niedziela, 7 marca 2021

Pogrzeb

 ~ - Bywa. - odpowiedziała mu Mia, po czym zamienili jeszcze kilka zdań z młodszym bratem Theodora, a następnie cała szóstka wyszła z pokoju, chcąc, aby pójść spać do przydzielonych im pokoi. ~

Mijały dni, tygodnie, miesiące... W końcu upłynęło pięć lat. Całe pięć lat,  w czasie których w rodzinie Lupin trochę się pozmieniało. Bliźnięta już nie były tak małe, ale podobnie jak ich starsze rodzeństwo kiedyś, byli bardzo żywiołowi. Szczególnie młoda metamorfomag. Suzanne odziedziczyła tę zdolność po matce. Oprócz Nimfadory i dziewczynki zdolność tę posiadał jedynie Theodor. Reszta dzieci nie odziedziczyła daru matki. Jackob i Suzanne byli w wieku, w którym dzieci często zadają pełno pytań.

W ciągu tych pięciu lat zmienił się również skład rodziny oraz niektóre zachowania. Theodor rozpoczął kolejną generację Huncwotów i razem z częścią swoich przyjaciół wykonywał różne żarty na uczniach i nauczycielach Jedynymi osobami, które nigdy nie padały ofiarą ich żartów była niegdyś profesor McGonagall, która przeszła już na emeryturę oraz profesor Longbottom, którego Ted znał od dziecka i uwielbiał oraz ich rodzeństwo, czy ich przyjaciele. Dzięki temu chłopiec mimo sławnych rodziców zyskał dodatkowo na popularności. Będąc w czwartej klasie zaczął inaczej patrzeć na pewną dziewczynę, którą znał od dziecka. Jednak mimo wszystko nie miał odwagi, aby jej o tym powiedzieć.

Colin z kolei na swoim pierwszym roku poznał dwójkę przyjaciół - Logana Kiehn oraz Simona Wilson. Chłopców połączyły wspólne pasje, wszyscy trzej uwielbiali fotografować, ale każdy z nich miał także inną pasję. Logan uwielbiał eliksiry, które swoją drogą na prośbę Theodora,  z którego bratem się przyjaźnił czasem przyrządzał niegroźne eliksiry do żartów o rok starszych kolegów. Colin podobnie jak ojciec był świetny z Obrony Przed Czarną Magią oraz Zaklęć. Natomiast Simonowi świetnie wychodziło zielarstwo. Wszyscy trzej dzielili dormitorium. Młodszy z najstarszych braci Lupin został Puchonem co nie przeszkodziło ani jemu,  ani jego bratu w utrzymywaniu tak samo przyjacielskich stosunków jak kiedyś. Mimo wszystko wszyscy trzej lubili jednak najbardziej się uczyć,  chociaż niekoniecznie ze wszystkich przedmiotów. A już na pewno wszyscy trzej byli pewni jednego - nie znosili lekcji wróżbiarstwa.

Kathrine w tym roku miała zacząć swoją przygodę w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, ale poza tym wciąż była tą samą ciekawską,  miłą i pomocną dziewczynką. Z kolei bliźnięta spędzali czas głównie na zabawie i poznawaniu otaczającego ich świata.

Zaczął się wrzesień, a z nim rok szkolny. Starsi chłopcy według obietnicy danej sobie i rodzicom opiekowali się młodszą siostrą,  która wraz z nimi wyruszyła do szkoły i zawsze pomagali jej, gdy tylko tego potrzebowała. Bliźniętami opiekowali się Remus i Tonks jednak kobieta z racji swojej pracy, do której wróciła, po dwóch latach od porodu, nie mogła być przy nich non stop,  jednak gdy tylko było trzeba poświęcała im czas i uwagę. Remus natomiast dzięki w pracy w sklepie bliźniaków Weasley nie miał najmniejszego problemu, aby czasem zabierać dzieci ze sobą. Jednak gdy zdarzały się dni,  w których żadne z rodziców nie mogli zająć się najmłodszymi pociechami, opiekę nad nimi sprawowała niezawodna babcia Andromeda.

Była połowa października,  gdy Nimfadora zmartwiona faktem,  że jej matka nie odpisuje na listy i nie ma z nią kontaktu wybrała się do niej wraz z Remusem. Kobieta miała złe przeczucia dlatego dzieci zostawiła pod opieką Bill'a i Fleur Weasley'ów. Będąc w domu matki przez kilka minut chodziła po pomieszczeniach szukając kobiety. I znalazła. Martwe ciało Andromedy Tonks leżało w sypialni. Wyglądała jakby spała,  jednak była cała zimna, sztywna i blada. Widząc to, Nimfadora wpadła w panikę. Remus próbując uspokoić żonę powiadomił za pomocą swojego patronusa Harry'ego Pottera, po czym wraz z nią zaczekał na pojawienie się Aurorów.

***

Pogrzeb Andromedy Tonks był dość mocnym ciosem dla wszystkich, zaczynając od najbliższej rodziny, kończąc po zwykłych znajomych. W momencie gdy trumna z ciałem kobiety została spuszczona do grobu Nimfadora nie wytrzymała i rozpłakała się bardziej niż do tej pory,  mimo, że wydawało się to niemożliwe. Po przemowie urzędnika nadszedł czas na przemowę rodziny. Zgodnie z umową przemowę wygłosili Ted i Colin, ponieważ Nimfadora nie była w stanie, natomiast jej mąż postanowił ją wesprzeć, a Kate i bliźnięta uznani byli za zbyt małych na coś takiego. Trójka starszych dzieci dostała specjalne pozwolenie nowego/starego dyrektora Hogwartu - Severusa Snape'a na opuszczenie szkoły na okres tygodnia. 

- Nie wiem co powiedzieć. - zaczął Theodor. - Nie każdy nas kojarzy, a na pewno nie nasze młodsze rodzeństwo, ale jestem Theodor, a to Colin. Babcia Andromeda jest mamą naszej mamy. Nie wierzę, że ona nie żyje. Ale w końcu się pozbieramy. Zawsze tak jest. Wiem,  że mama nie jest w stanie nic powiedzieć, bo tęskni za babcią, poza tym to rodzice ją znaleźli. Niestety było już za późno. Nie ma jej z nami ciałem,  ale zawsze będzie z nami duchem. Znałem babcię od zawsze. Była cudowną kobietą. Zawsze była kochana, pomocna, nie faworyzowała nikogo z nas. - mówił szesnastolatek płacząc. - Żałuję że nie zdążyłem jej pożegnać. Nikt z nas nie zdążył. Ale wiem, że ona zawsze z nami będzie. Może i jej nie będziemy widzieć, ale na pewno jakoś poczujemy jej obecność. Babcia zawsze będzie z nami w sercach. Mam nadzieję, że chociaż tam gdzie trafiła, będzie szczęśliwa. - zakończył.

- Ja chciałbym dodać, że niezależnie od tego co teraz będzie, nie możemy się poddawać. Mamo, wiem, że Ci ciężko jak nam, ale babcia nie chciałaby, żebyśmy się załamywali. Musimy być silni... Wszyscy. Ona by tego chciała. - kontynuował wypowiedź zwracając się do wciąż płaczącej matki. - Nie wiem jak, ale damy radę. Jestem pewien, że babcia teraz gdzieś jest i patrzy na nas. Może z uśmiechem,  może ze smutkiem, nie mam pojęcia. Tato mogło się wydawać, że babcia Cię nie znosiła,  ale tak naprawdę to od zawsze Cię uwielbiała, po prostu bała się o nas i o mamę. - kontynuował Colin. - Wiem, bo mówiła mi to jak miałem jakieś dziewięć lat, w wakacje. Nocowałem u babci wtedy z Tedem, mama zabrała Kate wcześniej, bo ona się bała. Kate, siostrzyczko, nie smuć się, damy radę, babcia zawsze przy nas będzie. - starał się wesprzeć rodzinę mimo własnego bólu.

- Mogę? - zapytała Kathrine po cichu braci i rodziców, na co Remus skinął jej głową. - Wiem, że moi bracia powiedzieli już bardzo dużo, ale ja nie chciałabym zapominać o babci i proszę, niech nikt kto tu teraz jest o niej nie zapomina. Wiem, że mogliście znać moją babcię słabo, ale ona była kochana. I piekła super ciasteczka, które nauczyła piec Colina. - powiedziała przez łzy na co niektórzy w tym Nimfadora uśmiechnęli się smutno. - Do zobaczenia babciu, gdziekolwiek jesteś... - zakończyła.

Po całej ceremonii większość gości wróciła do swoich domów, natomiast rodzina Lupin przez ponad godzinę stała nad grobem swojej matki, babci i teściowej. Zanim odeszli Nimfadora odezwała się do trójki starszych dzieci.

- Jestem z Was dumna. I dziękuję. - powiedziała cicho, ale na tyle, że każdy z rodziny ją usłyszał.

- Za co? - zapytał Colin.

- Gdyby nie wy pewnie nie wytrzymałabym dzisiaj. Jesteście najwspanialszymi dziećmi jakie można by sobie wymarzyć. - oznajmiła. - Jeśli byłam nie do zniesienia ostatnio to przepraszam. To nie Wy powinniście wygłaszać te przemowy tylko ja i tata. Ale on był zajęty bliźniętami i mną, a ja za bardzo patrzyłam na siebie zapominając,  że nie tylko ja cierpię.

- Nie mów ta mamo. - powiedział Ted. - Jesteś cudowną mamą tak jak tata jest dla nas wspaniałym tatą. Babcia była Twoją mamą, więc wiemy że jej strata jest bolesna najbardziej dla Ciebie. Poza tym jak widać czasem umiemy powiedzieć co mądrego jak widać. - uśmiechnął się przez łzy.

- Kocham was. - powiedziała kobieta patrząc na swoje dzieci z miłością.

- My ciebie też mamusiu. - powiedziała Kate tuląc się do kobiety, na co ta objęła dziewczynkę.

- Chodźmy do domu. - wtrącił Remus. - Już dawno pada, za chwilę wszyscy będziemy chorzy.

- Masz rację. Ted, Colin złapcie się taty, Kate, Susie, Jack, chodźcie do mnie. Będziemy się teleportować. - powiedziała kobieta.

- Lepiej ty zaczekaj tu z Teddym i Colinem, ja wezmę Kate i bliźnięta do domu i za chwilę po Was wrócę. Nie powinnaś się teleportować z dziećmi. Cała drżysz. - powiedział jej mąż z troską.

- Może racja, ale weź Teda i bliźnięta. Ja z Colinem i Kate poczekam, maluchy nie mogą być z Kate samą, może coś im się stać. - powiedziała.

- Jasne. - powiedział i zdjął z siebie kurtkę narzucając ją żonie na ramiona. 

- Remus we... - nie dokończyła, bo Remus przerwał jej krótkim pocałunkiem.

- Załóż, będzie Ci cieplej, a jak nie chcesz daj Kate. - powiedział. - Będziecie czekać na deszczu, a ja się za raz teleportuję i nic mi nie będzie.

- Ej Ted, też chcesz mi swoją kurtkę dać? - zapytał żartobliwie Colin.

- Ta, już lecę Ci dać. - powiedział mu brat z sarkazmem i rozbawieniem jednocześnie.

- A mi dasz? - zapytała Kathrine.

- Pewnie. - odpowiedział jej brat i zdjął swoje okrycie oddając je siostrze.

Po dwudziestu minutach cała rodzina już była w domu. Remus przygotował im makaron na ciepło, jednak jego żona nie zjadła zbyt wiele. Seniora Lupinów martwiło to, jednak postanowił dać żonie jeszcze trochę czasu. Po posiłku najmłodsze dzieci zostały wykąpane przez ojca, a następnie po opowiedzeniu im bajki, bliźnięta poszły spać. Kate wraz z dwójką starszych braci poszła do pokoju najstarszego Theodora, gdzie wspólnie rozmawiali o swojej zmarłej babci, głównie wspominając dzieciństwo z nią spędzone. W tym czasie Remus starał się wesprzeć żonę leżąc z nią w sypialni i uspakajając kobietę...

***

Minęło kilka miesięcy, w czasie których Nimfadora pozbierała się po śmierci matki. Ted, Colin i Kate uczyli się bardzo dobrze.  Na Colina czekały jeszcze SUM-y, ale ze wsparciem brata dawał sobie świetnie radę przed egzaminami, a same egzaminy poszły mu  świetnie. W wakacje Remus zabrał żonę i dzieci za granicę. Konkretnie udał się z rodziną do Portugalii, gdzie zatrzymali się w jednym z hoteli w Lizbonie. Największą atrakcją dla najmłodszych pociech Państwa Lupin okazało się Oceanarium w Lizbonie, gdzie dzieci miały okazję zobaczyć na żywo wiele cudownych zwierząt takich jak płaszczki, wydry, czy rekiny. Wieczorem po przyjeździe małżeństwo wspólnie z dziećmi wybrało się do casa de fado, jednej z popularniejszych restauracji w Lizbonie, gdzie mogli posłuchać cudownej, portugalskiej muzyki...




Wiem,  że dawno nic nie dodawałam, ale nie miałam kompletnie czasu... Do tego szkoła, obowiązki i wszystko inne.

Rozdział co prawda jakoś o połowę krótszy niż planowałam, ale cóż, nie dało rady więcej, szczególnie, że pisałam go w większości dzisiaj na lekcjach (tak, mam lekcje w niedziele, ponieważ chodzę do szkoły zaocznej jakby coś hahah) dlatego z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy, czy literówki. Cóż, nie wiem co miałam jeszcze powiedzieć...

Bardzo przepraszam za ten brak rozdziałów i większej aktywności, ale jak każdy mam życie prywatne, które nie zawsze pozwala na opowiadania...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz