poniedziałek, 25 stycznia 2021

"Jak przed pełnią?"

~Przed snem napisał dość długi list do swojej rodziny z zamiarem wysłania go następnego dnia po lekcjach.~

Rano po przebudzeniu był szczęśliwy, że mimo wszystko ma szansę uczyć się w Hogwarcie. Przez opowieści rodziców zawsze chciał tu być i bardzo to doceniał, chociaż nigdy nie chciał przyznać tego na głos. Po śniadaniu do Teddy'ego i Lucy, która wraz z kolegą trafiła do domu lwa podeszła dyrektorka i nauczycielka transmutacji, profesor McGonagall wciąż pełniła rolę opiekunki Gryfonów. Rozdała im ich plany, okazało się, że każda lekcję będą mimo wszystko dzielić z resztą znajomych z pociągu. Plan wyglądał następująco:

Plan dnia - klasa pierwsza, Gryffindor

Poniedziałek:

7:00 - 7:40 Śniadanie
8:00 - 8:45 - Transmutacja (z Hufflepuf)
9:00 - 9:45 - Transmutacja (z Hufflepuf)
10:00 - 10:45 - Obrona Przed Czarną Magią (z Slytherin)
11:00 - 11:45 - Obrona Przed Czarną Magią (z Slytherin)
12:00  - 13:00 - Czas wolny
13:00 - 13:50 - Obiad
14:00 - 14:45 - Latanie na miotle (z Ravenclaw)
14:45 - 19:00 - Czas wolny
19:00 - 20:00 - Kolacja
20:00 - 22:00 - Czas wolny
22:00 - 6:00 - Cisza nocna

Wtorek:

7:00 - 7:40 Śniadanie
8:00 - 8:45 - Godzina wolna
9:00 - 9:45 - Zielarstwo (z Slytherin)
10:00 - 10:45 - Historia Magii (z Ravenclaw)
11:00 - 11:45 - Historia Magii (z Ravenclaw)
12:00  - 12:45 - Latanie na miotłach (z Hufflepuf)
13:00 - 14:00 - Obiad
14:00 - 19:00 - Czas wolny
19:00 - 20:00 - Kolacja
20:00 - 22:00 - Czas wolny
22:00 - 6:00 - Cisza nocna

Środa:

7:00 - 7:40 Śniadanie
8:00 - 8:45 - Eliksiry (z Ravenclaw)
9:00 - 9:45 - Eliksiry (z Ravenclaw)
10:00 - 10:45 - Historia Magii (z Hufflepuf)
11:00 - 11:45 - Zaklęcia i uroki (z Slytherin)
12:00  - 12:45 - Zaklęcia i uroki (z Slytherin)
13:00 - 14:00 - Obiad
14:00 - 19:00 - Czas wolny
19:00 - 20:00 - Kolacja
20:00 - 22:00 - Czas wolny
22:00 - 6:00 - Cisza nocna

Czwartek:

7:00 - 7:40 Śniadanie
8:00 - 9:45 - Czas wolny
10:00 - 10:45 - Transmutacja (z Ravenclaw)
11:00 - 11:45 - Transmutacja (z Ravenclaw)
12:00  - 12:45 - Obrona Przed Czarną Magią (z Slytherin)
13:00 - 14:00 - Obiad
14:00 - 19:00 - Czas wolny
19:00 - 20:00 - Kolacja
20:00 - 21:30 - Czas wolny
21:30 - 22:30 - Astronomia (z Hufflepuf)
22:00 - 6:00 - Cisza nocna

Piątek:

7:00 - 7:40 Śniadanie
8:00 - 8:45 - Eliksiry (z Slytherin)
9:00 - 9:45 - Eliksiry (z Slytherin)
10:00 - 10:45 - Zielarstwo (z Hufflepuf)
11:00 - 11:45 - Zielarstwo (z Hufflepuf)
12:00  - 12:45 - Obrona Przed Czarną Magią (z Ravenclaw)
13:00 - 14:00 - Obiad
14:00 - 19:00 - Czas wolny
19:00 - 20:00 - Kolacja
20:00 - 22:00 - Czas wolny
22:00 - 6:00 - Cisza nocna

Zanim kobieta odeszła Ted zwrócił się do niej.

- Pani profesor, a tu nie ma błędu?

- O czym pan mówi, panie Lupin? - odpowiedziała pytaniem nauczycielka.

- Przecież nie wolno nam wychodzić z wieży po dwudziestej drugiej, a w planie do dwudziestej drugiej trzydzieści mamy w czwartek astronomię. - podzielił się swoim spostrzeżeniem.

- W takim razie będziecie mieli po lekcji dziesięć minut na powrót do swojej wieży. Uważam,  że tyle wystarczy. Resztę pytań radziłabym zadać w czasie jakiejś lekcji. - oznajmiła.

- Dobrze. Przepraszam i dziękuję. - po tej wymianie zdań McGonagall odeszła rozdać plan reszcie uczniów, natomiast Teddy udał się do sowiarni wysłać list korzystając z wolnej godziny po czym poszedł do swojego dormitorium po potrzebne mu książki.

***

Remus siedział w salonie z kubkiem herbaty i tabliczką czekolady czytając jedną ze swoich ulubionych książek. Nie zwracał za bardzo uwagi na wszystko co działo się wokół, więc nie widział również jak sowa jego syna wleciała przez otwarte okno. Uwagę zwróciła mu dopiero jego żona, u której od wieczora odzywały się te gorsze humorki ciążowe.

- Remus głuchy jesteś?! - zawołała zdenerwowana kobieta.

- Kochanie spokojnie. O co chodzi? - odpowiedział odrywając się od lektury.

- Teddy napisał,  prosiłam, żebyś zawołał Cola i Kate. - odpowiedziała.

- Już po nich idę. Spokojnie. Nie wolno Ci się denerwować. - starał się nie doprowadzić żony do zbyt dużego stresu.

- Nie uspokajaj mnie. Idź po dzieci. - powiedziała siadając blisko męża na kanapie.

- Już idę. - odpowiedział i udał się na piętro zostawiając zaznaczoną książkę i niedopity napój ze słodyczem. Kiedy wszedł na piętro udał się do swoich dzieci, które jak się okazało wspólnie bawiły się w fotografa i modelkę. Mała Kate rzecz jasna była tą modelką,  natomiast jej brat robił jej za fotografa. Oboje uwielbiali tą zabawę. - Widzę,  że się świetnie bawicie. - odezwał się na co oboje odwrócili się, a Colin przypadkiem zrobił siostrze zabawne zdjęcie.

- Tato nie strasz.- zaśmiała się dziewczynka.

- Nie chciałem skarbie. - odpowiedział córce z delikatnym uśmiechem. - Mama prosi, żebyście zeszli. Teddy napisał do nas list.

Zaraz po tym jak poinformował o tym dzieci oboje wybiegli ze śmiechem z pokoju zostawiając wszystko co mieli w rękach,  a następnie pobiegli do salonu na schodach zwalniając, aby nie straszyć mamy oraz nie spaść z nich.

- Mogę ja czytać? Proszę mamo. - powiedział na wejściu Colin.

- Taty zapytaj. - odpowiedziała synowi kobieta.

- Możesz,  ale oboje siadajcie i spokojnie ma być. - odpowiedział mężczyzna siadając przy żonie w czasie gdy Colin usiadł po drugiej stronie kobiety z kolei swoją córkę wziął na kolana.

Chłopiec po tym jak całą rodziną usiedli wygodnie zaczął czytać.

Kochani rodzice i Wy Colin i Kate

        W Hogwarcie jest wspaniale. Jak piszę Wam list leżę już moim dormitorium i będę szedł spać, ale muszę Wam napisać, bo nie wyrobię. Zgadnijcie gdzie się dostałem! Jestem Gryfonem jak tata. Tiara myślała też nad Ravenclaw i Hufflepuf, ale ostatecznie wybrała Gryffindor. Jestem strasznie szczęśliwy. W pociągu poznałem kilka świetnych osób. Są to: Bliźnięta Carter - Sophie trafiła do Ravenclaw, Louis jet Ślizgonem, ale mi to nie przeszkadza, polubiliśmy się, razem z Louis'em do Slytherin'u trafiła Mia Bahringer. Do Hufflepuf poszedł jako jedyny Luke Kemmer, a ja jak już wiecie jestem Gryfonem,  ale ze mną trafiła tu Lucy Cone. Mam nadzieję,  że uda nam się mimo różnych domów zaprzyjaźnić.
        Jeszcze nie wiem jakie lekcje polubię, ale mam nadzieję, że chociaż wujek Neville będzie miły i nie będzie nam zadawał za dużo. A właśnie! Wujek Neville jest profesorem, uczy Zielarstwa. Odebrał nas od Hagrida i powiedział kilka strasznie nudnych zasad dotyczących przydziału. Ale mniejsza z tym. Hogwart jest niesamowity. Szczególnie jak wieczorem dopływaliśmy łódkami, widok był niesamowity. Ja nie potrafię tego opisać.
        Napiszcie mi co u Was? Pewnie nudno, ale i tak piszcie, chętnie się dowiem. Teraz dodam tylko kilka słów do każdego z osobna, bo jestem padnięty, a rano mamy lekcje. 
Tato - Jak przed pełnią? Napisz jak się czujesz,  ale naprawdę, a nie ściemniając mi.
Mamo - Jak ty się czujesz? Z bliźniakami wszystko dobrze? Uważaj na siebie.
Colin prośba do Ciebie - napisz mi jak się tata czuje bez zmyślania. Rodzice nie będą chcieli mnie martwić,  więc mi na pewno nie powiedzą. Wiem, że do pełni jeszcze trochę,  ale martwię się o tatę. A od siebie też dodaj jak Ty się czujesz braciszku.
Kate - siostrzyczko nie martw się, widzimy się w święta. Poproś Colina jakbyś chciała coś do mnie napisać. On napisze za Ciebie i wyśle tylko dyktuj mu co ma pisać. Jak wrócę na święta to spędzimy razem mnóstwo czasu. Obiecuję.
Trzymajcie się wszyscy! Już za Wami tęsknię.
Wasz Teddy.

- Remus daj im coś do pisania ja zacznę, potem każdy z Was coś dopisze od siebie i skończysz czymś od nas wszystkich. - powiedziała mężowi Nimfadora.

- Jasne. - powiedział po czym przywołał pergamin i pióro,  a następnie podał to żonie, która zaczęła pisać.

Kochany Teddy

Cieszy nas bardzo,  że znalazłeś sobie znajomych. Gdyby tata był wredny napisałby Ci "A nie mówiłem?" Ale mimo wszystko jesteśmy szczęśliwi, że podoba Ci się w Hogwarcie. U nas wszystko w porządku. Tata czuje się bardzo dobrze, jeszcze dwa dni pewnie zanim zacznie odczuwać skutki pełni. Nie martw się o nas synku, damy sobie radę. Co do mnie i bliźniąt to jest wszystko dobrze. Obiecuję,  że jak urodzę to tata zabierze Cię do nas na chwilę do Munga. Dopilnuję go z tym. - Mama

Mama napisała prawdę, tata czuje się dobrze, serio, możesz wierzyć. U mnie wszystko okej, Kate tylko czasem budzi mnie szybciej niż bym chciał bo bez Ciebie się nudzi bardziej,  ale da się przeżyć. No dobra obudziła mnie tak tylko dzisiaj, ale znam ją i wiem, że tak będzie częściej. Opisz jak najszybciej swoje pierwsze lekcje i co na nich robiliście mniej więcej. Napisałbym więcej, ale mama mnie pogania, żeby każdy mógł coś dodać od siebie. Trzymaj się. - Colin

Colin i mama opisali Ci już wszystko synu. Obiecuję, że jeśli tylko będę się gorzej czuł przed pełnią to napiszę Ci o tym w jakimś liście, jednak póki co jest okej. Tak jak już Col prosił opisz nam swoje wrażenia z pierwszych lekcji. Pamiętaj, że bez względu na wszystko masz nasze wsparcie. Nie mów nikomu o mapie Huncwotów, jedynie przyjaciołom. Lepiej, żeby nie wiedzieli o niej wszyscy. A już tym bardziej nauczyciele i Pan Filch. Nie mogę za dużo pisać, bo mama patrzy mi przez ramię i co chwila się czepia, że Harry dał Ci mapę, więc zostawmy ten temat na kiedy indziej. Jeśli będziesz chciał oczywiście na święta zaprosić kogoś z przyjaciół do domu nie będzie problemu. Ale pamiętaj,  żeby skupić się też na nauce, wbrew pozorom nie będzie tak łatwo. Niedługo napiszę Ci oddzielny list,  bo za  dużo już się rozpisałem. Trzymaj się i uważaj na siebie. - Tata

Ja już za Tobą tęsknię. Chciałabym iść z Tobą do Hogwartu,  ale rodzice mówią,  że nie mogę. Opiszesz mi zamek? Ja chcę wiedzieć o nim wszystko! Tęsknię za Tobą, ale mam Colina, więc nie będzie tak źle. Nie mogę doczekać się aż się spotkamy w święta! Uważaj na siebie w szkole. - Katie

Jak widzisz każdy z nas miał Ci coś do powiedzenia, najwięcej tata, ale on zawsze chce wszystkim dawać rady i pomagać. Tęsknimy wszyscy za Tobą. Ucz się dobrze,  ale pamiętaj też o przyjaciołach, znajomych i ogólnie o dobrej zabawie. Ale wszystko w granicach rozsądku. Nie chcę Ted mieć żadnych listów od profesor McGonagall. Chociaż tata ma racje z tym co powiedział mi przed chwilą. Jesteś synem Huncwota, więc nie ma szans na spokojny rok z Twojej strony. Ale mimo wszystko postaraj się unikać szlabanów i skarg do nas, nie chcę się niepotrzebnie denerwować. 
Do zobaczenia w święta.
Mama, tata, Kate i Colin.

Po wysłaniu listu sową kobieta poszła zrobić śniadanie dzieciom, ponieważ było jeszcze dość wcześnie rano, a rodzeństwo wciąż nic nie zjadło. Zaraz za nią do kuchni poszedł jej mąż, a z kolei dzieci wróciły do zabawy. Remus wiedział, że jego żona jest nie do końca w dobrym humorze, więc chciał jakoś go jej spróbować poprawić.

- Pomóc Ci w czymś? - zapytał.

- Pokroisz pomidory na kawałki i podsmażysz bekon z jajkiem? - poprosiła. - Nie mam siły długo stać, ja w tym czasie zrobię sok i herbatę. Resztę za chwilę zrobię.

- Może sam to wszystko zrobię? Usiądź, nie powinnaś się przemęczać. - powiedział zmartwiony widząc, że jego żona ma problemy ze staniem.

- Nie, pomogę ci. Mam dość ciągłego siedzenia i leżenia. - odpowiedziała.

- Kochanie, wiem,  ale tu chodzi o Ciebie i dzieci. Nie pozwolę, żeby coś Wam się już stało. - mówiąc to objął ją w tali na tyle na ile pozwalał jej już pokaźnych rozmiarów brzuch. - Podam Ci co będziesz chciała do wyspy kuchennej,  ale nie stój. Siedź jak już musisz coś robić okej?

- Niech Ci będzie. - zgodziła się kobieta.

W czasie wspólnego gotowania z żoną Remus prowadził z nią zwykłą rozmowę na różne tematy, w pewnym momencie kiedy kobieta skończyła swój przydział i chciała pomóc mężowi ten, aby nie pozwolić jej na to zaczął ją całować przytrzymując delikatnie przy jednej z szafek kuchennych. Na szczęście udało im się przy tym niczego nie spalić, więc niedługo później Nimfadora uwolniona z ramion męża zawołała dzieci na posiłek.

- Myślisz Col,  że Ted zjadł już śniadanie? - zapytała brata ciekawa Kate.

- Nie wiem Katie. To chyba zależy o której ma śniadanie w Hogwarcie. - odpowiedział.

- Pewnie już dawno zjadł. Mamy prawie dziesiątą trzydzieści, więc obstawiam, że ma akurat jakąś drugą bądź trzecią lekcję. Przynajmniej taki był plan, gdy ja się uczyłem w Hogwarcie. - wtrącił się do rozmowy ich ojciec.

- A opowiesz nam jakąś swoją historię ze szkoły? - zapytała ponownie dziewczynka. - Proszę tatusiu.

- Nie raz już je słyszeliście. - odpowiedział Remus.

- Ale ja też chętnie posłucham ponownie. Nie daj się nam prosić. - wtrąciła jego żona rozbawiona. - Wiesz, że z nami nie masz szans.

- Tylko dlatego, że macie te przeklęte niebieskie oczy. - burknął pod nosem mężczyzna jednak jego żona i dzieci usłyszały to. W dobrych humorach i przy miłych pogawędkach rodzina skończyła posiłek, a następnie małżeństwo posprzątało po śniadaniu z pomocą magii. Kiedy skończyli mała Kathrine od razu chciała usłyszeć historię, jednak jej ojciec zanim zaczął opowiadać zrobił sobie i swojej rodzinie herbatę i przyniósł dodatkowo dwie tabliczki czekolady, które połamał i otworzył dla siebie i swojej rodziny. Mimo to Nimfadora wywróciła oczami, ponieważ wiedziała, że i tak jej mąż zje co najmniej jedną tabliczkę sam. - Chcecie o czymś konkretnym usłyszeć, czy ogólnie? - zapytał.

- Jak wszyscy Huncwoci dowiedzieli się, że masz likantropię? - zapytał jako pierwszy Colin zanim jego siostra zdążyła coś powiedzieć.

- Colin o takie rzeczy nie pytajcie taty. - odpowiedziała Nimfadora.

- Doro spokojnie. Mogę Wam opowiedzieć, nie jesteście aż tak mali przecież. Ale wiem tyle co z jednej z naszych rozmów. To było tak: Miodowo-włosy chłopak wracał po cichu do dormitorium ze skrzydła szpitalnego. Kilka godzin wcześniej zakończyła się jego przemiana z wilkołaka w człowieka. Chciał położyć się i odpocząć, ponieważ była to jedna z tych trudniejszych pełni w jego ośmioletnim życiu jako wilkołak. Już nie pamiętał jak to jest nie czuć tego bólu. Wchodząc do dormitorium Gryfonów z trzeciego roku starał się zachowywać jak najciszej. Gdy był już przy swoim łóżku nagle ktoś zapalił światło.

- Gdzie byłeś Remus? - zapytał czarnowłosy chłopiec w okularach.

- Mówiłem wam, że odwiedzam chorą mamę. Wracam z gabinetu profesora Dumbledore'a. - odpowiedział lekko wystraszony chłopiec.

- Nie kłam Lupin. Profesor Dumbledore mówił, że jesteś w skrzydle szpitalnym i nie pozwolił nam wejść.

- Bo byłem po coś na uspokojenie, martwię się o mamę i nie czułem się dobrze. - brnął dalej.

- Obserwujemy Cię już od pierwszej klasy. Co miesiąc znikasz. I my już wiemy, że jesteś wilkołakiem. Dzisiaj pełnia była prawda? - powiedział drugi z chłopców ~ Syriusz.

- Syriusz mogłeś delikatniej. - wtrącił pulchny chłopiec z czekoladową żabą w ręce.

Nie wiedząc co ma powiedzieć chłopiec usiadł na swoim łóżku i ze łzami w oczach zapytał.

- Mogę jeszcze dzisiaj zostać, czy mam się już pakować?

- O czym ty bredzisz Lupin? - zapytał Black.

- O tym, że jestem potworem i wiem, że nie chcecie się już z mną przyjaźnić. - powiedział chłopiec. - Nie zasługuję, żeby mieć kolegów, ani tym bardziej przyjaciół.

- Nie masz nigdzie iść. Twoja choroba nic nie zmienia Remusie. Chcemy się z Tobą dalej przyjaźnić. Nie ważne kim jesteś raz w miesiącu, dla nas zawsze będziesz Remusem, najlepszym przyjacielem. - powiedział szczerze okularnik.

- Pewnie, James ma racje. Nigdy cię nie zostawimy. przyjaźnimy się. Pomożemy ci też z twoim futerkowym problemem. - dodał Black.

- Ale skąd wy właściwie o tym wiecie? Tylko nauczyciele wiedzą o tym i moi rodzice. - powiedział Lupin wycierając zaczerwienione i mokre od łez oczy.

- Domyśleliśmy się w tamtym miesiącu, uznaliśmy, że jak sam nam nie powiesz prawdy za miesiąc to sami Ci o tym powiemy, ale mówiłem mu, żeby zrobił to w delikatny sposób. - powiedział Potter.

- Nie mówcie nikomu proszę. - poprosił Remus.

- Pewnie, że nie powiemy. - powiedział Peter.

-Zachowamy Twój sekret do grobu. - powiedział poważnie Black.

- To będzie tylko nasz sekret. Naszej czwórki. - dodał James.

- Dziękuję.

- Nie masz za co. Chodźmy już spać. Rano musimy iść do biblioteki.- powiedział Syriusz.

- Do biblioteki? Wy nigdy tam nie chodzicie. - powiedział zdziwiony Lupin.

- Wiemy, ale musimy coś znaleźć, żeby Ci pomóc, a tylko tam możemy się czegoś dowiedzieć. - powiedział mu Potter.

- Ale nic głupiego. - oznajmił Lupin.

- Serio w to wierzysz? - zapytał rozbawiony tym razem Black.

- Spróbować zawsze warto. - mruknął chłopiec. Po kilkunastu minutach rozmowy chłopcy powiedzieli sobie dobranoc i poszli spać. Następnego ranka była sobota, więc chłopcy wspólnie udali się do biblioteki, gdzie wspólnie zaczęli przeszukiwać różne książki na temat wilkołaków...* Mniej więcej tak to pamiętam. - skończył opowiadać najstarszy Lupin.

- Ale super. - powiedziała zachwycona Kathrine. - Ale skoro wtedy płakałeś to czemu teraz nigdy nie płaczesz tato? - zapytała ojca.

- Płaczę nie raz. Ale rzadko przy was. Najczęściej sam, albo przy mamie wiesz? - odpowiedział. - A odpowiadając na pytanie dlaczego to po prostu. Płakać może każdy nie ważne ile ma lat. Tylko z czasem coraz bardziej ukrywamy łzy. Pokazujemy nasze słabości tylko komuś kogo kochamy. Ale nie ma w płakaniu nic złego,  nie ważne czy jest się chłopcem, czy dziewczynką.

- A czemu ty nie chcesz przy nas płakać? Sam mówisz, że to nic złego. - powiedziała dziewczynka.

- Nie to że nie chcę kochanie, po prostu nie mam powodów. Przy was zawsze i w każdej sytuacji mogę się uśmiechać, bo razem z mamą wprowadzacie do mojego życia radość i szczęście wiesz? Nie ważne co by się nie działo jesteście moim szczęściem, takim promykiem słońca w pochmurny dzień. I dlatego nie umiem przy was płakać, bo sprawiacie, że jestem szczęśliwy, a kiedy płaczę przy mamie to najczęściej dlatego, że byłem przy niej silny zbyt długo. Każdy musi czasem się wypłakać, wyżalić,  albo po prostu pobyć z kimś w ciszy. Słowa nie zawsze są potrzebne. - powiedział córce.

- Kocham cię tatusiu. - powiedziała dziewczynka wtulając się w tors ojca.

- Ja Ciebie też słoneczko. - odpowiedział córce.

- Ciebie też mamusiu kocham i Ciebie Col. - dodała dziewczynka.

- My Ciebie też skarbie. - odpowiedziała dziewczynce matka tuląc ją delikatnie.

- Tato, a mogę zabrać Kate na spacer gdzieś po okolicy? Nie będziemy nigdzie daleko. - poprosił Colin.

- Lepiej nie. - wtrąciła Nimfadora. - Ewentualnie pójdziecie z tatą jeśli będzie chciał, ale sami nie ma opcji Colin. Nie znacie za dobrze okolicy i jeszcze się zgubicie.

- No ale będę na nią uważał i nie pójdziemy daleko. A ty mamo nie powinnaś zostać sama w domu, może coś się tobie i bliźniakom stać.

- Mi nic nie będzie Col. A samych was nie puszczę, bo za bardzo się o was boję. Albo idziecie z tatą jeśli się zgodzi,  albo co najwyżej na podwórko.

- No dobra. Tato idziemy? - skapitulował chłopiec.

- Jasne, idźcie po kurtki albo bluzy, bo może być chłodno i czekajcie przed domem okej? Muszę porozmawiać z mamą. - odpowiedział mężczyzna, czym zdziwił trochę żonę.

Kiedy Colin i Kathrine poszli do swoich pokoi po bluzy oraz chłopiec dodatkowo do aparat i kilka innych rzeczy Nimfadora zapytała męża.

- Remusie co się dzieje? O czym chcesz porozmawiać? - zaniepokoiła się trochę.

- Myślałem ostatnio o Twojej mamie. Ona mieszka sama,  nie ma nikogo oprócz nas, więc może zamieszkałaby z nami? Dzieciaki ucieszą się jak będą mieć babcię na co dzień, a my będziemy o nią spokojniejsi. - wyznał.

- A od kiedy Tobie tak pasuje mieszkanie z moją matką? Wiem że się dogadujecie, ale...

- Doro mi chodzi o jej i wasze dobro. - przerwał żonie.

- Jakie dobro? Co ty ukrywasz? - coraz bardziej się denerwowała.

- Ogólnie, słuchaj zależy mi na was. Nie chcę, żebyś cierpiała ty, czy dzieci. 

- Co ukrywasz? - nie dawała spokoju kobieta.

- Mam pewne podejrzenia po prostu, ale nie chcę o tym rozmawiać. Nie możesz się denerwować, a poza tym nic nie jest pewne.

- Remus. - powiedziała stanowczo. - Albo mi powiesz w tej chwili, albo się zaraz wkurzę jeszcze bardziej. - ostrzegła.

- Doro nie zmuszaj mnie. Nie chcę o tym rozmawiać. To tylko moje przypuszczenia. - upierał się.

- Zależy ci na mnie i dzieciach prawda? - zmieniła taktykę kobieta dezorientując trochę męża.

- Oczywiście, że tak, ale... - nie dokończył, bo Nimfadora wtrąciła mu się w zdanie.

- To powiedz o co Ci chodzi. Co podejrzewasz? Remus ja nie chcę się denerwować, a ty w tym momencie mnie do tego zmuszasz. - powiedziała kobieta. 

Żadne z nich nie wiedziało, że Colin i Kathrine podsłuchują rodziców, którzy nie rzucili żadnego zaklęcia wyciszającego.

- Kochanie... - ponownie nie mógł skończyć.

- Nie. Mów o co ci chodzi. - powiedziała głosem, który wskazywał na to iż jest zła na męża.

- Ale obiecaj mi coś. - powiedział, a kiedy kiwnęła głową, aby mówił kontynuował. - Bez względu na wszystko nie będziesz się tym zadręczać i zapomnisz o tym co podejrzewam. Nie mam na to żadnych dowodów, tylko moje przypuszczenia.

- No dobrze, obiecuję, ze się postaram, ale powiedz mi o co chodzi?

- Podejrzewam,  że twoja matka może mieć raka, albo jakąś inną chorobę. - powiedział cicho mężczyzna. Jednak mimo to Colin i Kathrine którzy podsłuchiwali dzięki wilczemu słuchowi po ojcu doskonale wszystko usłyszeli.

- Co? Nie to nie możliwe. Nie wierzę. - powiedziała zszokowana kobieta.

-  Nie wiem czy to prawda, ale Doro na to wygląda. Póki co chciałem ją zabrać do nas i za jakiś czas zapytać po prostu o to. Ale proszę, nie denerwuj się, wiesz, że nie możesz. - dodał widząc, że jego żona jet coraz bardziej zdenerwowana.

- Ale to nie może być prawda. Mama nic mi nie mówiła przecież. - wypierała tą myśl.

- Wiem, ale znasz swoją matkę. Dromeda nikomu o tym nie powie. - powiedział. - Dobra, nie ważne. Pójdę do dzieciaków, wrócimy za dwie godziny jakoś. Prześpij się i odpocznij, nie zawracaj sobie tym głowy.

- Tato a o co chodzi z babcią? - z ukrycia wyszła Kathrine, której Colin nie zdążył zatrzymać.

- Co ty tu robisz? - zapytała matka dzieci. - Kate, tata wam powiedział wyraźnie, że macie czekać przed domem.

- Doro spokojnie. - przerwał żonie. - Ile słyszeliście? Colin też tu chodź lepiej. - powiedział patrząc w stronę schodów na których ukrywał się chłopiec.

- Nie złość się na nas tato. Usłyszeliśmy, że mówicie coś o babci i myśleliśmy, że przyjedzie, ale mówiłeś coś, że babcia jet chora. Ona nie umrze, prawda? - wyjaśnił w skrócie chłopiec.

- Nie wiem Colin, póki co babci nic nie jest. Nie martwcie się na zapas. Idźcie teraz poczekać pod domem, zabiorę Was na gofry i spacer. - powiedział Remus.

- No okej. Ale wyjaśnisz mi o co chodziło po drodze? - dopytywał.

- Porozmawiamy jak będziemy szli. Idźcie już. - oznajmił Remus kończąc tym samym dyskusję.

Kiedy dziesięciolatek wyszedł wraz z siostrą kobieta nie mogła się za bardzo uspokoić, więc Remus udał się do kuchni,  gdzie trzymali apteczkę, a następnie zabrał z niej eliksir uspokajający i podał żonie jego małą dawkę.

- Nie powinnaś się denerwować. Załatwię to z dziećmi i obiecuję, że nigdy nie wrócimy do tego tematu, dobrze? - powiedział spokojnie.

- Musimy wrócić. Ale bez dzieci. Oni nie mogą o niczym wiedzieć. Wróć z nimi najwcześniej za dwie godziny, ja w tym czasie pójdę do mamy. Nie przerywaj mi. - powiedziała widząc, że jej mąż ma zamiar się odezwać. - Porozmawiam z mamą i spróbuję się dowiedzieć od niej. Najwyżej spróbuję przejrzeć jej dokumentacje medyczną.

- Nie Doro. Zostań w domu. Nie wolno Ci się denerwować. Nie pozwolę ci ryzykować aż tak. Wiem, że chcesz porozmawiać z Dromedą, ale nie pozwolę ci samej. Jutro podrzucę dzieciaki do Ginny i Harry'ego i wtedy pójdziemy do twojej matki. Nie chcę słyszeć sprzeciwu. Wiele razy ci ustępuję, ale w takim przypadku nie pozwolę ci samej się narażać. - zaprzeczył.

W końcu po chwili kobieta zgodziła się na warunki i decyzję męża. Wiedziała, że idąc sama na rozmowę ze swoją matką zbyt wiele ryzykuję.

***

Po spacerze Remus zabrał Colina i Kate na krótkie zakupy. Kupił kilka czekolad, żelki, ciastka i inne słodycze, do tego soki i wodę, a następnie dokupił kilka innych produktów spożywczych. Wrócił z dziećmi do domu, a następnie do wieczora pozwolił im na zabawę, w międzyczasie am przygotował późniejszy obiad, a wieczorem kolację. Kiedy po ostatnim posiłku Colin i Kathrine umyli się i przebrali w piżamy, Remus przyszedł z Kate do pokoju Colina i usiadł z córką na kolanach w fotelu, który transmutował z krzesła. Po czym zaczął opowiadać kolejną bajkę dzieciom.

- Mężczyzna zaczął bajkę: "Dawno temu, w małej zaniedbanej chatce, mieszkały sobie z mamą trzy małe świnki. Były bardzo biedne, więc postanowiły, że wyruszą w świat w poszukiwaniu fortuny.

I tak, pierwsza z nich zapakowała ulubione rzeczy, powiedziała mamie „do widzenia” i poszła.
Nie uszła daleko, gdy zobaczyła ładną brukowaną drogę.
- Jaka piękna droga – powiedziała pierwsza mała świnka. - chyba pójdę nią i przekonam się, co mnie na niej spotka.
Niedługo potem ujrzała człowieka ze snopkiem słomy.
- Dzień dobry panu – przywitała się grzecznie. - Niech mi pan sprzeda ten snopek słomy, przyda mi się na budowę domku.
- Zgoda – odrzekł człowiek.


I tak pierwsza mała świnka dała człowiekowi wszystkie pieniądze za snopek słomy. Potem zabrała się do pracy. Zaczęła wiązać słomę w pęczki i przymocowywać do kijów. Robiła to tak długo, aż wybudowała ścianę. Wreszcie, mała świnka samodzielnie zrobiła przytulny mały domek ze słomy i była bardzo zadowolona.
Ale kiedy siedziała w środku i jadła pierwszą kolację w nowym domku, nadszedł zły wilk. Polował przez cały dzień w wielkim lesie, ale nie znalazł nic do jedzenia, więc był bardzo głodny. Nic dziwnego, że kiedy zobaczył malutki domek świnki, pomyślał: wreszcie znalazłem kolację! Zapukał do drzwi i zawołał:

-Mała świnko, uchyl drzwi. Pozwól wejść do środka mi!

Pierwsza świnka wyjrzała przez okno. Kiedy zobaczyła wielkiego złego wilka, zawołała:

- Nie otworzę drzwi przed tobą, Boś jest bardzo złą osobą!

To bardzo rozwścieczyło wilka. Ryknął bardzo głośno:

- Jak się nadmę i jak dmuchnę. To z twym domkiem będzie krucho!

Ale świnka wciąż nie chciała go wpuścić do środka. Wielki zły wilk sapał i dmuchał tak tak długo, aż mały domek ze słomy rozsypał się. Pierwsza mała świnka musiała uciekać tak szybko, jak tylko potrafiła, bo inaczej wilk naprawdę by ją zjadł!

- To straszne. - przerwała Kathrine ojcu. - Udało jej się tatusiu uciec? Zapytała.

- Jakbyś nie gadała byśmy wiedzieli. - odpowiedział jej zmęczony brat.

- Colin bądź milszy dla siostry. - powiedział ojciec dzieci. - Wszystkiego się za chwilę dowiesz Katie.

- No okej, przepraszam Kate. - powiedział chłopiec.

- Nie szkodzi. - odpowiedziała chcąc poznać dalszą część baśni.

Wkrótce potem druga mała świnka postanowiła poszukać szczęścia w szerokim świecie. Powiedziała mamie „do widzenia” i poszła sobie.

Szybko dotarła do wysypanej żwirem drogi.

- Jaka przyjemna droga. Mam nadzieję, że prowadzi w jakieś ciekawe miejsce, gdzie znajdę swoje szczęście – pomyślała.

Skręciła więc w żwirową drogę.
Wkrótce druga mała świnka spotkała człowieka niosącego wielką walizkę patyków.

- Dzień dobry panu – przywitała się uprzejmie druga mała świnka. - Czy nie sprzedałby mi pan tej wiązki patyków. Chciała bym zbudować z nich swój domek.

- Oczywiście – odpowiedział człowiek.

Druga mała świnka dała mu wszystkie pieniądze za patyki.
Wzięła wiązkę i zabrała się do pracy. Dokładnie opiłowała patyki. Potem poprzybijała je do siebie. Wkrótce zrobiła z patyków przytulny, mały domek.
Kiedy tylko druga mała świnka wstawiła frontowe drzwi, nadszedł wielki zły wilk. Zapukał do drzwi i zawołał:

- Mała świnko, uchyl drzwi. Pozwól wejść do środka mi!

Kiedy druga mała świnka wyjrzała przez okno i zobaczyła wielkiego złego wilka, odpowiedziała:

- Nie otworzę drzwi przed tobą, Boś jest bardzo złą osobą!

To rozwścieczyło wilka. Bardzo głośno zaryczał:

- Jak się nadmę i jak dmuchnę. To z twym domkiem będzie krucho!

Druga mała świnka bardzo się przestraszyła, ale nie wpuściła wilka. Zły wilk nadął się i dmuchnął. Fukał i dmuchał, dmuchał i fukał, fukał i dmuchał.
Minęła chwila i zły wilk zdmuchnął domek drugiej świnki, który rozpadł się na drobne patyczki. Druga mała świnka musiała uciekać tak szybko, jak tylko potrafiła, bo inaczej zły wilk zjadł by ją na kolację!

Niedługo potem trzecia mała świnka postanowiła wyruszyć w świat i poszukać swojego szczęścia. Zapakowała swoje ulubione rzeczy i powiedziała mamie „do widzenia”.
Ruszyła przed siebie.
Nie minęło wiele czasu, kiedy znalazła wąską drogę.

- Jaka mała spokojna droga – powiedziała sama do siebie. - Ciekawe, co mnie spotka, jeśli nią pójdę – pomyślała.

Ruszyła polną drogą.

Po pewnym czasie spotkała człowieka wiozącego taczkę cegieł.

- Dzień dobry panu – przywitała się grzecznie trzecia mała świnka. - Czy nie sprzedałby mi pan tych cegieł. Zbudowałabym sobie z nich domek. 

- Oczywiście – odpowiedział człowiek.

Trzecia mała świnka dała mu wszystkie pieniądze i zabrała cegły. Rozmieszała cement i dokładnie układała cegły, jedną na drugiej. Po pewnym czasie wybudowała sobie przytulny domek.
Gdy tylko trzecia mała świnka weszła do nowego domku, nadbiegł wielki zły wilk. Zapukał do drzwi i głośno zawołał:

- Mała świnko, uchyl drzwi. Pozwól wejść do środka mi!

Trzecia mała świnka wyjrzała przez okno, zobaczyła wilka i odpowiedziała:

- Nie otworzę drzwi przed tobą, Boś jest bardzo złą osobą!

Wilk bardzo się zdenerwował słysząc te słowa. Ryknął więc bardzo głośno:

- Jak się nadmę i jak dmuchnę. To z twym domkiem będzie krucho!

Potem zaczął fukać i dmuchać. Dmuchał i fukał coraz mocniej. Ale choć się wytężał, nie mógł zdmuchnąć małego domku zbudowanego z cegieł. Wdrapał się więc na dach i wsadził głowę do komina.

- Wsadziłem już nos do środka – zagroził wilk.

- Proszę bardzo – odpowiedziała mała świnka.

- Teraz włożyłem już do środka uszy – odgrażał się wilk.

- Bardzo mi miło – drwiła trzecia mała świnka.

- Wepchnąłem też łapy – straszył wilk.

- Bardzo dobrze – spokojnie odpowiedziała trzecia mała świnka.
- Już cały wszedłem do środka – poinformował wilk. I zjechał komin do chatki!

Nieoczekiwanie wilk wydał z siebie straszne wycie, gdyż mała przebiegła świnka ustawiła na palenisku wielki kocioł z wrzątkiem!

Wielki zły wilk uciekł z powrotem przez komin, najszybciej jak tylko potrafił, gdyż w przeciwnym razie na pewno ugotował by się w kotle wrzącej wody.

I tak wielki zły wilk, uciekł gdzie pieprz rośnie, a trzecia mała świnka mieszkała sobie szczęśliwie w niewielkim przytulnym domku z cegły.

- A co się stało z dwiema innymi świnkami? - zapytała Kathrine.

- Po jakimś czasie odnalazły trzecią świnkę i wspólnie zamieszkały w domku z cegły. - odpowiedział jej ojciec. - A teraz idźcie spać dzieci. Jutro opowiem Wam kolejną bajkę. - powiedział na co Kathrine wtuliła się w tatę dając mu do zrozumienia,  aby ją przeniósł do jej pokoju.

Mężczyzna zgodnie z życzeniem córki wziął ją na wpół śpiącą na ręce,  życzył synowi dobrej nocy, zaniósł Kate do jej pokoju i kiedy upewnił się,  że dziewczynka śpi poszedł do sypialni, gdzie jego żona właśnie smarowała się balsamem. Wziął swoją piżamę składającą się z T-shirt'u i dresów, po czym wziął w łazience krótki prysznic i wrócił do pomieszczenia,  które dzielił z żoną do spania. Wtuleni w siebie Lupinowie zasnęli. Wstali kolejnego dnia dość późno, bo dopiero o godzinie dziewiątej...







*Historyjkę jak Huncwoci odkryli likantropię Remusa wymyśliłam sama, jeśli jest coś podobnego lub identycznego do jakiegoś innego fanfiction to przepraszam, nie było zamierzone

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz