Po śniadaniu Remus zabrał dzieci do Potter'ów. Następnie teleportował się do miejsca zamieszkania swojej teściowej, aby wraz z nią udać się do swojej żony i tak jak obiecał - dowiedzieć się czy jego podejrzenia co do choroby kobiety są słuszne.
- Remus? Coś się stało? Coś z Dorą albo dziećmi? - wystraszyła się kobieta na widok zięcia.
- Nie, spokojnie. Wszystko z nimi w porządku. Dora tylko chcę z Tobą porozmawiać i prosiła mnie, żebym cię do nas zabrał. - odpowiedział mężczyzna.
- No dobrze. - odpowiedziała kobieta. - Tylko coś wezmę. - mówiąc to cofnęła się do środka.
Po wejściu do domu Lupinów Andromeda rozejrzała się chwilę po wnętrzu, gdzie nie miała jeszcze okazji być. Następnie pokierowana przez Remusa do kuchni, gdzie była pani Lupin, oczekująca matkę i męża.
- Dobrze Cię widzieć mamo. - przywitała się młodsza z kobiet. - Chodźmy do salonu, chciałabym z tobą porozmawiać. Ramus zrobiłbyś nam herbatę? - poprosiła męża.
- Pewnie. - odpowiedział żonie i zaczął przygotowywać napoje.
Kilka minut później dołączył do żony i teściowej z parującymi kubkami.
- Mamo martwię się o Ciebie. - zaczęła po chwili ciszy Nimfadora.
- Czemu? Wszystko w porządku przecież u mnie. - odpowiedziała starsza kobieta.
- Remus mówił mi co innego. - oznajmiła.
- Ale że co?
- Nie chciałem martwić Dorę, ale nie jestem w stanie wszystkiego przed nią ukrywać. - wtrącił mężczyzna. - Od jakiegoś czasu podejrzewam, że coś ci dolega. Jak mieszkałaś u nas zaobserwowałem, że coś się dzieje. Jakbyś była chora, albo co najmniej osłabiona czymś.
- Mamo co się dzieje? - dodała Nimfadora. - Martwię się o ciebie. - Remus wspominał mi wczoraj wieczorem, że widział, że nie miałaś apatytu, prawie nic nie jadłaś, szybciej się męczyłaś... Co się dzieje?
- Nic córeczko. Nie martwcie się. - odpowiedziała.
- Może i mógłbym o zignorować, gdybyś nie była Dromedo ważna dla mnie, Dory i dzieci, ale nie zignoruję. Powiedz co się dzieje? Albo chociaż mów jeśli potrzebujesz pomocy. - wyjawił Remus.
- Ehhh... Co mam wam powiedzieć? - zapytała. - Nie chcę wam po prostu dokładać. Macie na głowie teraz ciążę Dory, dzieci, ja sobie poradzę.
- Właśnie, że nie. Nie dajesz rady. Widzę to. - wtrącił pan Lupin. - To, że Dora jest w ciąży nie znaczy, że nie mamy Ci pomagać. Dromedo powiedz nam co się dzieje? Chcemy ci pomóc, ale nie możemy jeśli nie powiesz w czym. - tracił już powoli cierpliwość mężczyzna. Z racji, że pełnia miała być za kilka dni był trochę rozdrażniony.
- Remus uspokój się. - powiedziała jego żona. - Ale on ma rację mamo. Jak Ci pomóc? Co się dzieje?
- Ale obiecaj Doro, że nie będziesz się denerwować. - powiedziała.
- Obiecuję, że się postaram być spokojna. - odpowiedziała zniecierpliwiona.
- Jakiś czas temu dowiedziałam się, że mam nowotwór. Nie jest aż tak złośliwy, ale nie kwalifikuje się do operacji. Przepisali mi jakieś leki, eliksiry i to mnie osłabia. - powiedziała najspokojniej jak była w stanie. Nimfadora nie spodziewając się takich wiadomości wystraszyła się co starczyło, aby z nerwów złapał ją skurcz.
- Doro co się dzieje? - spytał zaniepokojony słowami teściowej i reakcją żony Remus.
- Nie wiem. Chyba za mocno się denerwuję. - odpowiedziała kobieta.
- Spokojnie. - odpowiedział jej mąż. - Dasz radę iść sama?
- Nie wiem, mogę spróbować.
- Nie będziemy ryzykować. - odpowiedział i wziął żonę na ręce. - Położysz się w sypialni.
- Remusie ja nie chciałam. - powiedziała wystraszona Andromeda.
- Spokojnie, nic się nie dzieje. Oboje z Dorą wiemy, że musi ona unikać stresu, a ta rozmowa i tak go wymagała od każdego z nas. Nic jej nie będzie. - powiedział, a następnie przeniósł żonę do sypialni, gdzie położył ją i poczekał przy niej aż ta zaśnie.
- Ja lepiej pójdę. - powiedziała Andromeda. - Nie chcę jej denerwować.
- Daj spokój. Nic im nie będzie. To nie twoja wina. Zostań tutaj, pójdę po Cola i Kate. Do jutra zostaniesz u nas. Później się zobaczy. - powiedział teściowej.
- Nie chcę wam zawadzać.
- Nie będziesz, a dzieciaki też na pewno się ucieszą. - odpowiedział teściowej. - Zresztą Dora nie daruje i jak się dowie że wróciłaś do siebie znając ją będzie w stanie zaryzykować, żeby iść po ciebie.
Po jeszcze chwili rozmowy kobieta uległa zięciowi i zrezygnowała z powrotu do swojego pustego domu. Kiedy Remus wraz z Colinem i Kathrine wrócił do domu kobieta z radością powitała swoje wnuczęta. Colin jednak już poprzedniego wieczoru podsłuchał rozmowę rodziców z kolei będąc u Potter'ów napisał list do starszego brata i wysłał go sową swojego wujka, który nieświadomy niczego zgodził się pożyczyć swoją sowę. List był następującej treści:
Teddy!
Wiem, że możesz być na mnie zły, ale musiałem. Od jakiegoś czasu martwiłem się o babcię, bo nie najlepiej wyglądała. Zawsze była przecież pełna siły, ale teraz wyraźni jej tego brakuje. Wczoraj podsłuchałem rozmowę rodziców. Mama mówiła coś o jakiś podejrzeniach taty, a tata o jakiejś chorobie babci.
Niewiele z tego zrozumiałem, ale martwię się o babcię. Coś też chyba bardzo niepokoi mamę, bo ostatnio coraz częściej tata ją próbuje uspokoić, a nas prosi, żebyśmy jak najmniej mamę denerwowali. Kate się też niepokoi, ale tata zajmuje ją co chwila czymś nowym, mnie też próbuje, ale ja nie umiem się na niczym skupić. Boję się o mamę i babcię. Raz tata wspomniał coś o mugolskim nowotworze, ale kompletnie nie wiem co to znaczy, a nie chcę nikogo pytać, bo zaraz się rozniesie, że o czymś wiem. Nie chcę dokładać mamie nerwów, ale nie wiem już co robić. Poradź mi coś, bo zwariuję... Mam obawy, że babcia może umrzeć, albo że mamie i bliźniętom coś się stanie...
Nie bądź zły za to podsłuchanie. Nie mogę siedzieć cicho i nie reagować na nic. Myślisz, że mógłbym jakoś pomóc rodzicom i babci? Kate o niczym nie wie z tego co Ci napisałem i lepiej jakby tak zostało. Wiesz, że jeżeli poszłaby do rodziców to wyda się, że coś wiem, a nie chcę nikogo więcej martwić. Proszę pomóż mi jakoś. Jakkolwiek.
Twój brat, Colin
***
Cześć Colin!
Zmartwił mnie Twój list. Nie jestem zły na Ciebie, wiem, że chcesz dobrze. Nie mam pojęcia co może być babci, ani co się dzieje. Tata pisał mi wczoraj, że wszystko jest dobrze, jak zawsze. Podejrzewam, że nie chcą mnie ani Was martwić.
Spróbuję się czegoś dowiedzieć. Biblioteka szkolna jest wielka jak mówił tata, więc z pomocą moich przyjaciół i Pani Pince na pewno coś znajdę o tym nowotworze, może to nam coś pomoże i podpowie. Nie mów o niczym rodzicom jak słusznie zrobiłeś do tej pory. Mama nie może się martwić, pomóc tacie ją wspierać. Małymi gestami, coś posprzątaj, albo coś. Wymyśl sam, ja jestem w to słaby. Postaraj się może nie zamartwiać wszystkim. Nie mam jak Ci pomóc z Hogwartu za bardzo. Ale pogadaj może mimo wszystko z tatą? Tylko zrób to po pełni. Teraz tata jest na pewno wyjątkowo drażliwy. Nawet jak tego nie pokazuje. Pełnia będzie za jakieś pięć dni. Więc możesz z tatą porozmawiać za jakiś tydzień, daj mu po prostu chwilę na odpoczynek po pełni. A jeśli nie chcesz rozmawiać z tatą to może porozmawiaj z wujkiem Bill'em? W każdym razie porozmawiaj z kimś dorosłym, ja podpytam profesor McGonagall, może ona będzie mogła mi nieświadomie pomóc.
Trzymajcie się. Pozdrów rodziców i Kate. Jak coś znajdę to napiszę. Do zobaczenia w święta.
Teddy
***
Dni mijały, zamieniły się w tygodnie, a zanim młody Lupin się zorientował nastał jeden z jego ulubionych dni w roku. 31 październik nadszedł dość szybko. A z nim Noc Duchów. Tego dnia rano wszystko wydawało się być w porządku. Poza jednym. Colin i Kate po przebudzeniu i zejściu na parter domu zauważyli, że są sami. Na stoliku w salonie zobaczyli kartkę. Kate poprosiła brata, aby ten ją przeczytał.
Dzieci!
Przepraszam jeśli Was wystraszyliśmy, ale w nocy mama gorzej się poczuła i zaczęła rodzić. Zabrałem ją do szpitala Świętego Munga. Około ósmej rano powinien zajrzeć do Was wujek Harry. Zajmie się Wami i przyprowadzi do mnie, mamy i bliźniąt.
Kochamy was, rodzice
- Col, która godzina? - zapytała dziewczynka kiedy jej brat skończył czytać.
- Siódma pięćdziesiąt. Wujek za chwilę powinien być, spokojnie. - zgodnie ze słowami chłopca, sześć minut później Harry przyszedł przez sieć fiuu, aby zająć się dziećmi. Następnie po śniadaniu i ubraniu się zabrał ich do szpitala. Przed wejściem czekał na nich już Remus wraz z Teddy'm, który akurat tego dnia dostał specjalne zezwolenie dyrektorki na opuszczenie Hogwartu na cały dzień. Wszyscy udali się na salę Nimfadory, aby zobaczyć się z matką i bliźniętami.
Weszli wspólnie do sali gdzie już czekała na nich Nimfadora z dwójką noworodków.
- Mama! - ucieszyła się Kathrine, która wystraszyła się trochę, gdy dowiedziała się, że jej mama jest w szpitalu.
- Cześć słoneczko, hej chłopcy. Jak w szkole Ted? - przywitała się i zapytała kobieta.
- Dobrze. Jak się czujesz? - odpowiedział chłopiec.
- W porządku, jestem tylko zmęczona. - odpowiedziała kobieta.
- Możemy ich zobaczyć? - zapytał zniecierpliwiony Colin.
Kobieta wraz z mężem zaśmiała się jednak odpowiedziała.
- Pewnie. Chodźcie bliżej, tata ich wyjmie i Wam pokaże, możecie na chwilę ich potrzymać, ale na siedząco, dobrze?
- Jasne! - ucieszyła się cała trójka po czym razem podeszli do swojego ojca oraz najmłodszego rodzeństwa.
- A jak mają na imiona? - zapytała Kathrine.
- I które pierwsze mama urodziła? - zapytał Colin.
- A po co ci to? - zapytała go siostra.
- Bo chce wiedzieć czy wygraliśmy z Ted'em zakład z wujkiem Harry'm. - odpowiedział.
- Jaki zakład? - dziwiła się Nimfadora.
- My zakładaliśmy, że pierwszy będzie nasz brat, a wujek, że siostra. Jak wygramy wujek stawia nam, Kate, tobie mamo i tacie wyjście do kina na film jaki my wybierzemy, a jeśli my przegramy to wujkowi kupujemy czterdzieści czekoladowych żab. - wyjaśnił.
Kobieta parsknęła tylko śmiechem.
- To możecie wybrać ten film. - powiedział rozbawiony ojciec dzieci. - Jackob Lucas był pierwszy. Jedenaście minut później przyszła na świat wasza siostra Suzanne Melania Lupin. - odpowiedział też na pierwsze pytanie córki.
- Możemy ich już zobaczyć? - zapytała szczęśliwa dziewczynka.
- I ja porobić im i nam wszystkim zdjęcia? - dodał Colin, którego pasją było fotografowanie.
- Pewnie. Tylko po cichu, bo śpią. - dodał.
- To czemu wcześniej się nie obudzili jak przyszliśmy? - zapytał Ted.
- Bo tata zanim po was poszedł ustawił zaklęcia wyciszające wokół łóżeczek. - wyjaśniła im matka, o czym zwróciła się do męża. - Daj im ich i później mi co?
- Jasne. - odpowiedział.
Po półtora godzinie rodzinna "sesja zdjęciowa" w wykonaniu Colina i przy pomocy pielęgniarek oraz Remusa skończyła się. Pielęgniarki zrobiły zdjęcia na których byli wszyscy członkowie rodziny Lupin, z kolei Remus robił te na których był Colin z rodzeństwem i Nimfadorą. Po kilku minutach Remus wywołał łącznie prawie sto zdjęć swojej rodziny.
- Trochę ich za dużo, nie sądzicie? - zapytała rozbawiona kobieta.
- Nie. - odpowiedział jej mąż. - Większość zostawimy do rodzinnego albumu, a resztę porozdajemy po znajomych i rodzinie. Teddy będzie na pewno chciał jakieś dla swoich przyjaciół, więc nie jest ich za dużo.
- Jak uważasz. - stwierdziła.
- Mamo, a kiedy wrócisz do domku? - zapytała Kathrine. - Kocham tatusia, ale nie chcę, żebyś znowu nas zostawiła na tak długo.
- Mama nas nie zostawiła przecież Kate. - odpowiedział jej Theodor.
- I nie zostawię. - dodała kobieta. - Wiesz kochanie, że nie miałam wtedy na to wpływu. Teraz dopiero urodziłam i jestem trochę słaba, ale obiecuję, że za kilka dni wrócę do Was. Możecie codziennie mnie odwiedzać razem z tatą. Dobrze?
- Wtedy tata nas nie zabierał tak często. - upierała się dziewczynka.
- Bo się o was bałem skarbie. Obiecuję, że będziemy we trójkę odwiedzać mamę codziennie. A Tobie Teddy wyślemy pełno zdjęć, bo nie mogę ciągle Cię zabierać ze szkoły. - powiedział Remus.
- Nie martw się tato. Jakoś dam radę. - odpowiedział chłopiec.
W końcu po półgodzinie rozmów udało się wszystkim dogadać. Chwilę później Remus teleportował się z Teddy'm do Hogwartu, w tym czasie Harry zabrał Kathrine i Colina do swojego domu, gdzie rodzeństwem zaopiekowała się Ginny. Remus odebrał dzieci wieczorem, zaraz po tym jak poinformował o wszystkim swoją teściową. Kobieta była wniebowzięta widząc dwoje swoich najmłodszych wnucząt.
***
Dwa miesiące minęły rodzinie Lupin dość szybko. Nastał w końcu długo oczekiwany czas świąt. W dniu Wigilii cała rodzina już od rana szykowała wszystko. Nimfadora dodatkowo musiała opiekować się bliźniętami bardziej niż pozostałą trójką dzieci, jednak mimo pomocy męża była wykończona. Mimo to święta rodzinie minęły w bardzo przyjaznej i rodzinnej atmosferze.
***
Mijały dni, które zamieniały się w tygodnie, a te z kolei w kolejne miesiące i tak zleciał czas, aż nastał trzydziesty czerwiec, a z nim jedenaste urodziny Colina. Tego samego dnia do domu ze szkoły wrócił Theodor, którego odebrał Remus.
Wieczorem w czasie kolacji Theodor powiedział:
- Mamo, mogliby do mnie przyjechać przyjaciele? Ustalilibyśmy jakąś datę, żeby pasowała każdemu i żeby nie było pełni, bo wiem, że tacie nie będzie to pasowało. - powiedział.
- Myślę, że nie będzie problemu. póki co planujemy z tatą tylko jeden wyjazd, pod koniec sierpnia. Resztę wakacji nie mamy większych planów. - odpowiedziała kobieta.
- Tato, a ty nie masz nic przeciwko? - zapytał ojca.
- Nie Ted. Nie martw się. - odpowiedział.
- A wam nie będzie to przeszkadzać? Wiem, że mieliśmy spędzić czas razem, ale... - nie dokończył, ponieważ przerwał mu Colin.
- Dobra, cicho Ted. Nie pytaj nas o to. Możesz zaprosić kogo chcesz. - wtrącił.
- Właśnie, bo za chwilę się rozgadasz, a ja głodna jestem. - dodała Kathrine.
Godzinę później rodzeństwo leżało w piżamach, czekając aż Remus opowie im baśń na dobranoc. Jak zawsze się nie zawiedli. Remus w swojej piżamie przyszedł do pokoju Kathrine, gdzie czekali już Theodor wraz z Colinem.
- Jaką bajkę dzisiaj chcecie? - zapytał pan Lupin.
- A znacie bajkę o "Najpiękniejszym sercu"*?
- Nie, opowiedz nam! - wykrzyknęła uradowana Kathrine.
- Kate, ciszej. Obudzisz bliźnięta. - upomniał ją ojciec.
- Przepraszam. - powiedziała po cichu.
- Dobrze już. Bajka jest krótka, ale posłuchajcie.
Pewien młodzieniec chwalił się że ma najpiękniejsze serce w dolinie. Chwalił się nim na rynku i zebrał się ogromny tłum by je podziwiać bowiem było w swym kształcie perfekcyjne. Nie miało żadnej skazy, było przepiękne, gładkie i błyszczące. Biło bardzo żywo. Chłopak krzyczał na cały głos że nikt nie ma piękniejszego serca od niego i wszyscy mu potakiwali bowiem jego serce było idealne.
Jednak w pewnym momencie jakiś strzec z tłumu krzyknął: Dlaczego twierdzisz że twoje serce jest najpiękniejsze skoro moje jest o wiele piękniejsze od twojego.
Młodzieniec bardzo się zdziwił słysząc te słowa a potem spojrzał na serce starca i się zaśmiał. Serce starca biło bardzo żywo, być może nawet żywiej od serca młodzieńca ale było to serce poorane rozlicznymi bruzdami, serce w którym było wiele brakujących kawałków. Wiele tez w nim było kawałków które do tegoż serca nie pasowały. Było to serce brzydkie które w żaden sposób nie mogło się równać z nieskazitelnym sercem młodzieńca. Chłopak zapytał się dlaczego starzec uważa że jego serce jest piękniejsze skoro wszyscy widzą, że nie jest ono nawet w części tak piękne jak jego własne serce.
Wtedy starzec rzekł, że w życiu nie zamieniłby tego serca na serce młodzieńca. Powiedział też aby młodzieniec spojrzał na jego serce i wskazując na blizny rzekł.
Widzisz te blizny i brakujące kawałki. Nie ma ich tu dlatego, że ofiarowałem je z miłości dla wielu osób a niesie to ryzyko bo często się zdarza, że sami ofiarowujemy uczucie dla innych , ale oni nie dają nam nic w zamian.
Stąd te blizny bo choć dałem im cześć swojego serca, oni nie dali mi nic. Jeśli natomiast spojrzysz uważnie dostrzeżesz, że wiele kawałków do mojego serca niezupełnie pasuje. Są to kawałki serca innych, które oni mi ofiarowali i które znalazły stałe miejsce w moim sercu.
Dlatego moje serce jest piękniejsze od twojego. Natomiast te bruzdy, które widzisz zrobili ludzie nieczuli, ludzie, którzy mnie zranili.
Wtedy młodzieniec spojrzał na starca, zrozumiał i zapłakał. Potem wziął kawałek swojego przepięknego serca i ofiarował go starcowi, a starzec zrobił to samo.
Padli sobie w ramiona i rozpłakali się po czym odeszli razem w wielkiej przyjaźni. Młodzieniec włożył część serca starca do swojego serca w miejsce brakującego kawałka który dał starcowi. Ten nowy kawałek pasował tam, choć nie idealnie, co zmąciło doskonałą harmonię serca młodzieńca.
Nigdy jednak wcześniej serce młodzieńca nie było tak piękne jak w tym momencie i młodzieniec dopiero teraz to zrozumiał.
Pracuj tak, jakbyś nigdy nie potrzebował pieniędzy,
tańcz tak jakby nikt na ciebie nie patrzył
i zawsze kochaj tak jakbyś nigdy wcześniej nie kochał.
- O co w niej chodzi? - zapytała po chwili ciszy dziewczynka.
- Że nie liczy się wygląd, a doświadczenie i wnętrze. - powiedział Colin. - Chyba. Ja tak to rozumiem.
- I rozumiesz dość dobrze. Nie zawsze mając dobre serce będzie ono idealne. Nie da się tak. Ale musimy też patrzeć na to, że najważniejsza tak naprawdę jest miłość jaką darzymy kogoś. Tylko nie zawsze ta osoba musi tę miłość odwzajemniać. - dopowiedział Remus.
- Zrozumiesz jak będziesz starsza. - wtrąciła Nimfadora, która słuchała opowieść prawie od oczątku jednak nie ujawniła wcześniej jak zawsze swojej obecności. - A teraz spać. Chłopcy do łóżek. - dodała.
- Nie możemy jeszcze zostać chwilę? Proszę mamo... - prosił Ted.
- Nie Teddy. Rano nie dobudzę was na śniadanie. Jak będą Twoi przyjaciele to będziecie mogli iść spać później, ale teraz marsz do łóżek. Sprawdzę czy tam jesteście.
- No dobra. - poddali się bracia i udali się do swoich pokoi.
- Dobranoc mamusiu. - powiedziała Kate przekręcając się na bok.
- Dobranoc słońce.
Godzinę później małżeństwo także kładło się już spać, ponieważ oboje byli zmęczeni po całym dniu.
Kilka dni później do Teddy'ego przyjechali przyjaciele. Chłopiec pokazał im dom i przedstawił swojej rodzinie. Dwa dni po przyjeździe Sophie, Louis'a, Mia, Luke i Lucy Colin zaczął dziwnie się zachowywać co zauważyli i jego rodzice i rodzeństwo, jednak chłopiec za wszelką cenę unikał odpowiedzi na pytanie. Tego wieczora Ted wraz ze swoimi przyjaciółmi postanowili porozmawiać z nim "na osobności".
- Col co się dzieje? Martwię się. Rodzice i Kate też. - powiedział, kiedy młodszy z braci pozwolił im wejść do swojego pokoju.
- Nie będziecie się nabijać ze mnie? - zapytał.
- Pewnie, że nie. - powiedziała Mia. - Mimo wszystko chcielibyśmy Ci pomóc.
- No bo ja się boję. - powiedział.
- Czego? - zapytał zmartwiony o brata Ted.
- Że nie znajdę przyjaciół. - odpowiedział chłopiec ze spuszczoną głową.
- Masz mnie, poza tym znajdziesz na pewno kogoś fajnego tak samo jak ty. - powiedział Ted bratu.
- A co jeśli trafię do Slytherinu? - zapytał jedenastolatek brata.
- Daj spokój. Przecież żaden dom w Hogwarcie nie uczyni Cię gorszym. - odpowiedział mu starszy brat. - Spójrz na to tak, że wtedy będziesz wiedział, że jesteś ode mnie sprytniejszy.
- No, ale Slytherin i Gryffindor od zawsze się nienawidzą. - stwierdził młodszy z chłopców.
- To tylko głupi stereotyp. Nie każdy Ślizgon musi być zły, tak jak nie każdy Gryfon musi być odważny. - odpowiedział.
- Niby podaj jakiegoś Gryfona, który nie był odważny, albo Ślizgona, który był dobry. - polecił.
- Tchórzliwy Gryfon to Peter Pettigrew, który zdradził rodziców wujka Harry'ego, a dobry Ślizgon to babcia Andromeda. - odpowiedział od razu dwunastolatek.
- No dobra, może masz rację. - uznał. - A jeśli trafię do Ravenclaw? Nie jestem taki inteligentny. - stwierdził natychmiast.
- Nie ważne gdzie trafisz. Po prostu znajdź przyjaciół w każdym domu i bądź szczęśliwy Col. - odpowiedział mu brat obejmując go ramieniem w geście wsparcia.
- A spójrz też na to, że my jesteśmy z czterech różnych domów i się dogadujemy. - powiedziała Sophie. - Nie masz czym się martwić. Wszystko się ułoży. Chodźmy już spać. Wasi rodzice pewnie są zmęczeni. Porozmawiaj z nimi rano Colin. A jak będziesz potrzebował pomocy to zawsze możesz przyjść do nas. Pomożemy ci. - powiedziała.
- Ej to ja to powinienem powiedzieć. - powiedział rozbawiony Luke. - W końcu jako stereotypowy Puchon jestem ten niezdarny i pomocny w naszej paczce. - powiedział rozbawiony czym rozbawił wszystkich, ponieważ chłopiec mimo, że przejawiał sporo cech puchonów, nie był aż tak niezdarny.
- Bywa. - odpowiedziała mu Mia, po czym zamienili jeszcze kilka zdań z młodszym bratem Theodora, a następnie cała szóstka wyszła z pokoju chcąc, aby pójść spać do przydzielonych im pokoi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz