jej bracia czmychnęła do dziewczynek.

- Cześć, jestem Kate, a Wy? - zagadała.

- Ja jestem Melisa, a to moja przyjaciółka Sophie. - powiedziała trochę nieśmiało blond włosa. 

- Chcecie się z nami pobawić? Gramy z tatą i moimi braćmi w chowanego zaklepanego. zaklepanką jest ławka na której siedzi moja mama. - powiedziała krótko dziewczynka.

- Mogłybyśmy? - zapytała tym razem Sophie. Zanim Kathrine jej odpowiedziała podszedł do niej jej ojciec z braćmi.

- Kate prosiłem, żebyś nie odchodziła bez uprzedzenia. - powiedział do córki zmartwiony.

- Przepraszam tatusiu. One stały tu same i chciałam tylko zaproponować im wspólną zabawę. To Melisa i Sophie. - wytłumaczyła wszystko.

- Dobrze rozumiem, następnym razem po prostu powiedz okej?

- Yhym. Mogą się z nami pobawić prawda?

- Mogą, nie ma problemu. - powiedział Remus.

- Widzicie? Mówiłam, że możecie. - powiedziała do nowych koleżanek. - To mój tata jak widać,  a to Ted i Colin, moi starsi bracia.

Po chwili uprzejmości Remus ponowił zabawę ze swoimi dziećmi oraz z dwiema dziewczynkami. Niecałą godzinę później znudzona Nimfadora podeszła do męża i dzieci.

- Remusie chodźcie już. Muszę obiad zrobić, a miałeś iść z nimi jeszcze do sklepu. - przypominała mężowi.

- Już idziemy. Chodźmy dzieci, jutro mogę z wami tu przyjść. Mama ma rację.

Niezbyt chętnie dzieci udały się z rodzicami w stronę sklepu, gdzie po kilkunastu minutach spaceru Nimfadora skręciła w ulicę Romford, w której weszła do domu numer 17. W tym samym czasie Remus z dziećmi skręcił do pobliskiego Iceland**, gdzie zrobił zakupy, a następnie wrócił z nimi do domu. W czasie czekania na obiad Remus zaproponował dzieciom, że opowie im tym razem wiersz o Pawle i Gawle na co te chętnie przystały.

"Paweł i Gaweł w jednym stali domu,Paweł na górze, a Gaweł na dole;Paweł spokojny, nie wadził nikomu,Gaweł najdziksze wymyślał swawole.Ciągle polował po swoim pokoju: To pies, to zając - między stoły, stołki,Gonił, uciekał, wywracał koziołki,Strzelał i trąbił, i krzyczała do znoju.Znosił to Paweł, nareszcie nie może; Schodzi do Gawła i prosi w pokorze:"Zmiłuj się waćpan, poluj ciszej nieco,Bo mi na górze szyby z okien lecą!"A na to Gaweł: "Wolnoć, Tomku W swoim domku."Cóż było mówić? Paweł ani pisnął,Wrócił do siebie i czapkę nacisnął.


- A co to znaczy wolnoć Tomku w swoim domku? - zapytała ojca Kathrine.

- Tak mówi się jak ma się na myśli,  że w swoim domku robisz co chcesz i nie zwracasz uwagi na to, czy przeszkadza to sąsiadom czy też nie. - wyjaśnił jej na spokojnie ojciec.Następnie kontynuował.

"Nazajutrz Gaweł jeszcze smacznie chrapie,A tu z powały coś mu na nos kapie.Zerwał się z łóżka i pędzi na górę.Stuk, puk! - Zamknięto.Spogląda przez dziurkę
I widzi... Cóż tam? Cały pokój w wodzie,
A Paweł z wędką siedzi na komodzie. "Cóż waćpan robisz?" "Ryby sobie łowię.""Ależ, mospanie, mnie kapie po głowie!"A Paweł na to: "Wolnoć, Tomku,W swoim domku."Z tej to powiastki morał w tym sposobie:
Jak ty komu, tak on tobie."


- Jakby mi ktoś tak robił jak Gaweł Pawłowi to też bym mu zrobiła na złość, bo nie da się długo tak wytrzymać. - oznajmiła najmłodsza Lupin.

- Wiesz kochanie, ludzie są różni, ale nie można aż tak dokuczać innym.

- Nie słuchaj taty. Czasem trzeba pokazać na co nas stać, bo inaczej ludzie będą ciągle nas krzywdzić myśląc, że jesteśmy słabi. - wtrąciła się Nimfadora, która wyszła na chwilę z kuchni.

- Ale ja nie jestem słaba. Przynajmniej tak myślę. - powiedziała dziewczynka.

- Oczywiście, że nie jesteś słaba kochanie. - powiedziała jej matka. - Żadne z was nie jest, ale każdy z was jest inny. Z wiekiem wszystko zrozumiecie.

- Mam nadzieję. - powiedziała Kath. - A co na obiad? Bo już głodna jestem. - powiedziała dziewczynka.

- Dzisiaj pieczony obiad***. Idźcie w coś pograć, bo jedzenie będzie za jakieś pół godzinki. - odpowiedziała kobieta córce. Dzieci chętnie poszły zagrać w gargulki. W tym czasie Remus porozmawiał z żoną, a następnie pomógł jej dokończyć szykowanie posiłku.

Później aż do kolacji Remus i Nimfadora poprosili dzieci, aby pobawiły się razem w swoim pokoju lub salonie, ponieważ chcieli porozmawiać. Mimo swojego niezadowolenia rodzeństwo Lupin posłusznie zajęło się sobą. Kiedy dzieci zamknęły drzwi od swojego pokoju głos zabrał Remus.

- Remusie co z tą przeprowadzką? Myślisz, że teraz to jest dobry pomysł? Nie lepiej właściwie przeczekać aż urodzę?

-Dora powinniśmy w końcu się zdecydować na coś. Nie możemy wiecznie tego odkładać. Myślałem o sprzedaży tego domu i kupnie większego. Jak urodzisz to nie będzie czasu na przeprowadzkę, a poza tym nie pomieścimy się w siódemkę w domu.

- Masz rację, ale tu mamy tyle cudownych wspomnień, może i nie wszystkie są szczęśliwe, ale ciężko będzie mi się rozstać z tym miejscem.

- Pamiętam, że ostatnio Charlie Weasley szukał dla siebie domu w Anglii. Porozmawiam z nim i sprzedamy dom jemu, w ciągu roku rzadko on bywa w Anglii, ale chciałby mieć tu jakieś zaczepienie w razie gdyby kiedyś chciał wrócić na stare śmieci, więc w czasie jego nieobecności mogłabyś przebywać czasem tutaj. - wytłumaczył i zobrazował swojej żonie Remus.

- Niech Ci będzie. Tylko jak powiedzieć to dzieciom? Nie możemy im tak z dnia na dzień powiedzieć, że się przeprowadzamy, mogą źle to odebrać,  nie są gotowi raczej na to.

- Nie da się, żeby byli gotowi. Musimy po prostu z nimi rozmawiać i im wszystko tłumaczyć. Nie widzę innego wyjścia. - uznał pan Lupin.

- Powiedzmy im teraz, nie chcę się tym długo zadręczać, ani martwić.

- Jak chcesz kochanie. Pójdę po nich. - powiedział Remus i udał się do pokoju dzieci akurat pół godziny przed ostatnim tego dnia posiłkiem.

- Możemy już wyjść tato? Nudzi nam się. - powiedział Colin.

- Tak, ale do salonu, musimy z mamą wam o czymś powiedzieć. - poinstruował ich ojciec.

-Okej. - powiedział niepewnie chłopiec i razem z rodzeństwem skierował się we wskazane przez rodzica miejsce.

Przez kilka pierwszych minut dorośli milczeli nie wiedząc do końca jak zacząć wszystko. W końcu głos zabrała Nimfadora.

- Dzieci wiecie, że zawsze byliście, jesteście i będziecie dla mnie i dla taty najważniejsi... Ale w życiu przychodzą różne momenty.

- Ale chyba się z tatą nie rozstajecie? Nie możecie mamo! - wystraszył się Theodor.

- Oczywiście, że nie. Nie mamy zamiaru się rozstawać, spokojnie. Po prostu wiecie, że niedługo będziecie mieli kolejne rodzeństwo i... - zaprzeczyła i kontynuowała Tonks.

- Chodzi nam o to, że chcielibyśmy z mamą się przeprowadzić do jakiegoś większego domu. Jak mama urodzi to nie pomieścimy się wszyscy w siódemkę, dlatego zamieszkalibyśmy w większym domu. - wtrącił się Remus chcąc oszczędzić nerwów żonie.

- Nie, ja nie chcę. - powiedział Teddy.

- Ja sam nie wiem. - wyznał Colin. - Przyzwyczaiłem się do tego domu,  mieszkamy tu od zawsze.

- A ja się trochę boję stąd wyprowadzać. - powiedziała Kate.

- Wiem, że to może być dla was trudne dzieci, ale musimy. Nie mamy gdzie tutaj postawić łóżeczek dla bliźniąt. Poza tym chyba lepiej gdyby każde z Was miało własny pokój. - zaczął przedstawiać sensowne argumenty Remus. - Tutaj zawsze będziecie mogli przyjść z mamą, dom odsprzedamy wujkowi Charlie'emu. On rzadko jest w Anglii, więc nie będzie problemu.

- Nie! Nie chcę się wyprowadzać! Nie zmusicie mnie! - zbuntował się Ted i pobiegł do swojego i swojego rodzeństwa pokoju.

- Teddy! - zawołał syna Remus.

- Mówiłam Ci, że to nie jest dobry pomysł! - wyrzuciła z siebie Nimfadora próbująca powstrzymać płacz.

- Doro uspokój się. Porozmawiam z nim jak się uspokoi, ale Ty nie możesz się denerwować. - odpowiedział żonie.

- Mamo mogę ja z nim pogadać? - zapytał niepewnie Colin. - Spróbuję go przekonać,  ale nie płacz już. 

- Nie płaczę. Idź do brata jeśli chcesz. - odpowiedziała kobieta wycierając załzawione oczy.

- Pójdę z nim. - powiedziała Kate. - Przekonam Teda, żeby nie był zły.

- Nie musisz kochanie. Nie możemy go do niczego zmusić. - powiedziała matka. - Ale idź jak chcesz.

Kiedy rodzeństwo poszło do pokoju Remus próbował uspokoić  żonę. Kobieta jednak zdenerwowała się na tyle, że po pewnym czasie jej mąż zmuszony był podać jej eliksir uspokajający, po którym kobieta zasnęła zmęczona. Remus aby oszczędzić jej nerwów zaniósł ją do sypialni i położył na ich łóżku. Sam udał się do kuchni przemyśleć jak zacząć rozmowę z najstarszym synem. Z racji,  że jego żona spała sam zaczął przygotowywać kolację, która miała tego dnia złożyć się z frytek, gotowanej marchewki,  grzanek z nutellą i gotowanych jajek. Jak zawsze każdy mógł zjeść z tego to co tylko chciał. Kiedy posiłek był gotowy mężczyzna poszedł po swoje dzieci budząc wcześniej Nimfadorę. Kobieta razem z dwójką młodszych dzieci zaczęła jeść, natomiast Remus poszedł porozmawiać z Theodorem, który nie chciał jeść wciąż będąc lekko złym na rodziców. Wszedł do dziecięcego pokoju i zobaczył swojego syna zapłakanego na łóżku.

- Ted, porozmawiaj ze mną. Mama i ja nie mamy wyjścia. Ona i tak przeżywa to wszystko bardzo, w dodatku obwinia się, że nie ustaliliśmy tego z wami tylko między sobą, chociaż i tak to moja wina w większości. - zaczął rozmowę najstarszy Lupin.

- Ja nie chcę się stąd wyprowadzać. Chcę tu mieszkać. - upierał się dalej chłopiec.

- My też nie chcemy, ale nie mamy wyboru. Za cztery miesiące mama urodzi. - tłumaczył mężczyzna. - Nie mamy gdzie postawić łóżeczek,  żeby móc się ruszać w domu. Nie wyprowadzimy się nigdzie daleko. Poszukam domu w okolicy, jedną,  maksymalnie dwie ulice dalej...

- Ale i tak nie chcę. Tu mam wspomnienia, ich nie zabiorę w kieszeń ani nic...

- Wspomnienia zawsze z nami będą.- ciągnął Remus. - A do domu i tak będziemy mogli przychodzić. Ten sprzedamy z mamą wujkowi Charlie'emu i jak on będzie w Rumunii to będziecie mogli tu przebywać kiedy tylko będziecie chcieli. 

- Obiecujesz?

- Tak, obiecuję. Mogę nawet złożyć Ci przysięgę jeśli chcesz.

- Nie, obietnica mi starczy. Przepraszam tato, że na Was tak krzyczałem. Byłem zły, bo myślałem, że robicie to tylko dlatego, żeby zrobić nam na złość...

- Nie mielibyśmy powodu tak robić Teddy. A teraz chodź coś zjeść, mama się martwi.

- Jasne tato. - powiedział chłopiec i wraz z ojcem udał się do jadalni, gdzie akurat reszta rodziny kończyła jeść kolację.

Po posiłku i kąpieli dzieciaki jak zawsze czekały na ojca, aby ten opowiedział im na dobranoc jakąś historię. Tym razem padło na mugolską baśń: "Złotowłosa i trzy niedźwiadki".

"Dawno dawno temu była sobie dziewczynka o imieniu Złotowłosa. Choć była jeszcze mała, często zdarzało jej się nie słuchać rodziców. Chodziła swoimi drogami i za nic miała przestrogi mamy, żeby nie oddalała się od domu. Pewnego dnia Złotowłosa powiedziała - „Jestem już duża i mogę pójść sama na przechadzkę!” Nikomu nic nie mówiąc wybrała się do lasu.
Tego słonecznego poranka rodzina niedźwiedzi mieszkająca głęboko w lesie, postanowiła przed śniadaniem pójść do lasu po miód do owsianki. „Owsianka jest jeszcze gorąca. Przestygnie w tym czasie.” - stwierdził tata - niedźwiedź. Wybrali się całą trójką mama - niedźwiedzica, tata - niedźwiedź i synek niedźwiadek.

Tymczasem Złotowłosa szła przez las, aż doszła do słonecznej polany, gdzie na środku stała urocza chatka kryta słomą. Zapukała, ale nikt nie odpowiedział. Ciekawska dziewczynka otworzyła drzwi i zajrzała do środka. „Cóż, skoro nikogo nie ma, wejdę i rozejrzę się trochę. Nikt się przecież o tym nie dowie.” - pomyślała.

- Ale nie wolno tak, jak nie ma nikogo w domu to trzeba poczekać. - przerwała jak zawsze Kathrine.

- Niektóre dzieci nie słuchają i robią coś wbrew temu co wolno, a co nie. - wyjaśnił zawsze cierpliwy do dzieci Remus.

Złotowłosa znalazła się w dużej kuchni. Na stole stały trzy miski pełne owsianki. „Jestem trochę głodna. Poczęstuję się owsianką.” Najpierw spróbowała owsianki z dużej miski, ale była zbyt słona. Owsianka ze średniej miski była za słodka. Ale owsianka z najmniejszej miski była w sam raz i Złotowłosa zjadła wszystko.
Najedzona dziewczynka postanowiła pójść do salonu. Tu przed kominkiem stały trzy fotele. Złotowłosa usiadła na największym. Ale był za twardy. Drugi fotel, nieco mniejszy był za miękki. Trzeci fotel był bardzo malutki. Kiedy Złotowłosa usiadła na nim, fotelik zarwał się i dziewczynka upadla na podłogę.

„Ciekawe, kto mieszka w tym domku?” - zastanawiała się Złotowłosa. Pobiegła drewnianymi schodami na samą górę i znalazła się w sypialni, gdzie stały trzy łóżka. Dziewczynka położyła się na największym, ale było za wielkie i za twarde. Potem wypróbowała mniejsze łóżko, ale było za miękkie. Trzecie, najmniejsze łóżko było w sam raz. Złotowłosa położyła się na nim wygodnie i od razu zasnęła, bo była bardzo zmęczona.

- Powinna i tak czekać. - uznała dziewczynka. - nieładnie tak robić.

- Oczywiście, ale:

Tymczasem niedźwiedzia rodzina wróciła do domu z porannego spaceru. „Ktoś zjadł moją owsiankę!” - zawołał synek - niedźwiadek i pobiegł do salonu. „Ktoś połamał mój fotel!” - krzyknął. Mama - niedźwiedzica i tata- niedźwiedź widząc cały bałagan, złapali się za głowę. A potem podążyli za synkiem do sypialni.

„Mamo! Tato! Ktoś śpi w moim łóżeczku!” - wrzasnął mały niedźwiadek, bo bardzo się przestraszył. Wtedy Złotowłosa otworzyła oczy. Zobaczyła nad sobą trzy pary niedźwiedzich oczu i przerażona wyskoczyła z łóżka. Nie spodziewała się spotkać w domku niedźwiedzi.

- Ja bym się bała jakby mi tak nagle ktoś wszedł do domku, ale nie poszłabym bez pytania do kogoś. To złe. - oznajmiła póki co najmłodsza Lupin.

Remus kontynuował końcówkę historii:

Dziewczynka czym prędzej opuściła chatkę i pobiegła drogą przez las. Biegła ile sił w nogach, tak bardzo się przestraszyła. Kiedy dotarła do domu, rzuciła się mamie na szyję. Postanowiła zawsze słuchać rodziców, nie oddalać się od domu i nie ruszać rzeczy, które do niej nie należą. A następnego dnia przeprosiła niedźwiadki."

- Przynajmniej przeprosiła, a tak powinna była zrobić od razu. - skomentowała dziewczynka. 

- Wcześniej się bała, bo ją te niedźwiadki wystraszyły. - powiedział jej ciepłym głosem Remus. - A teraz już śpijcie. Rano pójdziemy może na ulicę Pokątną, żeby kupić Teddy'emu wszystko do szkoły. Co wy na to?

- Taaak! - uradowały się dzieci.

- To w takim razie dobranoc dzieci. - powiedział Remus, ucałował całą trójkę i zgasił światła zostawiając zapaloną lampkę przy łóżku Kate.

Noc minęła im spokojnie jak na tak nieprzewidywalne zdarzenia w rodzinie...



*black pudding -  rodzaj wędliny  pochodzącej z Wysp Brytyjskich. Jej polski odpowiednik to nasza kaszanka. W Anglii jest dość popularna na śniadanie.

**Iceland - brytyjska sieć handlowa, jet dość popularna, sprzedaje się tam głównie artykuły spożywcze i różne mrożonki. 

***pieczony obiad - oryginalnie w Anglii nazywa się to Roast dinner, nie znalazłam polskiego odpowiednika tego dania dlatego przetłumaczyłam nazwę po prostu na nasz język. Roast dinner to tradycyjny angielski obiad, jedzony również w czasie świąt i najważniejszych okazji, nie tylko niedzielnych. Najczęściej to porcja pieczonego mięsa, podawana z pieczonymi ziemniakami i pieczoną ogromną pietruszką. Na talerzu znajdziemy również gotowane warzywa, kulki nadzienia do mięsa oraz Yorkshire puddingczyli mieszankę naleśnikową pieczoną na oleju w wysokiej temperaturze. Całość koniecznie zalana gravy czyli sosem pieczeniowym.


Z góry ogromnie przepraszam za tak słabą aktywność, ale sporo się działo i dzieje, więc nie miałam zbyt wiele czasu... Mam nadzieję, że będziecie chociaż minimalnie zadowoleni, bo przyznam, że ja nie jestem ani trochę...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz